Archive by Author

Asia w BBC Good Food Middle East – artykuł

6 Apr

BBC Good Food

Ci z Was, którzy czytają mojego Fanpage’a na Facebooku widzieli już wczoraj zapowiedź tego wpisu. W kwietniowym BBC Good Food Middle East ukazał się artykuł o kuchni polskiej, do którego udzielałam wywiadu i gotowałam polskie dania. Odkąd przyjechałam do Dubaju i zobaczyłam na półce tę gazetę, marzyłam, żeby napisać dla nich artykuł lub żeby mój blog ukazał się na ostatniej stronie, gdzie promowani są blogerzy. Sądziłam, że będzie to niemożliwe, bo mimo wszystko mój blog jest w języku polskim i nie zamierzam tego zmieniać. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie, kiedy 3 tygodnie temu w mojej skrzynce mailowej zauważyłam wiadomość z zaproszeniem na wywiad i prośbą o przygotowanie trzech tradycyjnych polskich dań. Mieszkając w Dubaju zadanie było nieco utrudnione, bo nie mam tu niektórych istotnych składników, więc musiałam dostosować menu do panujących warunków. W wyborze pomogła mi moja niezawodna Mama, za co bardzo jej dziękuję.

Artykuł znajdziecie w poniższym linku, za miesiąc będzie również dostępny na stronie BBC Good Food ME. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Muszę przyznać, że miałam wielką tremę, bo jestem świadoma, że wpłynie on w jakiś sposób na postrzeganie Polski przez obcokrajowców mieszkających na Bliskim Wschodzie. Po drugie wiem, że z moimi spostrzeżeniami może nie zgodzić się część Polonii mieszkająca na Bliskim Wschodzie. Cieszę się jednak, że artykuł powstał, i że polska kuchnia została w jakiś sposób wypromowana.

Miłego czytania i czekam na Wasze wrażenia!

Asia

BBC Good Food Article

Nocne dubajskie niebezpieczeństwa

3 Apr

IMG_0430

Pustynia wygląda niepozornie

środek nocy, jestem pogrążona we śnie, dookoła cisza, tylko z budowy na dole dolatują ciche odgłosy pracy, do których już zdążyłam się przyzwyczaić. Nagle huk! Budzę się, słyszę mocne podmuchy wiatru, mocne, czegoś takiego jeszcze nie było! Patrzę za jedno okno, nic. Patrzę na balkon i wydaje mi się, że śnię. Widzę latające poduszki, jedna już prawie wypada, po chwili kolejny podmuch i nasza kanapa unosi się w powietrzu i zatrzymuje na balustradzie, chwiejąc się to w jedną to w drugą stronę. Budzę krzykiem O.! Co robimy??? O. chce wyjść łapać kanapę. W pierwszym momencie mówię, że nie ma takiej możliwości, bo coś mu się stanie. W drugim, ukazuje mi się przed oczami wizja jak nasza kanapa leci z 26 piętra i zabija kogoś, albo wlatuje naszym sąsiadom do mieszkania rozbijając okno – wybiegamy, żeby ją łapać! O. ją trzyma, ja zbieram poduszki, wynoszę kwiatki. Kolejny podmuch – kanapa znowu się unosi! Musimy ją jakoś zaklinować. Udało się. Patrzę w dół ulicy, widzę jak robotnicy walczą z plastikowymi “murkami”, odgradzających budowę od drogi, które latają bezwładnie.

Pomimo, że mieszkamy w jednym z najnowocześniejszych miast świata, natury nie da się przewidzieć. Mieszkamy na pustyni, która od czasu do czasu daje o sobie znać. Nadchodzi weekend burz piaskowych, mam nadzieję, że taki wiatr jak dzisiaj w nocy się nie powtórzy.

IMG_2182

W miejscu czerwonej strzałki, znajdowała się w nocy kanapa! Przerażające, co?!

IMG_2180

Tak balkon wygląda dzisiaj rano

Sri Lanka cz. 1

1 Apr

Sri Lanka i po Sri Lance. Tydzień minął niepostrzeżenie.

Wyjazd ten był prezentem urodzinowym z okazji 30tki O. Prezentem niespodzianką.

