Archive by Author

Ras Al Khaimah: Jabal al Jais i moja ulubiona restauracja

14 Nov

Jebel Al Ais

3 tygodnie temu wybraliśmy się na weekend do Ras Al Khaimah, w skrócie: RAK. Jest to jeden z 7 emiratów położony blisko granicy z Omanem (Musandam). Dojazd z Dubaju zajmuje ok. 1,5 godziny samochodem. Jest to zdecydowanie jeden z moich ulubionych emiratów, bo są w nim piękne widoki – niesamowite omańskie góry, sporo zieleni i piękna pomarańczowa pustynia. Nie ma tam wielkich budów, bo (jak mówią lokalni) nie ma aż tyle pieniędzy co w Dubaju czy Abu Dhabi.

Ras Al Khaimah

Był to nasz drugi wypad do tego emiratu i tym razem chcieliśmy zakosztować trochę natury, wyjechaliśmy na jeden z tamtejszych szczytów: Jabal al Jais. Jest to najwyższy szczyt w Emiratach (1910 m n.p.m.), na który wyjechać można samochodem wspaniałą drogą. Jest to jedno z ulubionych miejsc lokalnych, gdzie przyjeżdżają na grilla czy na weekendowy kemping. Droga jest idealnie płaska, więc do drodze minęliśmy kilka Maserati, czy Ferrari – taki obrazek idealnie oddaje tutejszy klimat (pisali o tym nawet w lokalnej gazecie, link jest: tutaj).

Jebel al Jais

 

 

Jebel al Jais

Super-samochody w drodze na szczyt

Na samą górę wyjeżdża się ok. 40 minut (35km) , co jakiś czas są tarasy widokowe, ale oczywiście nikogo nie zdziwi, jeśli zatrzymamy samochód na środku drogi, żeby zrobić zdjęcia. Polecam też wycieczkę rowerem, ale to raczej w terminie listopad-marzec, bo później będzie za gorąco, należy uważać, bo kierowcy w Emiratach należą do szalonych.

Jebel al Jais

 

Taras widokowy

 

Jebel Al Jais

 

Arabowie siedzący w otwartych oknach samochodów wyjeżdżając na górę

Jeśli wybierzecie się tam tylko na jeden dzień bez zamiaru spania w namiocie, najlepsze będą godziny popołudniowe, bo zachód słońca wygląda niesamowicie. Na kemping ubierzcie się ciepło – temperatura w nocy w górach spada bardzo szybko i naprawdę zmarzniecie. W 2009 roku zanotowano tam opady śniegu, więc nie ma żartów ;). Nie zapomnijcie: zatankować samochodu, zaopatrzyć się w duże ilości wody i jedzenie, bo w górach nie ma ani stacji, ani sklepów.

 Jebel Al Jais

Lokalsi na szczycie

Jebel al Jais

Zachód słońca na Jebel al Jais

Jebel al Jais

Droga na górę

Jebel al Jais

Zachód słońca

Jebel al Jais

Jeśli wracacie na noc do miasta, to w drodze powrotnej wpadnijcie na kolację do mojej ulubionej restauracji – Al Safina.

Trafiliśmy na nią z O. zupełnym przypadkiem przy okazji naszego pierwszego wypadu do RAK-u. Nie mając ochoty na hotelowe jedzenie, zaczęliśmy szukać czegoś na TripAdvisorze. Jedyna restauracja, która miała pięć gwiazdek była opisana, jako mała, niedroga, przydrożna knajpka z kuchnią indyjską. Pięć gwiazdek? Postanowiliśmy wypróbować. Był to strzał w dziesiątkę i teraz jest to nasz stały punkt programu ilekroć jesteśmy w okolicy. Właściciel – przemiły pan z Indii, prowadził tę restaurację w Dubaju przez długi czas, ale tamtejsze ceny go wykończyły i postanowił się przenieść do tańszej Ras Al Khaimah. Do dzisiaj dowozi jedzenie do swoich stałych klientów w całych emiratach. Jak podkreśla za każdym razem – jedzenie jest robione tylko z lokalnych produktów i chwali się tym, że jako jeden z niewielu nie dodaje do swoich potraw glutaminianu sodu. Dodatkowo, wyuczył swoich kucharzy, że gotując nie potrzeba dodawać aż tak dużo oleju czy soli. Jedzenie jest przepyszne i pomimo, że za każdym razem zamawiamy dużo dań z karty, nigdy nie wychodzimy przejedzeni. Do tego, za każdym razem rozmawiamy z właścicielem albo jego żoną, oboje są przesympatyczni. Przy okazji ostatniej wizyty, zostaliśmy poczęstowani słodyczami, które zostały przygotowane z okazji hinduskiego święta al Diwali – święto światła. Dotychczas uważałam, że słodycze indyjskie omdlewająco słodkie i bez smaku, te którymi zostaliśmy poczęstowani, były wyśmienite, faktycznie bardzo słodkie, ale do zjedzenia i można było rozróżnić z czego są zrobione. Moim faworytem było ciastko zrobione z masy z orzechów nerkowca – pycha!

