Archive | August, 2012

Masz wolne 3 godzinki? Zrób Buraczkowe Ravioli z Kozim serem i Szczypiorkiem!

22 Aug

Kiedy byłam małą dziewczynką, prawie każdego roku jeździliśmy całą rodziną na wakacje do Włoch. Zakochałam się nie tylko w tym kraju, ale również (jak pewnie większość) w jego kuchni. Na początku każdego wyjazdu jechaliśmy na północ,  gdzie mieszkają nasi włoscy przyjaciele.

Ich dom znajduje się na szczycie, który ze wszystkich stron otoczony jest winnicami. W centrum miasteczka znajduje się wiele małych sklepików, w których można kupić świeże owoce, sery, szynkę parmeńską. Uwielbiam to.

Jest też dużo małych kawiarenek, do których przychodzą głównie starsi ludzie i piją wino od 10 rano. Śmieszne, bo kiedy podchodzi do nich kelner proszą o kawę białą lub czarną. Biała oznacza białe wino, a czarna czerwone :) spryciarze.

Ostatnio szukałam przepisu na coś dobrego i włoskiego, a przy okazji nietypowego i znalazłam ten przepis pośród wielu, które moja mama dostała od naszej włoskiej przyjaciółki.

Wykonanie go zajęło mi niemal 3 godziny, a zjedzenie 10 (jedząc bardzo wolno), ale było warto!

Składniki

Na ciasto:

3 nieduże buraczki

3 jajka

180 g mąki pszennej

60 g mąki żytnio razowej

Oliwa z oliwek

Sól i pieprz

Jak robimy?

Obieramy buraczki, układamy na folii aluminiowej, polewamy oliwą z oliwek, posypujemy pieprzem i solą i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni na ok. 40 minut.

Wyjmujemy i chłodzimy.

Wkładamy buraczki do robota kuchennego i dodajemy: jajka, mąkę i miksujemy, aż ciasto zrobi się trochę bardziej suche, ale dalej lekko klejące.

Odstawiamy na bok (albo do lodówki) na ok. 15 min.

Składniki na nadzienie:

150 g sera koziego

100 g utartego parmezanu

1 jajko

1 garść szczypiorku

sól i pieprz

Jak robimy?

Wszystko miksujemy w robocie kuchennym i wkładamy do lodówki na tak długo, jak będziemy robić ciasto (im dłużej tym lepiej)

I teraz, najlepiej jest mieć maszynę do wałkowania ciasta, bo wtedy wychodzi piękne i cieniutkie. Ja niestety jej nie mam w Warszawie, więc użyłam klasycznego wałka. Trochę się namęczyłam i wg. mnie mogłoby być trochę bardziej cienkie.

Wałek posyp mąką i rozwałkuj ciasto.

Pokrój je w średniej wielkości kwadraty i wypełnij nadzieniem, zaklej.

Zagotuj wodę i włóż część ravioli, najlepiej w sitku, żeby było łatwiej wyjąć. Gotuj na średnim ogniu przez ok. 4 minuty.

I ostatnia – bardzo ważna kwestia – SOS

Składniki na sos:

Garść pokrojonego szczypiorku

30 g masła

ok. dwie łyżki rozdrobnionych i prażonych orzechów laskowych

Jak robimy?

Bierzemy patelnię i dajemy na nią trochę masła, kiedy się roztopi wrzucamy trochę rzczypiorku i prażonych orzechów i chwilę smażymy, dorzucamy ravioli, mieszamy i przysmażamy.

Serwować gorące. Z lemoniadą. Lub białym winem :)

Wygląda prosto, co?

Borówki amerykańskie+mięta+cytryna, czyli moje wymarzone amerykańskie ciasto!

12 Aug


Udało się!

Nie wiem czemu, ale zawsze chciałam je zrobić, idealne amerykańskie ciasto borówkowe (nazwa “pie” jakoś bardziej mi tu pasuje, ale nie ma odzwierciedlenia w j.polskim). Może dlatego, bo kojarzy mi sie ze starymi amerykańskimi filmami? A może dlatego, że wygląda tak obłędnie pysznie, wręcz trochę sztucznie? Nie ważne, tak czy inaczej było to moim małym marzeniem do wczoraj, kiedy w końcu się spełniło.

Smak borówek amerykańskich mieszający się z miętą i nutką cytryny. Serwowany z sorbetem cytrynowym. Pycha!

Dobry smak i fakt, że wszyscy się w nim zakochali bardzo mnie ucieszył z jednej strony. Jednak najfajniejszą i najbardziej satysfakcjonującą częścią było to, że sama mogę zrobić coś tak dobrze wyglądającego :)

Wam też polecam :) Satysfakcja gwarantowana!

Składniki

Ciasto:

300 g mąki zwykłej
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
120 g masła pokrojonego w kostkę
pół szklanki zimnej wody
1 łyżeczka octu jabłkowego

Jak zrobić?

Wyjmij mikser. Wymieszaj mąkę z solą i z cukrem. Dodaj masło i mieszaj, aż powstaną takie kuleczki z masła i mąki. W szklance wymieszaj wodę z octem i pomału wlewaj cały czas mieszając, aż powstanie masa.
Podziel ciasto na mniejszą i większą część, zawiń jedną i drugą w folię aluminiową i wstaw do lodówki na min. 30 minut.