Dlaczego akurat to miejsce wybrałam? Jest blisko od Dubaju – 4 godziny lotu; wszyscy mówili, że jest niesamowicie piękna i jeszcze stosunkowo nieskażona przez turystów; jest w miarę tania, zielona, pyszne jedzenie, tuktuki i słonie. Liczyłam na wyjazd, który byłby na miarę zeszłorocznej Indonezji, a konkretnie Bali. No i nie zawiodłam się. Co prawda, chyba wciąż wolę Bali, szczególnie część wschodnią – Alampurę, w której spędziliśmy większość naszego wyjazdu, ale Sri Lanka ma duży potencjał i na pewno jeszcze tam wrócimy. W końcu odległość jest taka, że możemy się tam wybrać na przedłużony weekend. Bilety bardzo tanie, na miejscu ceny nie za wysokie (ale wyższe niż w Indonezji), nocleg można znaleźć na miejscu, albo przez kierowcę.

Nie mieliśmy za dużo czasu, więc tym razem zaliczyliśmy największe atrakcje w 3 dni, a pozostałe 3 spędziliśmy wylegując się na plaży w Unawatuna.

Nasza wycieczka wyglądała tak: wylądowaliśmy w Colombo, skąd pojechaliśmy do Negombo na śniadanie w Pancake house, fajna knajpka z pysznymi naleśnikami, poza może jedną propozycją, którą zamówili O. z kolegą – naleśniki z boczkiem i miodem (ohyda). Stamtąd wyruszyliśmy do Sigiriya, gdzie znajduje się Lwia Skała, czyli ogromna skała, która stanowi ruiny starożytnego pałacu i twierdzy. Wyjście na górę jest bardzo strome i męczące, ale podobno widok zapierający dech w piersiach. My, tym razem, się nie wybraliśmy, bo byliśmy po locie i ponad 24 godzinach bez snu. W Sigiriya mieszkaliśmy w bungalowach w środku dżungli, właściciel mówił, że codziennie przechodzą tamtędy słonie do wodopoju, ale do słoni jeszcze wrócę.

Następnego dnia pojechaliśmy do Kandy, miasteczka znanego ze świątyni Zęba – Dalada Miligawa. Skąd nazwa? Znajduje się w niej relikwia – ząb Buddy. Raz do roku jest wystawiana na widok publiczny i przybywają pielgrzymki wiernych z całej wyspy. Idąc do świątyni, trzeba się odpowiednio ubrać. Panowie w krótkich spodenkach i podkoszulkach nie będą mieli problemów. Kobiety muszą mieć zakryte nogi i ramiona, niestety nie wypożyczają sari na miejscu, ale można kupić w sklepie obok świątyni, co też zrobiłam.

I ciekawostka, w Kandy niedawno zamknięto więzienie, które mieściło się w centrum miasta i otwarto je dla publiczności. Oczywiście nie mogliśmy przegapić takiej okazji! Myślałam, że będziemy osamotnieni, bo był środek tygodnia, godzina ok. 10 rano, ale nie na Sri Lance. Tłumy rodzin, dzieci, kobiet, mężczyzn, pielgrzymki chcące zobaczyć jak od wewnątrz wygląda to, do niedawna, drugie największe w kraju więzienie o podwyższonym rygorze. Weszliśmy, żeby zobaczyć cele, w jednej  z nich był ołtarzyk Buddy.

Następnego dnia pojechaliśmy na południe i zobaczyliśmy plantację herbaty. Plantacji, jak pewnie się spodziewacie, jest na Sri Lance bardzo dużo, ta którą my zwiedzaliśmy nazywa się Blue Field, została otwarta ponad 100 lat temu. W środku fabryki można zobaczyć stare piece i kobiety (widziałam tylko jednego mężczyznę), które pracują codziennie po 14 godzin, za marne pieniądze zbierając, mieląc itp. herbatę. Zwiedzanie fabryki jest darmowe, ale oczywiście pod koniec dobrze jest dać przewodniczce jakąś niedużą kwotę za oprowadzanie.

Po zwiedzeniu plantacji, wsiedliśmy w pociąg i pojechaliśmy w stronę Yala, ale o podróży pociągiem i o Parku Yala będzie w następnym wpisie.

A.