Al Safina RAK

Przystawka

Al Safina RAK

Indyjski chlebek – najlepszy

Al Safina RAK

Najlepszy na świecie butter chicken

Al Safina RAK

No i wspomniane desery

Jeśli więc będziecie w Ras Al Khaimach, olejcie drogie restauracje i wybierzcie się do Al Safina. Nasz rachunek za dwie osoby, w skład którego weszły: przystawka, dwa dania główne, woda mineralna oraz dwa lassi kosztował ok. 60 AED, co jak na tutejsze warunki jest porównywalne do cen z naszych barów mlecznych.

Al Safina Indian Restaurant

E 18 | Oman/Shell Pump Road, Near Lantern Roundabout, Ras Al Khaimah 12671, United Arab Emirates

+971 7 227 3900

Pozdrowienia!

Asia.

Z Dubaju do Musandam na weekend na łódce

24 Oct

Kiedyś już pisałam o wyjeździe do Musandam: tutaj, wtedy wybraliśmy się tylko na ląd, do miasteczka Khasab. Tym razem z grupą znajomych wybraliśmy się na wycieczkę łodzią. Oman po raz kolejny nas zachwycił i po raz kolejny zadaję sobie pytanie, dlaczego nigdzie nie jest reklamowany jako destynacja dla podróżników. Pomimo tego, że jest to kraj arabski, pustynny, jest tam zupełnie inny klimat niż w Emiratach. Dużo zieleni, niesamowite góry, trasy trekkingowe, piękne życie podwodne, delfiny i kolorowe rybki.

Musandam, czyli mała część Omanu znajdująca się na północy Emiratów. Jest to część bardzo górzysta, poza jedną drogą z Ras Al Khaimah (w Emiratach) do Khasab, nie ma tam innych tras. Góry omańskie są strome, wysokie i budzące grozę, pomarańczowe i puste, tylko okazjonalnie rosną na nich niewielkie trawy.

Jeśli nie macie ochotę na całonocne wycieczki łodzią, możecie zatrzymać się w hotelu Golden Tulip. Sama jeszcze tam nie byłam, ale zamierzam się wybrać, bo widok z okien musi być nieziemski. Hotel jest położony na klifie, przy samym morzu.

W samym Khasab można zatrzymać się na jedzenie i krótki spacer po mieście. Za wiele tam nie ma i będąc kobietą polecam się trochę zakryć, ponieważ na ulicach chodzą nie widać za dużo innych kobiet, a większość mieszkańców to Pakistańczycy i Hindusi, którzy bez obciachu będą się przyglądać.

My mieliśmy wynajętą dużą łódkę na 20 osób, z pełnym wyżywieniem i noclegiem.

Na kadłubie zrobiono coś w rodzaju arabskiego majilisu z dywanem, gdzie można było leżeć i się opalać, albo spać.

Przyjechaliśmy po południu, a więc akurat załapaliśmy się na piękny zachód słońca.

Musandam, Khasab

 

 

Musandam, Khasab

 

 

Musandam, Khasab

 

 

Musandam, Khasab

 

Nasza łódź

 

Następnego dnia od rana wypłynęliśmy, zatrzymując się co jakiś czas na pływanie. Wypłynęliśmy dość wcześnie, żeby zobaczyć delfiny i udało się! Jeden przyłączył się do nas i płynął wzdłuż łodzi przez ok. pół godziny, co jakiś czas wyskakując z wody. Później znudzony zniknął w otchłani wody, a my przemieszczaliśmy się dalej, otoczeni przez fiordy Bliskiego Wschodu.

Musandam, Khasab

 

Delfin – Dave, niestety tylko takie zdjęcie udało mi się zrobić :)

Musandam, Khasab

Wspaniałe góry Omanu o poranku

Musandam, Khasab

Musandam, Khasab

Skała z “twarzą” żółwia

Na jednym z przystanków wyciągnęliśmy maski i spojrzeliśmy co kryje się pod wodą, okazało się, że trafiliśmy na miejsce z milionami kolorowych rybek. Zaczęliśmy je karmić, na co one zareagowały bardzo żywiołowo i stąd te piękne zdjęcia:

 

 

Musandam, Khasab

 

 

Musandam, Khasab

Jeśli więc chcecie urozmaicić swój pobyt w Emiratach, polecam Musandam.

Co należy zrobić wcześniej? Wynajmując samochód nie zapomnijcie o ubezpieczeniu do Omanu, kosztuje ok. 100 zł, a bez tego nie przejedziecie przez granicę.

Dzięki temu, że teraz wizy do Emiratów dostaje się przy wjeździe, do Omanu możecie się wybrać w każdym momencie.

Jadąc do Omanu pamiętajcie, żeby się trochę zakryć – dziewczyny – koszulki jeśli już to t-shirty.

Polecam zatankować w Omanie, bo tam benzyna jest tańsza.

Przewożenie alkoholu jest zabronione, co nie oznacza, że jest niemożliwe. Na granicy często sprawdzają, ale niezbyt dogłębnie, więc jeśli schowacie na dnie bagażu, to nikt tego nie zauważy. Pamiętajcie tylko, żeby nie wypakować całego bagażnika piwem, bo celnicy lubią do nich zaglądać.

