Archive by Author

Co robić w Dubaju – atrakcje na dłuższy pobyt

8 Mar

Ponieważ otrzymuję od Was dużo maili z zapytaniami o to co robić w Dubaju jak przyjeżdżacie na dłużej, postanowiłam utworzyć listę atrakcji :)

ilovedubai

1) Burj Khalifa – najwyższy budynek świata, znajdujący się przy Dubai Mallu. Dojedziecie tam metrem, wysiąść należy na stacji: Burj Khalifa – Dubai Mall. Ceny się zmieniają, dokładną informację znajdziecie tutaj.

Do niedawna można było wyjechać tylko na 124 piętro, gdzie znajduje się główny punkt widokowy z balkonem. Teraz otwarto również piętro 143, które bardziej przypomina lounge, co widać po cenie (500AED, czyli ok. 500PLN).

W jakich godzinach najlepiej wyjechać na górę? Ja polecam godziny popołudniowe ok. 15-16. Dlaczego: w Dubaju przez cały czas na niebie unosi się pył (prawdopodobnie pochodzący z pustyni), przez co często widoczność nie jest najlepsza. W godzinach porannych z kolei, szczególnie w miesiącach zimowych styczeń – marzec, są mgły, więc możecie nic nie zobaczyć ;).

burj khalifa

2) Fontanny przy Burj Khalifa. Wg. mnie to jedna z najfajniejszych atrakcji Dubaju i do tego darmowa. Fontanny tańczą w rytm muzyki co godzinę w ciągu dnia i co pół godziny od godziny 18. Aby je obejrzeć możecie usiąść w jednej z restauracji przy Dubai Mallu (największa na świecie galeria handlowa) lub w Souk Al Bahar, który jest kolejną galerią handlową, ale zrobioną w starym, arabskim stylu.

fontanny

3) Dubai Mall – dla fanatyków zakupów. Ponad 1200 sklepów, taksówki jeżdżące po galerii, które mogą przewieźć Cię z jednego sklepu do drugiego. Rewelacja ;). Poza tym – olimpijskie lodowisko, gigantyczne akwarium i bardzo ładna fontanna. Myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Dla osób lubiących drogie marki typu Chanel, Gucci czy Dolce Gabbana, jest osobna: Fashion Avenue, w której znajdują się tylko takie sklepy oraz Armani Cafe, gdzie w ciszy można zjeść ciacho. Jest też Chocolate Bar – ulubiona kawiarnia szefa Dubaju, czyli Sheikha Mohameda. Jak Wam się uda, to może go spotkacie :).

fontanna

4) Akwarium w Dubai Mallu – jeśli chcesz ponurkować. Akwarium jest ogromne, jest w nim bardzo dużo dużych ryb typu płaszczki czy rekiny. Masz kilka opcji: albo bezpłatną i możesz podziwiać je zza barierek albo w pierwszego piętra galerii; albo wykupienie za 70AED wejścia do tunelu pod akwarium, żeby zobaczyć ryby z bliska, a następnie przejść się do Underwater Zoo, żeby zobaczyć mniejsze i większe rybki oraz – oczywiście – pingwiny. Możesz też zaszaleć i ponurkować, ceny zaczynają się od 350AED, więcej info tutaj.

5) Madinat Jumeirah – jedno z moich ulubionych miejsc. Jest zrobione w arabskim stylu, znajduje się w nim wiele sklepów oraz restauracji i kawiarni. Można zapalić shishę na powietrzu i podziwiać widok na Burj Al Arab – “7 gwiazdkowy” hotel. Można też zostać tam na imprezę. Najfajniejsze miejsce wg. mnie to Trader Vic’s, szczególnie polecany przez wszystkich drink to Tiki Puca Puca. Jeśli macie ochotę możecie przepłynąć się abrą (łódką) po tamtejszych kanałach, oczywiście za opłatą.

burj al arab

6) Króliki sheikha – pod bramami rezydencji Sheikha Mohameda – władcy Dubaju, codziennie (w miesiącach zimowych: listopad-kwiecień) wieczorem są wypuszczane…króliki . Można podjechać samochodem i zrobić sobie zdjęcia lub je pogłaskać. Przy okazji jest ładny widok na budynki Mariny. Króliki lubią być dokarmiane, więc marchewki są mile widziane. Rezydencja Sheikha znajduje się tutaj.