 Małpa, Sigiriya

Małpa przed Lwią Skałą

 Lwia Skała, Sigiriya

Lwia Skała, Sigiriya

sprzedawca lotusu

Sprzedawca lotosów przed świątynią Zęba w Kendy

Świątynia Zęba

Świątynia Zęba, Kendy

Świątynia Zęba, Kendy

Dziecko z kwiatem lotosu, Świątynia Zęba, Kendy

Świątynia Zęba

Modlitwy, Świątynia Zęba, Kendy

Świątynia Zęba

Świątynia Zęba, Kendy

Kolejka, więzienie Kendy

Kolejka do wejścia do więzienia, Kendy

Więzienie, Kendy

Sala do pracy, więzienie, Kendy

Cela z Buddą

Cela z Buddą, więzienie Kendy

Panowie na pace

Panowie na pace, ulica w Kendy

liście herbaty

Liście herbaty

Przewodnik

Nasza Pani Przewodnik, fabryka herbaty

Nadchodzą zmiany, czyli trochę o wizach dla Polaków jadących do Emiratów

12 Mar

Jak niektórzy z Was widzieli ostatnio na moim Fanpage’u, nadchodzą zmiany dla nas, Polaków. Zmiany na lepsze.

Wiza

Od 22 marca zmienia się system wizowy i od tego momentu turysta wybierający się tutaj na wakacje będzie otrzymywał tzw. visa on arrival, czyli pieczątkę w paszporcie przy wjeździe do kraju. Dotychczas, system wizowy wyglądał tak, że każdy, kto przylatywał musiał załatwić taką wizę ok. 2 tygodnie wcześniej i wiązało się to z opłatą ok. 400 PLN od osoby. Biorąc pod uwagę, że bilety lotnicze nie są tanie, to jeszcze taki wydatek był dość duży.

Skąd ta zmiana? Obywatele Zjednoczonych Emiratów dogadali się z Unią Europejską i nie będą już potrzebowali wiz przyjeżdżając do krajów, wchodzących w skład Schengen. W zamian za to my, oraz pozostałe kraje “Nowej Unii Europejskiej” dostaliśmy przywilej, którym kraje “Starej Unii” cieszą się już od dawna.

Jak długo ważna będzie nowa wiza?

Wiza turystyczna będzie, tak jak dotąd, ważna 30 dni i za jej przedłużenie trzeba będzie dodatkowo zapłacić, ile? Tego jeszcze nie wiem, ale dam znać jak się dowiem.

Czy ta wiza pozwoli na pracę w Emiratach?

Nie. Nadal chcąc pracować w Emiratach trzeba być rezydentem i wtedy firma jest naszym sponsorem. Można też założyć własną firmę, co wiąże się z dużym wydatkiem i często potrzebny jest do tego lokalny partner. Jeśli macie tutaj kogoś z rodziny, to ta osoba może Was sponsorować, czyli zapłacić za Waszą wizę (ok. 7000 PLN) i wtedy możecie już na miejscu szukać pracy.

Czy da się mieszkać w Emiratach mając tylko wizę turystyczną?

Nie da się, ponieważ bez wizy nic się nie da załatwić. Nie wynajmiecie mieszkania, nie założycie konta, nie dostaniecie ID. Poza tym, bez wizy nie możecie pracować, a życie w Emiratach jest bardzo drogie, więc musicie przylecieć z workiem pieniędzy.

No i na koniec informacja, o którą wielu z Was pytało już wcześniej, czy będzie można wjechać do Omanu? Tak! Wcześniejsza wiza do Emiratów była tylko jednokrotnego wjazdu, co oznaczało, że wizyta w Omanie nie była możliwa, bo trzeba by było załatwiać nową. W Omanie również działa system wizy wjazdowej dla Polaków, a więc wizyta w Musandam, czy w Muskacie będzie już możliwa.

Pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia w Emiratach! :)

Co nowego w Dubaju?

23 Feb

Rany! Ale dawno mnie tu nie było. Ostatni raz we wrześniu! (!!!)

W tym czasie wiele się wydarzyło. Nie odzywałam się, bo byłam strasznie zapracowana, a później postanowiłam zrobić małą przerwę od blogowania. Ostatnio jednak wszystkie znaki na ziemi i niebie mówią, że powinnam wrócić. Im dłużej mnie nie ma, tym więcej otrzymuję maili z zapytaniami o Dubaj, o to co się u mnie dzieje, co mnie bardzo cieszy i motywuje do działania!

Zacznę od małego streszczenia, co ostatnio się działo u mnie i w Dubaju.