Wynajęcie łódki, polecam skorzystać z usług Khasab Tours. łódki może nie są szczytem luksusu, ale obsługa jest bardzo miła i niewidzialna, jedzenie świeże i pyszne, a poza tym, dużo miejsca. Strona www: http://www.khasabtours.com/.

Koszt: my pojechaliśmy w 20 osób i płaciliśmy 700 AED od osoby (czyli ok. 650 PLN) bez dojazdu. W skład wycieczki wchodził: wynajem łodzi, 3 posiłki (ogromne), napoje (bezalkoholowe). Dojazd we własnym zakresie, do tego dochodzi opłata za wizę ok. 70 AED od osoby.

Kiedy najlepiej jechać? My wybraliśmy się 2 tygodnie temu i było jeszcze dość gorąco, ale woda była idealna. Najlepszy jednak będzie okres koniec października-połowy kwietnia. Pamiętajcie o używaniu kremów z filtrem, żebyście nie przypiekli sobie nosów, tak jak ja ;).

Miłego weekendu!

A.

Co nowego w Dubaju? 2.

18 Oct

Minął Ramadan, lato zbliża się pomału do końca (ufff) i wreszcie można zacząć żyć! Wczoraj otworzyliśmy sezon balkonowy i w końcu można siedzieć w domu przy wyłączonej klimatyzacji!

Co się działo u mnie przez te kilka miesiące ciszy?

W tym roku pracowałam nad wieloma ciekawymi projektami. W kwietniu dla Chanel przy organizacji pierwszego pokazu mody Chanel w Dubaju. Było to spełnienie jednego z moich marzeń. Chanel dwa razy do roku organizuje tzw. pokazy Boat Cruise, co roku w innym miejscu, w tym roku został wybrany właśnie Dubaj. Na pokaz przyjechało ponad 1000 gości z całego świata, wśród nich celebryci, artyści, stali klienci Chanel, wszyscy managerowie i media. Pokaz odbył się na wyspie, gdzie specjalnie na tę okazję zbudowano wielki “namiot”. Na wyspę goście byli dowożeni abrami – czyli lokalnymi drewnianymi łodziami. Po pokazie uczestniczyłam w after-party. Wszystko było dopracowane w najmniejszych detalach, goście ubrani od stóp do głów w Chanel – niesamowity widok :). No i najważniejsze – widziałam Karla Lagerfelda, którego bardzo podziwiam za wszystko co robi. Pomimo ciężkiej pracy (przez 2 tygodnie przed pokazem pracowaliśmy po ok 20 godzin dziennie), niedoboru snu i mieszkaniu w hotelu, żeby nie marnować czasu na dojazdy – był to dotychczas mój ulubiony projekt.

chanel

 

 

aferparty

 

w drodze na afer party

afterparty

after party i miejsce gdzie odbył się pokaz mody

Zaraz po nim, “wskoczyłam” na kolejny, którym było otwarcie kampusu Uniwersytetu Nowego Jorku na Saadiyat Island. Kampus jest imponujący, bo może na nim mieszkać 4000 studentów. Wygląda jak miasteczko, przepiękny, chociaż jak organizowaliśmy imprezę, wyglądał jeszcze trochę jak plac budowy. Na otwarcie przyleciał ze Stanów Prezydent Clinton, który wygłosił przemowę dla studentów.

clinton

Teraz pracuję na torze Formuły 1 na Yas Island, gdzie organizuję dwie imprezy w każdym tygodniu. Są to wydarzenia sportowe: we wtorki – TrainYas, czyli impreza, na którą może przyjść każdy, wynająć rower i albo jeździć na nim albo biegać/chodzić dookoła toru. Tygodniowo przychodzi na nią ok. 2-3 tysiące osób, więc nie najgorzej. W środy z kolei, podobna impreza – GoYas – jest organizowana ale tylko dla kobiet. żaden mężczyzna nie może pojawić się na torze, ponieważ kobiety, które przychodzą w tym dniu, to głównie Emiratki. Jak wiadomo, większość z nich nosi abaye, czyli czarne szaty zakrywające ubranie i włosy, nie mogą być widziane bez nakrycia przez mężczyzn. Bardzo ciekawa jest różnica między tymi dwoma imprezami. We wtorki przychodzą głównie zapaleńcy sportowi, przygotowujący się do maratonów, triatlonów itp. oraz turyści, w środy, jest to bardziej spotkanie koleżanek, jeżdżenie na rowerach, spacery, siedzenie na trawie. Jest to też kolejna atrakcja, dla tych z Was, którzy zamierzają się wybrać na tor F1.

GoYas

 

Train/GoYas zdjęcie z dubayblog

Za miesiąc już zaczyna się Formuła, ostatni wyścig, więc będzie się działo! Relację na pewno napiszę po :).

Niedawno też w polskim Elle ukazał się wywiad ze mną, przeczytać możecie go tutaj: http://www.elle.pl/lifestyle/artykul/pokoj-z-widokiem-na-sukces

Trzymajcie kciuki, żebym teraz wróciła do blogowania na nowo! :)

Pozdrawiam słonecznie!