Nastaw piekarnik na 245 stopni i w międzyczasie zacznij przygotowywać nadzienie.

Składniki:

Nadzienie:
1 kg borówek amerykańskich (nie myj ich zbyt mocno, albo dobrze wytrzyj, żeby nie wydzieliły za dużo soku)
starta skórka z jednej cytryny
sok wyciśnięty z tej cytryny (jeśli masz dużą cytrynę to sok z połowy, chyba że chcesz żeby było bardziej kwaśne)
garść poszatkowanej mięty
40 g skrobi kukurydzianej
90 g cukru (możesz trochę więcej, jak chcesz bardziej słodkie)
1 łyżeczka cukru waniliowego

1 jajko

Jak zrobić?

Wymieszaj cukier ze skrobią kukurydzianą.

W osobnej misce wymieszaj borówki z cukrem waniliowym, cytryną, skórką z cytryny, poszatkowaną miętą. Dodaj cukier ze skrobią i gotowe.

Wyjmij ciasto (większą część) i rozwałkuj. Włóż do okrągłej formy posmarowanej masłem, końcówki ciasta, żeby ładnie wyglądały możesz  pozagniatać widelcem.
Wsyp nadzienie borówkowe. Wyjmij pozostałą część ciasta, rozwałkuj i pokrój w paski, które następnie poukładasz w kratkę. Przed włożeniem ciasta do piekarnika rozbij jajko i posmaruj nim paski. Następnie posyp je cukrem dla ładnego wyglądu i słodszego smaku.

Piecz przez 25 – 30 minut, jakby się zbyt przypiekało zmniejsz nieco temperaturę.

Ciasto po wyjęciu jest bardzo gorące, więc odczekaj z godzinkę zanim je podasz. Dobrze smakuje podane z sorbetem cytrynowym.

Smacznego!!!

Po raz pierwszy o restauracjach – Sepia

7 Aug

Kolega O. – Maciek wraz ze swoim bratem Jędrzejem, który jako kucharz dużo czasu spędził w Australii, otworzyli restaurację na Bemowie. Kiedy O. mi o tym powiedział bardzo się ucieszyłam i postanowiliśmy się tam jak najszybciej wybrać.

Po dwóch miesiącach w końcu udało nam się nigdzie nie wyjeżdzać i zostać na weekend w Warszawie. Wykorzystaliśmy go głównie na przyjemności, jedną z których była wizyta w Sepii. W sobotę.

Nie wiem czemu, ale do soboty wydawało mi się, że Bemowo i okolica, w której znajduje się restauracja jest blisko metra. Z tego też powodu nastawiłam się na wycieczkę rowerem i metrem (z Wilanowa to niezła wyprawa!). Na szczęście wcześniej spojrzałam na Google Maps i jednak linii metra w tamtym miejscu jeszcze nie wybudowali ;).

Wsiedliśmy więc w taksówkę i pojechaliśmy. W moich wyobrażeniach restauracja była przy ulicy w bloku. Podjechaliśmy i tutaj już pierwsze zaskoczenie, faktycznie znajduje się na osiedlu między blokami, ale nie od strony ulicy, tylko w pasażu, który jest w klimacie dość kurortowym. Po prawej stronie mamy same restauracje, a po drugiej sklepiki.

Gdy podeszliśmy pod restaurację powitała nas przemiła Pani, która nas obsługiwała i podała kartę z jedzeniem i winami. Menu jest fajne – bo krótkie, więc nie ma większego problemu z wyborem. Przystawki, Dania Główne i Desery to w sumie 12 pozycji.

Szybko zamówiliśmy winko w karafce i przystawki. Prawdę mówiąc miałam ochotę zamówić 3, bo brzmiały smakowicie, ale w końcu zdecydowaliśmy się na kalmary w lekkiej panierce z rukolą, mieszanymi pomidorkami i łagodnym sosem chilli oraz krewetki z puree z kalafiora i chorizo. Moim faworytem zdecydowanie zostały krewetki i puree z kalafiora, które jest bardzo oryginalne i po prostu przepyszne!

O. dolał zimnego winka i przybyła Pani z daniami głównymi!

No to zdrówko!

Ja zamówiłam moje ukochane danie, czyli kaczkę. W połączeniu z batatem i sosem miodowym smakowała wyśmienicie.

Królik był podany z małymi stożkami czegoś galaretkowego. Jak się okazało, była to galaretka z kukurydzy, bardzo dobry i ciekawy dodatek zdecydowanie do przetestowania w kuchni.

Przyszedł czas na najlepsze, czyli desery w połączeniu z mocnym espresso.

Mój deser był bardzo czekoladowy – Fondant z ciemnej czekolady z truskawkami w cointreau i szampańskim zabajone. Zdecydowanie dla mnie za słodki, ale na pewno parę moich koleżanek by go zjadło i miało ochotę na więcej!

Drugi deser, który jest absolutnie fantastyczny, i dla którego wrócę tam w niedługim czasie to Pafrait z białej czekolady i malin z orzechowym dacquise i czekoladowym musem.

Wrócę tam też, żeby spróbować Pate z wątróbek kaczych, którego nie spróbowałam ostatnim razem. I dla kawy, która jest pyszna. I Wam też polecam. Pójdziecie raz i wrócicie znowu.

Sepia Restaurant

ul. Powstańców Śląskich 106 c

https://www.facebook.com/SepiaRestaurant/info

www.sepiarestaurant.pl