We wrześniu, kiedy pojawił się mój ostatni post, byłam tuż przed końcem przygotowań do Vogue Fashion Dubai Experience (VFDE), imprezy, którą organizowałam razem z całą bandą świetnych ludzi z całego świata.  To wydarzenie wprowadziło Dubaj na mapę “świata mody”. Współorganizowane przez Vogue Italy, przyjechała na nie sama naczelna, Franca Sozzani, która we Włoszech jest podobno drugą najważniejszą osobą po papieżu ;). Impreza składała się z kilku części, najważniejszymi były jednak pokaz mody w Dubai Mallu i kolacja dla VIPów w hotelu Armani. Tyle miesięcy przygotowań, kiedy wszystko skończyło się po jednym dniu nie mogłam w to uwierzyć. Była to zdecydowanie jedna z najciekawszych imprez jakie organizowałam w życiu. Współpraca z Włochami, którzy są wybuchowi, krzykliwi, zmieniają zdanie co 5 minut, a z drugiej strony z Arabami, którzy lubią postawić na swoim, równie często zmieniają zdanie i zawsze mają rację, była nie lada wyzwaniem.

Vogue

VFDE

VFDE

więcej zdjęć tutaj.

Po zakończeniu pojechaliśmy z O. na zasłużony 8 dniowy wypoczynek do Indonezji, ale o tym innym razem.

Bali

W listopadzie pracowałam przy Formule 1 w Abu Dhabi. Ryk samochodów, gorąc, tłumy ludzi, a na przeciwko przygotowania do koncertu m.in. Jay-Z. Po czterech dniach mój słuch był bardzo nadwyrężony, a ja czułam się jak po maratonie, ale było warto! W tym roku z chęcią to powtórzę!

F1

 

F1

Prosto z Formuły 1 wpadłam w wir przygotowań do…pokazu fajerwerków! Ja, która fajerwerków unikam jak ognia, bo boję się, że wybuchną mi w twarz, oraz ze względu na ich destrukcyjny wpływ na środowisko, organizowałam największy na świecie pokaz, który odbył się w Sylwestra. Zanim jednak zaczęliśmy myśleć o Nowym Roku, Sheikh Dubaju zapragnął przygotowania pokazu “na w razie czego”. Dubaj startował do organizacji Expo, które odbędzie się w 2020 roku, dlatego w przypadku gdyby wygrał, potrzebne były fajerwerki na Burj Khalifa.

expo - logo

Piękne logo

W 2 tygodnie (co może wydawać się całkiem dużą ilością czasu, a wcale nie jest, biorąc pod uwagę, że B.K. to najwyższy budynek świata) fajerwerki zostały przetransportowane ze Stanów i zamontowane. Na szczęście Dubaj Expo wygrał i można było je odpalić, w przeciwnym razie pirotechnicy, którzy pracowali dniami i nocami, żeby je zamontować, musieliby je ściągnąć, żeby zaraz zamontować ponownie na Nowy Rok…

Burj Khalifa

Burj Khalifa pięknie podświetlona na świętowanie wygranej

Expo fajerwerki

Pokaz fajerwerków – dolna część B.K.

Filmik do pokazu znajdziecie tutaj.

A Sylwestrowy pokaz? Syn Sheikha Dubaju, Hamdan, w 2012 roku był świadkiem największego pokazu fajerwerków na świecie, który odbył się w Kuwejcie. Zabolało go to bardzo, bo przecież to Dubaj ma wszystko największe, najlepsze i najdroższe, wobec tego zapragnął mieć podobny pokaz u siebie… z tym, że siedmiokrotnie większy. I w krótszym czasie, żeby pobić dwa rekordy Guinnessa :). Fajerwerki zostały zainstalowane na sztucznie usypanych wyspach: Palm Jumeirah i The World. Wszystko wyglądało wspaniale, przy instalacji pracowało ponad 200 pirotechników ze Stanów, drugie tyle osób mieszkających w Dubaju, w tym ja :). Oprócz pokazu na wyspach przygotowywaliśmy też fajerwerki na Burj Khalifa.

NYE fajerwerki

Fajerwerki gotowe do odpalenia :)

NYE

Widok na The World ze 148 piętra

NYE

Deszcz fajerwerków

Poniżej zamieszczam linki, gdzie możecie zobaczyć wszystkie pokazy:

- Palm Jumeirah i The World

- Burj Khalifa

Gdzie spędziłam Sylwestra? W pracy, ale za to na najwyższym budynku świata, na 148 piętrze, a dookoła deszcz fajerwerków.

Koniec stycznia i początek lutego upłynęły na wizytacjach z Polski, dzięki czemu mam teraz całą lodówkę wypełnioną kiełbaską, a tylu polskich słodyczy to nigdy w domu nie miałam! :)

W styczniu też w Dubaju odbyła się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, było super, kameralnie, za kupione losy dostawaliśmy słodycze z Polski. Fajnie, że ta wspaniała akcja dotarła też tutaj.

WOSP

Piękny kubek no i super naklejka :)

WOSP - slodycze

Wylosowane przeze mnie słodycze!