Asia

Asia w BBC Good Food Middle East – artykuł

6 Apr

BBC Good Food

Ci z Was, którzy czytają mojego Fanpage’a na Facebooku widzieli już wczoraj zapowiedź tego wpisu. W kwietniowym BBC Good Food Middle East ukazał się artykuł o kuchni polskiej, do którego udzielałam wywiadu i gotowałam polskie dania. Odkąd przyjechałam do Dubaju i zobaczyłam na półce tę gazetę, marzyłam, żeby napisać dla nich artykuł lub żeby mój blog ukazał się na ostatniej stronie, gdzie promowani są blogerzy. Sądziłam, że będzie to niemożliwe, bo mimo wszystko mój blog jest w języku polskim i nie zamierzam tego zmieniać. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie, kiedy 3 tygodnie temu w mojej skrzynce mailowej zauważyłam wiadomość z zaproszeniem na wywiad i prośbą o przygotowanie trzech tradycyjnych polskich dań. Mieszkając w Dubaju zadanie było nieco utrudnione, bo nie mam tu niektórych istotnych składników, więc musiałam dostosować menu do panujących warunków. W wyborze pomogła mi moja niezawodna Mama, za co bardzo jej dziękuję.

Artykuł znajdziecie w poniższym linku, za miesiąc będzie również dostępny na stronie BBC Good Food ME. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Muszę przyznać, że miałam wielką tremę, bo jestem świadoma, że wpłynie on w jakiś sposób na postrzeganie Polski przez obcokrajowców mieszkających na Bliskim Wschodzie. Po drugie wiem, że z moimi spostrzeżeniami może nie zgodzić się część Polonii mieszkająca na Bliskim Wschodzie. Cieszę się jednak, że artykuł powstał, i że polska kuchnia została w jakiś sposób wypromowana.

Miłego czytania i czekam na Wasze wrażenia!

Asia

BBC Good Food Article

Nocne dubajskie niebezpieczeństwa

3 Apr

IMG_0430

Pustynia wygląda niepozornie

środek nocy, jestem pogrążona we śnie, dookoła cisza, tylko z budowy na dole dolatują ciche odgłosy pracy, do których już zdążyłam się przyzwyczaić. Nagle huk! Budzę się, słyszę mocne podmuchy wiatru, mocne, czegoś takiego jeszcze nie było! Patrzę za jedno okno, nic. Patrzę na balkon i wydaje mi się, że śnię. Widzę latające poduszki, jedna już prawie wypada, po chwili kolejny podmuch i nasza kanapa unosi się w powietrzu i zatrzymuje na balustradzie, chwiejąc się to w jedną to w drugą stronę. Budzę krzykiem O.! Co robimy??? O. chce wyjść łapać kanapę. W pierwszym momencie mówię, że nie ma takiej możliwości, bo coś mu się stanie. W drugim, ukazuje mi się przed oczami wizja jak nasza kanapa leci z 26 piętra i zabija kogoś, albo wlatuje naszym sąsiadom do mieszkania rozbijając okno – wybiegamy, żeby ją łapać! O. ją trzyma, ja zbieram poduszki, wynoszę kwiatki. Kolejny podmuch – kanapa znowu się unosi! Musimy ją jakoś zaklinować. Udało się. Patrzę w dół ulicy, widzę jak robotnicy walczą z plastikowymi “murkami”, odgradzających budowę od drogi, które latają bezwładnie.

Pomimo, że mieszkamy w jednym z najnowocześniejszych miast świata, natury nie da się przewidzieć. Mieszkamy na pustyni, która od czasu do czasu daje o sobie znać. Nadchodzi weekend burz piaskowych, mam nadzieję, że taki wiatr jak dzisiaj w nocy się nie powtórzy.

IMG_2182

W miejscu czerwonej strzałki, znajdowała się w nocy kanapa! Przerażające, co?!

IMG_2180

Tak balkon wygląda dzisiaj rano

Sri Lanka cz. 1

1 Apr

Sri Lanka i po Sri Lance. Tydzień minął niepostrzeżenie.

Wyjazd ten był prezentem urodzinowym z okazji 30tki O. Prezentem niespodzianką.

Dlaczego akurat to miejsce wybrałam? Jest blisko od Dubaju – 4 godziny lotu; wszyscy mówili, że jest niesamowicie piękna i jeszcze stosunkowo nieskażona przez turystów; jest w miarę tania, zielona, pyszne jedzenie, tuktuki i słonie. Liczyłam na wyjazd, który byłby na miarę zeszłorocznej Indonezji, a konkretnie Bali. No i nie zawiodłam się. Co prawda, chyba wciąż wolę Bali, szczególnie część wschodnią – Alampurę, w której spędziliśmy większość naszego wyjazdu, ale Sri Lanka ma duży potencjał i na pewno jeszcze tam wrócimy. W końcu odległość jest taka, że możemy się tam wybrać na przedłużony weekend. Bilety bardzo tanie, na miejscu ceny nie za wysokie (ale wyższe niż w Indonezji), nocleg można znaleźć na miejscu, albo przez kierowcę.

Nie mieliśmy za dużo czasu, więc tym razem zaliczyliśmy największe atrakcje w 3 dni, a pozostałe 3 spędziliśmy wylegując się na plaży w Unawatuna.

Nasza wycieczka wyglądała tak: wylądowaliśmy w Colombo, skąd pojechaliśmy do Negombo na śniadanie w Pancake house, fajna knajpka z pysznymi naleśnikami, poza może jedną propozycją, którą zamówili O. z kolegą – naleśniki z boczkiem i miodem (ohyda). Stamtąd wyruszyliśmy do Sigiriya, gdzie znajduje się Lwia Skała, czyli ogromna skała, która stanowi ruiny starożytnego pałacu i twierdzy. Wyjście na górę jest bardzo strome i męczące, ale podobno widok zapierający dech w piersiach. My, tym razem, się nie wybraliśmy, bo byliśmy po locie i ponad 24 godzinach bez snu. W Sigiriya mieszkaliśmy w bungalowach w środku dżungli, właściciel mówił, że codziennie przechodzą tamtędy słonie do wodopoju, ale do słoni jeszcze wrócę.

Następnego dnia pojechaliśmy do Kandy, miasteczka znanego ze świątyni Zęba – Dalada Miligawa. Skąd nazwa? Znajduje się w niej relikwia – ząb Buddy. Raz do roku jest wystawiana na widok publiczny i przybywają pielgrzymki wiernych z całej wyspy. Idąc do świątyni, trzeba się odpowiednio ubrać. Panowie w krótkich spodenkach i podkoszulkach nie będą mieli problemów. Kobiety muszą mieć zakryte nogi i ramiona, niestety nie wypożyczają sari na miejscu, ale można kupić w sklepie obok świątyni, co też zrobiłam.

I ciekawostka, w Kandy niedawno zamknięto więzienie, które mieściło się w centrum miasta i otwarto je dla publiczności. Oczywiście nie mogliśmy przegapić takiej okazji! Myślałam, że będziemy osamotnieni, bo był środek tygodnia, godzina ok. 10 rano, ale nie na Sri Lance. Tłumy rodzin, dzieci, kobiet, mężczyzn, pielgrzymki chcące zobaczyć jak od wewnątrz wygląda to, do niedawna, drugie największe w kraju więzienie o podwyższonym rygorze. Weszliśmy, żeby zobaczyć cele, w jednej  z nich był ołtarzyk Buddy.

Następnego dnia pojechaliśmy na południe i zobaczyliśmy plantację herbaty. Plantacji, jak pewnie się spodziewacie, jest na Sri Lance bardzo dużo, ta którą my zwiedzaliśmy nazywa się Blue Field, została otwarta ponad 100 lat temu. W środku fabryki można zobaczyć stare piece i kobiety (widziałam tylko jednego mężczyznę), które pracują codziennie po 14 godzin, za marne pieniądze zbierając, mieląc itp. herbatę. Zwiedzanie fabryki jest darmowe, ale oczywiście pod koniec dobrze jest dać przewodniczce jakąś niedużą kwotę za oprowadzanie.

Po zwiedzeniu plantacji, wsiedliśmy w pociąg i pojechaliśmy w stronę Yala, ale o podróży pociągiem i o Parku Yala będzie w następnym wpisie.

A.

 Małpa, Sigiriya

Małpa przed Lwią Skałą

 Lwia Skała, Sigiriya

Lwia Skała, Sigiriya

sprzedawca lotusu

Sprzedawca lotosów przed świątynią Zęba w Kendy

Świątynia Zęba

Świątynia Zęba, Kendy

Świątynia Zęba, Kendy

Dziecko z kwiatem lotosu, Świątynia Zęba, Kendy

Świątynia Zęba

Modlitwy, Świątynia Zęba, Kendy

Świątynia Zęba

Świątynia Zęba, Kendy

Kolejka, więzienie Kendy

Kolejka do wejścia do więzienia, Kendy

Więzienie, Kendy

Sala do pracy, więzienie, Kendy

Cela z Buddą

Cela z Buddą, więzienie Kendy

Panowie na pace

Panowie na pace, ulica w Kendy

liście herbaty

Liście herbaty

Przewodnik

Nasza Pani Przewodnik, fabryka herbaty

Nadchodzą zmiany, czyli trochę o wizach dla Polaków jadących do Emiratów

12 Mar

Jak niektórzy z Was widzieli ostatnio na moim Fanpage’u, nadchodzą zmiany dla nas, Polaków. Zmiany na lepsze.

Wiza

Od 22 marca zmienia się system wizowy i od tego momentu turysta wybierający się tutaj na wakacje będzie otrzymywał tzw. visa on arrival, czyli pieczątkę w paszporcie przy wjeździe do kraju. Dotychczas, system wizowy wyglądał tak, że każdy, kto przylatywał musiał załatwić taką wizę ok. 2 tygodnie wcześniej i wiązało się to z opłatą ok. 400 PLN od osoby. Biorąc pod uwagę, że bilety lotnicze nie są tanie, to jeszcze taki wydatek był dość duży.