Od teraz postanowienie, wracam do blogowania :) Do usłyszenia niebawem!

A.

(Foto)relacja z Omanu

7 Sep

W Omanie byliśmy już raz, o czym możecie przeczytać tutaj. Tym razem wybraliśmy się do centralnej części kraju,  40 km przez góry od stolicy, Muskatu. Z opowiadań wielu osób słyszałam, że Oman to wspaniały kraj, różniący się od gorących, pustynnych i płaskich Emiratów wspaniałym klimatem, dużą zielonością i wysokimi górami. Rzeczywiście tak jest. Już na granicy zaczynają się piękne góry, które towarzyszą nam przez całą podróż. Temperatura na miejscu wynosiła 10 stopni mniej niż w Dubaju, dzięki czemu bez problemu można było leżeć na plaży, czy przy basenie i się opalać. Muskat, przez który, tym razem, tylko przejeżdżaliśmy, okazał się bardzo zielony, czemu nie mogliśmy się napatrzeć, po piaskowym Dubaju, gdzie praktycznie nie ma żadnej zieleni.

Jadąc z Emiratów do Muskatu, trzeba uważać, bo przez drogę szybkiego ruchu, którą tam jedziemy, na której ograniczenie prędkości wynosi 120 km/h, co chwilę na ulicę wybiegają ludzie. Ktoś budując tamtejsze drogi, nie pomyślał o pieszych i nie zrobił przejść, czy wiaduktów. Szczególnie niebezpieczne jest to w nocy, bo słabe światło sprawia, że często ktoś wybiega pod koła w ostatniej chwili.

Jeśli chodzi o kulturę, Oman jest bardziej restrykcyjny w stosunku do kobiet, niż Dubaj, co widać, bo jadąc na ulicach widać wyłącznie mężczyzn. Dlatego dobrze jest się ubrać w coś co osłoni ramiona i niezbyt krótkie spodnie/spódniczkę.  Ja miałam koszulkę i krótkie spodenki i nikt mi nie zwrócił uwagi, ale sądząc po tym, jak wszyscy mnie obserwowali, następnym razem ubiorę długie spodnie.

Ta wycieczka nie była zbyt ciekawa kulinarnie, nie trafiliśmy tym razem na żadne lokalne knajpki. Na pewno wybierzemy się tam jeszcze nie raz i będzie więcej okazji do spróbowania tamtejszej kuchni.

Tymczasem zapraszam do oglądania zdjęć :)

plaża

plaża

plaża

palma

statek

Marina

miasto nocą

strzałka

Kto zgadnie, co wskazuje ta strzałka? :)

kozy

Po drodze,w małych wioskach spotkaliśmy lokalne zwierzęta, głównie kozy i dzikie osły.

Kozy biegały po ulicach, nie przejmując się samochodami, wyjadały jedzenie z koszy, nie patrząc, czy jest to butelka, kanapka, czy kawałek papieru.

osły

mały osiołek

Jedno z najsłodszych zwierząt, jakie widziałam. Gdyby dorobić mu róg z przodu, wyglądałby jak jednorożec :)

droga

Dziki Zachód? Nie, to góry w Omanie! Niesamowite, puste, wypalone przez słońce, wysokie i robiące ogromne wrażenie!

góry

las

Ten widok przypomina mi Chorwację, gdzie żeglowaliśmy rok temu. Tutaj, to dalej Oman, jest to część morza, osłonięta wyspami, co sprawia, że wygląda jak wielkie jezioro. Przy wodzie powstał piękny las, który jest pod ochroną.

morze

morze

muszle

A to ja z muszlami, które znalazłam nad brzegiem morza :)

Pozdrawiam Was i życzę każdemu wycieczki do tego pięknego kraju!

A.

Diabeł ubiera się u Prady, ale jeździ Maserati

29 Aug

 Maserati

Najdroższe samochody, Rolls Royce, Porsche, Ferrari, Maserati, itp. Wszystkie te marki znajdziecie na ulicach Dubaju w ilości, która przyprawia o zawrót głowy. Porsche jeżdżą dzieciaki w college’ach, Rolls Royce’ami starsi panowie, Ferrari przeróżne grupy wiekowe (oczywiście nie mówię tutaj o wszystkich mieszkańcach miasta, tylko o tych, którzy zarabiają dobre pieniądze, a jest ich tu całkiem sporo). Dzięki stosunkowo wysokich zarobkach i niewygórowanych cenach, dużo osób stać na zakup lansiarskich aut. Jak więc wyróżniają się bardzo bogate osoby?

Tablicami rejestracyjnymi.

Sheikh Dubaju – Mohammed Bin Rashid Al Maktoum – ma zarezerwowaną tablicę z numerem “1″. Jeśli więc jesteście w Dubaju i jedziecie główną drogą – Sheikh Zayed Road – rozglądajcie się, ja już kilkakrotnie widziałam go śmigającego po ulicach. Łatwo jest rozpoznać nie tylko samochód Sheikha ale też całej jego rodziny. Podobno numery 1-100 z literami M, O, S, U, X na początku są zarezerwowane dla rodziny królewskiej, im niższy numer – tym wyżej w hierarchii, im mniej spotykane litery na początku – droższa tablica.

tablica

 

Najbardziej poszukiwanymi są tablice z jak najmniejszą liczą cyfer, ale też z jak bardziej powtarzającymi się, albo ustawionymi w kolejności, przykładowo: 111, 666, 99999, 1234. Poza cyframi, liczą się też litery. A, B, czy C już nie są zbyt modne, teraz poszukuje się tych mniej spotykanych z końca alfabetu.

Niedawno w mediach pojawił się artykuł, w którym mężczyźni opowiadali jak podrywają dziewczyny – nie na najnowsze modele samochodów, ale na numery tablic rejestracyjnych. Jeden z mężczyzn żalił się, że pomimo wspaniałego, nowego i drogiego samochodu, ciężko jest mu zdobyć uwagę kobiet. Drugi z mężczyzn z kolei miał samochód średniej kategorii, ale jego rejestracja była dwucyfrowa. Ilekroć zostawiał go w jednej z galerii handlowych, po kilku godzinach znajdował na szybie 3-4 karteczki z imionami dziewczyn i numerami telefonów.

tablica

Wygląda na to, że posiadanie ładnego samochodu, jachtu, czy złotego pałacu przestało być wystarczającym wyznacznikiem statusu. Ludzie są w stanie zapłacić miliony za kawałek metalu z numerem, żeby jeżdżąc ulicami wszyscy wiedzieli z kim mają do czynienia.

Co jakiś czas organizowane są aukcje, na których można kupić mało spotykane tablice, ceny sięgają milionów dolarów. Niedawno za tablicę z numerem 1 w emiracie Abu Dhabi, zapłacono 14,5 mln dolarów. Najbliższa aukcja odbywa się 8 września, może się na nią wybiorę i zdam Wam relację, czy tym razem padnie jakiś rekord.

Jedno jest pewne – ja póki co jeżdżę z pięciocyfrową, niezbyt ciekawą tablicą, z tylko dwoma powtórzonymi cyframi ;). Nie spodziewam się żadnych liścików z numerami telefonów pozostawionymi na mojej szybie. Co więcej, wydaje mi się, że w tym wypadku granica została już lekko przekroczona i wydawanie tak wielkich sum, na coś, co w produkcji kosztuje najwyżej 5$ jest po prostu wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Jedyną tablicą, na którą mogłabym wydać trochę więcej pieniędzy (ale bez przesady), byłaby taka z cyferkami “666″.  Obowiązkowo w razie gdybym została właścicielką Maserati ;).

 tablica

Dubajskie burgery śniadaniowe :)

16 Aug

Burgery opanowały ostatnio Polskę, przynajmniej z tego, co donoszą znajomi blogerzy :). Ta moda dotarła najwyraźniej również do Emiratów. W piekarni, pod moim domem w Dubaju, od niedawna zaczęto wypiekać bułki burgerowe, co zainspirowało mnie do zrobienia burgerów śniadaniowych. Są przepyszne, proste, a do tego świetnie wyglądają i sprawiają, że weekendowe śniadanie staje się ucztą, czyli tak jak lubimy. Do tego nie są niezdrowe, bo do środka wkładamy warzywa, jajko i plasterek szynki dla mięsożerców.

burgery

Składniki dla 2 osób

2 bułki burgerowe

Kremowy serek do smarowania, a dla wegan – dojrzałe awokado

Szynka

Pomidory koktajlowe

Szpinak lub sałata

Szparagi podsmażone na oliwie z czosnkiem

2 jajka sadzone

Do picia – kawa i świeżo wyciskany sok pomarańczowy.

Smacznego i miłego  długiego weekendu!

burgery 2

Trzy przepisy: fantazyjne ziemniaki, frytki marchewkowe i prosta pieczona ryba.