Skąd ta zmiana? Obywatele Zjednoczonych Emiratów dogadali się z Unią Europejską i nie będą już potrzebowali wiz przyjeżdżając do krajów, wchodzących w skład Schengen. W zamian za to my, oraz pozostałe kraje “Nowej Unii Europejskiej” dostaliśmy przywilej, którym kraje “Starej Unii” cieszą się już od dawna.

Jak długo ważna będzie nowa wiza?

Wiza turystyczna będzie, tak jak dotąd, ważna 30 dni i za jej przedłużenie trzeba będzie dodatkowo zapłacić, ile? Tego jeszcze nie wiem, ale dam znać jak się dowiem.

Czy ta wiza pozwoli na pracę w Emiratach?

Nie. Nadal chcąc pracować w Emiratach trzeba być rezydentem i wtedy firma jest naszym sponsorem. Można też założyć własną firmę, co wiąże się z dużym wydatkiem i często potrzebny jest do tego lokalny partner. Jeśli macie tutaj kogoś z rodziny, to ta osoba może Was sponsorować, czyli zapłacić za Waszą wizę (ok. 7000 PLN) i wtedy możecie już na miejscu szukać pracy.

Czy da się mieszkać w Emiratach mając tylko wizę turystyczną?

Nie da się, ponieważ bez wizy nic się nie da załatwić. Nie wynajmiecie mieszkania, nie założycie konta, nie dostaniecie ID. Poza tym, bez wizy nie możecie pracować, a życie w Emiratach jest bardzo drogie, więc musicie przylecieć z workiem pieniędzy.

No i na koniec informacja, o którą wielu z Was pytało już wcześniej, czy będzie można wjechać do Omanu? Tak! Wcześniejsza wiza do Emiratów była tylko jednokrotnego wjazdu, co oznaczało, że wizyta w Omanie nie była możliwa, bo trzeba by było załatwiać nową. W Omanie również działa system wizy wjazdowej dla Polaków, a więc wizyta w Musandam, czy w Muskacie będzie już możliwa.

Pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia w Emiratach! :)

Co nowego w Dubaju?

23 Feb

Rany! Ale dawno mnie tu nie było. Ostatni raz we wrześniu! (!!!)

W tym czasie wiele się wydarzyło. Nie odzywałam się, bo byłam strasznie zapracowana, a później postanowiłam zrobić małą przerwę od blogowania. Ostatnio jednak wszystkie znaki na ziemi i niebie mówią, że powinnam wrócić. Im dłużej mnie nie ma, tym więcej otrzymuję maili z zapytaniami o Dubaj, o to co się u mnie dzieje, co mnie bardzo cieszy i motywuje do działania!

Zacznę od małego streszczenia, co ostatnio się działo u mnie i w Dubaju.

We wrześniu, kiedy pojawił się mój ostatni post, byłam tuż przed końcem przygotowań do Vogue Fashion Dubai Experience (VFDE), imprezy, którą organizowałam razem z całą bandą świetnych ludzi z całego świata.  To wydarzenie wprowadziło Dubaj na mapę “świata mody”. Współorganizowane przez Vogue Italy, przyjechała na nie sama naczelna, Franca Sozzani, która we Włoszech jest podobno drugą najważniejszą osobą po papieżu ;). Impreza składała się z kilku części, najważniejszymi były jednak pokaz mody w Dubai Mallu i kolacja dla VIPów w hotelu Armani. Tyle miesięcy przygotowań, kiedy wszystko skończyło się po jednym dniu nie mogłam w to uwierzyć. Była to zdecydowanie jedna z najciekawszych imprez jakie organizowałam w życiu. Współpraca z Włochami, którzy są wybuchowi, krzykliwi, zmieniają zdanie co 5 minut, a z drugiej strony z Arabami, którzy lubią postawić na swoim, równie często zmieniają zdanie i zawsze mają rację, była nie lada wyzwaniem.

Vogue

VFDE

VFDE

więcej zdjęć tutaj.

Po zakończeniu pojechaliśmy z O. na zasłużony 8 dniowy wypoczynek do Indonezji, ale o tym innym razem.

Bali

W listopadzie pracowałam przy Formule 1 w Abu Dhabi. Ryk samochodów, gorąc, tłumy ludzi, a na przeciwko przygotowania do koncertu m.in. Jay-Z. Po czterech dniach mój słuch był bardzo nadwyrężony, a ja czułam się jak po maratonie, ale było warto! W tym roku z chęcią to powtórzę!

F1

 

F1

Prosto z Formuły 1 wpadłam w wir przygotowań do…pokazu fajerwerków! Ja, która fajerwerków unikam jak ognia, bo boję się, że wybuchną mi w twarz, oraz ze względu na ich destrukcyjny wpływ na środowisko, organizowałam największy na świecie pokaz, który odbył się w Sylwestra. Zanim jednak zaczęliśmy myśleć o Nowym Roku, Sheikh Dubaju zapragnął przygotowania pokazu “na w razie czego”. Dubaj startował do organizacji Expo, które odbędzie się w 2020 roku, dlatego w przypadku gdyby wygrał, potrzebne były fajerwerki na Burj Khalifa.

expo - logo

Piękne logo

W 2 tygodnie (co może wydawać się całkiem dużą ilością czasu, a wcale nie jest, biorąc pod uwagę, że B.K. to najwyższy budynek świata) fajerwerki zostały przetransportowane ze Stanów i zamontowane. Na szczęście Dubaj Expo wygrał i można było je odpalić, w przeciwnym razie pirotechnicy, którzy pracowali dniami i nocami, żeby je zamontować, musieliby je ściągnąć, żeby zaraz zamontować ponownie na Nowy Rok…

Burj Khalifa

Burj Khalifa pięknie podświetlona na świętowanie wygranej

Expo fajerwerki

Pokaz fajerwerków – dolna część B.K.