10 Aug

Miał być wpis o Iftarze i o końcu Ramadanu, ale postanowiłam go zostawić na później. Po tym, jak wczoraj na mojego Fanpage’a wrzuciłam zdjęcie pieczonej rybki, wszyscy zapragnęliście przepisu, a więc bardzo proszę :). Zanim jednak przejdę do samego przepisu, napiszę trochę o rybach.

rybka

Ci, którzy czytają mojego bloga na bieżąco wiedzą, że ryby lubię, ale tylko gdy są świeże, dlatego w Dubaju się nimi zajadam. Od niedawna zaczęłam zwracać też uwagę na coś innego, a to za sprawą Slow Foodu, organizacji, której convivium, wraz ze znajomą, założyłyśmy w Emiratach (o czym możecie przeczytać tutaj). Oprócz tego, że ryba musi być świeża, zaczęłam też zwracać uwagę na to, czy należy do gatunku zagrożonego. W Emiratach, kraju pustynnym, nie za dużo jest owoców, czy warzyw, które można uznać za lokalne. Są natomiast ryby, które odławia się tutaj na potęgę. Hammour, najbardziej popularna i lubiana, w tym momencie jest na liście gatunków zagrożonych, pomimo to jest serwowana w restauracjach, a na targu rybnym stanowi ok. 40%  (jeśli nie więcej) wszystkich sprzedawanych ryb.

Można powiedzieć, że będąc w sklepie, czy na targu, czy w restauracji nic już nie możemy zrobić, bo przecież ta ryba i tak została złowiona, więc nie ma znaczenia, czy ją kupimy, czy nie. Otóż ma to wielkie znaczenie. To my jesteśmy konsumentami i my dyktujemy sprzedawcom, co chcemy kupować. Jeśli nie zgadzacie się na wspieranie GMO, nie kupujcie produktów GMO, jeśli nie chcecie jeść nafaszerowanych antybiotykami kurczaków, zapłaćcie nieco więcej i kupcie te ze znanego źródła. Sklepy sprzedają nam to, co chcemy kupować.

Wybór należy do NAS.

Gatunki ryb zagrożonych znajdziecie na stronach takich jak:

http://www.wwfpl.panda.org

http://www.greenpeace.org

http://www.msc.org

Ryby

hammoury na targu rybnym w Dubaju

A teraz przepis :)

Składniki dla 2 osób

- 2 filety z białej ryby (lub ryby w całości, wypatroszone)

- 8 marchewek (3 z nich pokrojone metodą julienne, czyli w wąskie słupki, pozostałe kroimy w grubsze kawałki, na frytki)

- 1/2 dużego pora, pokrojonego w wąskie słupki

- świeże liście pietruszki

- świeże liście bazylii (opcjonalnie, ale dodają ciekawego aromatu)

- cytryna do polania

- 4 ziemniaki

- 2 łyżki masła

- oliwa z oliwek

- sól i pieprz

Ziemniaki

Zaczynamy od ziemniaków, bo one wymagają najdłuższego pieczenia. Myjemy je dokładnie, nie obierając skórki i nacinamy tak jak na zdjęciu. Kładziemy na folii aluminiowej, polewamy oliwą z oliwek i posypujemy solą. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy przez 20 minut.

W międzyczasie przygotowujemy rybę i marchewkowe frytki.

7 marchewek kroimy w grubsze słupki, kładziemy na folii, polewamy oliwą z oliwek, solimy i odkładamy na bok, to będą nasze frytki.

Wyjmujemy dwa osobne kawałki folii i układamy na nich umytą rybę. Wrzucamy na nią warzywa: marchewkę, pora, pietruszkę, bazylię oraz łyżkę masła. Całość posypujemy solą i pieprzem dla smaku i zawijamy dokładnie w folię.

Temperaturę w piekarniku zmniejszamy do 180 stopni, zostawiamy w nim ziemniaki, wkładamy marchewki i rybę i pieczemy przez 25-30 minut.

Wyjmujemy z piekarnika i układamy na talerzu, tak jak poniżej.

Zajadamy ze smakiem! :)

Smacznego!

rybka

Ramadan w Dubaju

26 Jul

Ramadan Kareem

***Będąc w krajach muzułmańskich w okresie Ramadanu, wszędzie będziecie widzieć napis “Ramadan Kareem”, jest to pozdrowienie, którym witają i żegnają się wszyscy w tym czasie. “Kareem” oznacza “Hojny”, podczas Świętego Miesiąca oprócz poszczenia, każdy ma obowiązek pomagać, dlatego organizowane są imprezy charytatywne i zbiórki dla najbiedniejszych.***

No i po wielu tygodniach wyczekiwania nadszedł Ramadan. Nie mogłam się go doczekać, bo zawsze to jakieś nowe doświadczenie. Wszyscy mówili i ostrzegali “Na co Ty się tak cieszysz!? Przecież w Ramadanie nic się nie dzieje!”, “Ramadan to najgorszy okres w Dubaju”, itp. itd. Nie słuchałam i dalej nie mogłam się doczekać. W końcu zaczęło się. Pierwszego dnia byłam bardzo szczęśliwa. Trzeciego już nie mogłam się doczekać aż się skończy, dlaczego? Zacznijmy od początku.

Ramadan to największe święto muzułmańskie. Trwa miesiąc i co roku wypada w innym czasie, ponieważ jest wyznaczany według faz księżyca. Wg. kalendarza arabskiego wypada w 9 miesiącu. Przez cały jego okres wyznawcy poszczą od świtu do zmierzchu i w tym czasie nie mogą spożywać żadnych pokarmów, ani przyjmować napojów, nie można też palić papierosów. Post przerywa się po zachodzie słońca, po modlitwie, i wtedy, tradycyjnie, rodziny zasiadają do wspólnej kolacji – Iftar. Na początek serwowane są daktyle, które dzięki swoim właściwościom wpływają na lepsze trawienie i później można już jeść do woli. Wpis o Iftarze już niebawem.

W Dubaju oprócz zakazu jedzenia i picia dochodzi jeszcze kilka innych. Należy się odpowiednio ubierać, to znaczy, ramiona i dekolt powinny być zasłonięte. Oczywiście część osób tego nie przestrzega i jeszcze nie widziałam, żeby ktokolwiek został za to ukarany. Nie można słuchać głośnej muzyki ani w czasie postu, ani wieczorem, dlatego w tym czasie nie wybierzecie się na żadne ciekawe imprezy.

ramadan

***Kupując jedzenie lub nawet kawę czy wodę, na wynos z restauracji, dostaniecie opakowanie z taką właśnie naklejką***

W ciągu dnia wszystkie restauracje są zamknięte, a jeśli nawet są otwarte, to można tylko kupić jedzenie na wynos, więc nie usiądziecie. Jeśli chodzi o jedzenie, to nie można jeść nawet we własnym samochodzie, chyba że ukryjecie się pod siedzeniem ;). Ostatnio dwa razy byłam świadkiem, jak w sklepie ktoś próbował napić się wody i jedna osoba dostała ostrzeżenie od ochroniarza, a druga oberwała w twarz od stojącej obok kobiety, także lepiej uważać. Kary za nieprzestrzeganie zasad to 2000-2500 AED (ok. 2000 zł) lub 1-2 lat więzienia. Do 20:00 nie napijecie się też alkoholu, bo sprzedaż zaczyna się dopiero po zakończeniu Iftaru.

ramadan2

***Restauracje i kawiarnie z zewnątrz wyglądają na zamknięte, w środku jednak można kupić jedzenie na wynos***

Jednak Ramadan nie jest aż taki straszny jak mogłoby się wydawać. Część firm skraca godziny pracy i nawet osoby, które nie poszczą kończą dwie godziny wcześniej (czyli ok. 15).

Sami Muzułmanie lubią ten okres. Rozmawiałam o tym z moimi znajomymi, którzy go obchodzą i mówią, że pierwsze kilka dni są najgorsze, później się przyzwyczajają. To co najbardziej lubią w Ramadanie, to czas, który mogą spędzić ze znajomymi i rodzinami wieczorem podczas wspólnych kolacji. Dla nich to takie nasze Święta Bożego Narodzenia, tylko bez prezentów i w lecie.

Czy podczas Ramadanu da się schudnąć? O to zapytałam moją koleżankę. Wręcz przeciwnie. Przez to, że wieczorem obiadają się do granic możliwości, a w ciągu dnia wykonują jak najmniej ruchów, pod koniec miesiąca mało kto mieści się w spodnie.

Dla nas, przybyszów z Europy i innych części świata, nie jest to zbyt ekscytujący okres. W weekendy nic się nie dzieje, aż do wieczora. Co robimy w takim razie? Czytamy książki, oglądamy seriale, gramy w gry, chodzimy na siłownię, gotujemy, spotykamy się ze znajomymi w domach…i czekamy na 10 sierpnia, kiedy ten Święty Miesiąc się nareszcie skończy…;)

ramadan