Filmik do pokazu znajdziecie tutaj.

A Sylwestrowy pokaz? Syn Sheikha Dubaju, Hamdan, w 2012 roku był świadkiem największego pokazu fajerwerków na świecie, który odbył się w Kuwejcie. Zabolało go to bardzo, bo przecież to Dubaj ma wszystko największe, najlepsze i najdroższe, wobec tego zapragnął mieć podobny pokaz u siebie… z tym, że siedmiokrotnie większy. I w krótszym czasie, żeby pobić dwa rekordy Guinnessa :). Fajerwerki zostały zainstalowane na sztucznie usypanych wyspach: Palm Jumeirah i The World. Wszystko wyglądało wspaniale, przy instalacji pracowało ponad 200 pirotechników ze Stanów, drugie tyle osób mieszkających w Dubaju, w tym ja :). Oprócz pokazu na wyspach przygotowywaliśmy też fajerwerki na Burj Khalifa.

NYE fajerwerki

Fajerwerki gotowe do odpalenia :)

NYE

Widok na The World ze 148 piętra

NYE

Deszcz fajerwerków

Poniżej zamieszczam linki, gdzie możecie zobaczyć wszystkie pokazy:

Palm Jumeirah i The World

Burj Khalifa

Gdzie spędziłam Sylwestra? W pracy, ale za to na najwyższym budynku świata, na 148 piętrze, a dookoła deszcz fajerwerków.

Koniec stycznia i początek lutego upłynęły na wizytacjach z Polski, dzięki czemu mam teraz całą lodówkę wypełnioną kiełbaską, a tylu polskich słodyczy to nigdy w domu nie miałam! :)

W styczniu też w Dubaju odbyła się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, było super, kameralnie, za kupione losy dostawaliśmy słodycze z Polski. Fajnie, że ta wspaniała akcja dotarła też tutaj.

WOSP

Piękny kubek no i super naklejka :)

WOSP - slodycze

Wylosowane przeze mnie słodycze!

Od teraz postanowienie, wracam do blogowania :) Do usłyszenia niebawem!

A.

(Foto)relacja z Omanu

7 Sep

W Omanie byliśmy już raz, o czym możecie przeczytać tutaj. Tym razem wybraliśmy się do centralnej części kraju,  40 km przez góry od stolicy, Muskatu. Z opowiadań wielu osób słyszałam, że Oman to wspaniały kraj, różniący się od gorących, pustynnych i płaskich Emiratów wspaniałym klimatem, dużą zielonością i wysokimi górami. Rzeczywiście tak jest. Już na granicy zaczynają się piękne góry, które towarzyszą nam przez całą podróż. Temperatura na miejscu wynosiła 10 stopni mniej niż w Dubaju, dzięki czemu bez problemu można było leżeć na plaży, czy przy basenie i się opalać. Muskat, przez który, tym razem, tylko przejeżdżaliśmy, okazał się bardzo zielony, czemu nie mogliśmy się napatrzeć, po piaskowym Dubaju, gdzie praktycznie nie ma żadnej zieleni.

Jadąc z Emiratów do Muskatu, trzeba uważać, bo przez drogę szybkiego ruchu, którą tam jedziemy, na której ograniczenie prędkości wynosi 120 km/h, co chwilę na ulicę wybiegają ludzie. Ktoś budując tamtejsze drogi, nie pomyślał o pieszych i nie zrobił przejść, czy wiaduktów. Szczególnie niebezpieczne jest to w nocy, bo słabe światło sprawia, że często ktoś wybiega pod koła w ostatniej chwili.

Jeśli chodzi o kulturę, Oman jest bardziej restrykcyjny w stosunku do kobiet, niż Dubaj, co widać, bo jadąc na ulicach widać wyłącznie mężczyzn. Dlatego dobrze jest się ubrać w coś co osłoni ramiona i niezbyt krótkie spodnie/spódniczkę.  Ja miałam koszulkę i krótkie spodenki i nikt mi nie zwrócił uwagi, ale sądząc po tym, jak wszyscy mnie obserwowali, następnym razem ubiorę długie spodnie.

Ta wycieczka nie była zbyt ciekawa kulinarnie, nie trafiliśmy tym razem na żadne lokalne knajpki. Na pewno wybierzemy się tam jeszcze nie raz i będzie więcej okazji do spróbowania tamtejszej kuchni.

Tymczasem zapraszam do oglądania zdjęć :)

plaża

plaża

plaża

palma

statek

Marina

miasto nocą

strzałka

Kto zgadnie, co wskazuje ta strzałka? :)

kozy

Po drodze,w małych wioskach spotkaliśmy lokalne zwierzęta, głównie kozy i dzikie osły.

Kozy biegały po ulicach, nie przejmując się samochodami, wyjadały jedzenie z koszy, nie patrząc, czy jest to butelka, kanapka, czy kawałek papieru.

osły

mały osiołek

Jedno z najsłodszych zwierząt, jakie widziałam. Gdyby dorobić mu róg z przodu, wyglądałby jak jednorożec :)

droga

Dziki Zachód? Nie, to góry w Omanie! Niesamowite, puste, wypalone przez słońce, wysokie i robiące ogromne wrażenie!

góry

las

Ten widok przypomina mi Chorwację, gdzie żeglowaliśmy rok temu. Tutaj, to dalej Oman, jest to część morza, osłonięta wyspami, co sprawia, że wygląda jak wielkie jezioro. Przy wodzie powstał piękny las, który jest pod ochroną.

morze

morze

muszle

A to ja z muszlami, które znalazłam nad brzegiem morza :)

Pozdrawiam Was i życzę każdemu wycieczki do tego pięknego kraju!

A.

Diabeł ubiera się u Prady, ale jeździ Maserati

29 Aug

 Maserati

Najdroższe samochody, Rolls Royce, Porsche, Ferrari, Maserati, itp. Wszystkie te marki znajdziecie na ulicach Dubaju w ilości, która przyprawia o zawrót głowy. Porsche jeżdżą dzieciaki w college’ach, Rolls Royce’ami starsi panowie, Ferrari przeróżne grupy wiekowe (oczywiście nie mówię tutaj o wszystkich mieszkańcach miasta, tylko o tych, którzy zarabiają dobre pieniądze, a jest ich tu całkiem sporo). Dzięki stosunkowo wysokich zarobkach i niewygórowanych cenach, dużo osób stać na zakup lansiarskich aut. Jak więc wyróżniają się bardzo bogate osoby?

Tablicami rejestracyjnymi.

Sheikh Dubaju – Mohammed Bin Rashid Al Maktoum – ma zarezerwowaną tablicę z numerem “1”. Jeśli więc jesteście w Dubaju i jedziecie główną drogą – Sheikh Zayed Road – rozglądajcie się, ja już kilkakrotnie widziałam go śmigającego po ulicach. Łatwo jest rozpoznać nie tylko samochód Sheikha ale też całej jego rodziny. Podobno numery 1-100 z literami M, O, S, U, X na początku są zarezerwowane dla rodziny królewskiej, im niższy numer – tym wyżej w hierarchii, im mniej spotykane litery na początku – droższa tablica.

tablica

 

Najbardziej poszukiwanymi są tablice z jak najmniejszą liczą cyfer, ale też z jak bardziej powtarzającymi się, albo ustawionymi w kolejności, przykładowo: 111, 666, 99999, 1234. Poza cyframi, liczą się też litery. A, B, czy C już nie są zbyt modne, teraz poszukuje się tych mniej spotykanych z końca alfabetu.

Niedawno w mediach pojawił się artykuł, w którym mężczyźni opowiadali jak podrywają dziewczyny – nie na najnowsze modele samochodów, ale na numery tablic rejestracyjnych. Jeden z mężczyzn żalił się, że pomimo wspaniałego, nowego i drogiego samochodu, ciężko jest mu zdobyć uwagę kobiet. Drugi z mężczyzn z kolei miał samochód średniej kategorii, ale jego rejestracja była dwucyfrowa. Ilekroć zostawiał go w jednej z galerii handlowych, po kilku godzinach znajdował na szybie 3-4 karteczki z imionami dziewczyn i numerami telefonów.

tablica

Wygląda na to, że posiadanie ładnego samochodu, jachtu, czy złotego pałacu przestało być wystarczającym wyznacznikiem statusu. Ludzie są w stanie zapłacić miliony za kawałek metalu z numerem, żeby jeżdżąc ulicami wszyscy wiedzieli z kim mają do czynienia.

Co jakiś czas organizowane są aukcje, na których można kupić mało spotykane tablice, ceny sięgają milionów dolarów. Niedawno za tablicę z numerem 1 w emiracie Abu Dhabi, zapłacono 14,5 mln dolarów. Najbliższa aukcja odbywa się 8 września, może się na nią wybiorę i zdam Wam relację, czy tym razem padnie jakiś rekord.

Jedno jest pewne – ja póki co jeżdżę z pięciocyfrową, niezbyt ciekawą tablicą, z tylko dwoma powtórzonymi cyframi ;). Nie spodziewam się żadnych liścików z numerami telefonów pozostawionymi na mojej szybie. Co więcej, wydaje mi się, że w tym wypadku granica została już lekko przekroczona i wydawanie tak wielkich sum, na coś, co w produkcji kosztuje najwyżej 5$ jest po prostu wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Jedyną tablicą, na którą mogłabym wydać trochę więcej pieniędzy (ale bez przesady), byłaby taka z cyferkami “666”.  Obowiązkowo w razie gdybym została właścicielką Maserati ;).

 tablica