króliczki

7) Palm Jumeirah. Szczerze mówiąc, nie jest to moje ulubione miejsce, bo wszyscy turyści jadą do Atlantisa, ogromnego hotelu na końcu Palmy i czuję się tam trochę jak na lotnisku. Atlantis sam w sobie jest paskudny, z daleka wygląda fajnie, ale z bliska – istny maszkaron. W środku króluje kicz. Polecam natomiast beach bar przy Atlantisie, gdzie z shishą w ręku możecie podziwiać piękny widok na cały Dubaj. Bar nazywa się Nassimi Beach. Możecie też wybrać się do innego hotelu na Palmie, każdy ma beach bar i masę restauracji, mniej turystów i widok :).

8) Monorail na Palm Jumeirah. Uważam, że jeśli jechać na Palmę, to właśnie korzystając z Monorail. Jest to kolejka jadąca przez środek Palmy. Jedzie powyżej poziomu ulicy, więc po prawej – jadąc na palmę – zobaczycie rezydencję Sheikha, jego prywatną wyspę, do której jest przycumowany jego – do niedawna największy na świecie – jacht, oraz domy, w których żyją mieszkańcy Dubaju.

Ceny biletów: 15AED w jedną i 25AED w dwie strony.

monorail

9) Dubai Marina – czyli mój domek. W Marinie możecie przejść się na spacer dookoła, możecie wynająć rower i na nim się przejechać. Możecie iść do jednej z tysiąca knajpek i podziwiać jachty. Możecie iść do Marina Mall – Shakespeare Cafe i pić kawę z pięknym widokiem. Możecie iść do Pier7, najnowszy budynek przy Marina Mall, gdzie na każdym z 7 pięter znajdują się restauracje i bary, o widoku nie muszę wspominać. Możecie też iść do Address Marina Mall – hotel przy Marina Mallu, do baru Shades, gdzie wieczorem można posiedzieć przy basenie i oglądać Marinę – jest to mój ulubiony dubajski bar. Możecie też iść do Yacht Clubu – na całym świecie Yacht Cluby są zarezerwowane dla właścicieli jachtów – ale nie w Dubaju. Jest tu jeden z fajniejszych klubów i kilka restauracji. W Marinie zobaczycie same wieżowce, w tym: Princess Tower – najwyższy na świecie budynek mieszkalny, Torch Tower, o którym ostatnio głośno było w mediach, bo się zapalił, Cayan Tower – skręcona wieża. Polecam wybranie się do baru – Observatory w Hotelu Mariott, który znajduje się na 52 piętrze i jest z niego piękny widok na Palm Jumeirah.

10) JBR – czyli Jumeirah Beach Residences, są to wieże mieszkalne w Marinie, ale bliżej morza. Wzdłuż nich ciągnie się promenada ze sklepami i restauracjami, a po drugiej stronie najnowszy twór – The Beach. Jest to “galeria handlowa” ale otwarta z restauracjami i sklepami. Obok znajduje się piękna plaża. Są też sprzęty do ćwiczeń, w tym sztangi różnej wielkości. Są leżaki, jest też trawa, na której można się położyć albo zrobić piknik. Fantastyczne miejsce.

11) Stary Dubaj. Zaczyna się w części, która nazywa się Bastakiya i jest najstarszą częścią Dubaju. Znajdują się tam budynki z wieżami wiatrowymi, które tworzyły klimatyzację w czasach, kiedy klimatyzacja jaką dzisiaj znamy, nie istniała. Jest tam dużo galerii, gdzie można kupić lub podziwiać sztukę arabską. Można zjeść też burgera z mięsa wielbłąda w restauracji Local House lub napić się herbaty w pięknym otoczeniu, które bardziej przypomina greckie wyspy – Arabian Tea House. Jest też meczet oraz coś co przypomina souk, czyli mini bazar z przyprawami – nie polecam, bo ceny są strasznie wysokie.

Ze wszystkich atrakcji najfajniejsze jest wyjście do Sheikh Mohammed Center for Cultural Understanding, gdzie organizowane są posiłki: śniadania, obiady i kolacje, oraz w piątki – brunche, podczas których lokalny Emiratczyk lub Emiratka opowiadają o swojej kulturze. W trakcie można zadawać pytania i rozmawiać. Jest to bardzo ciekawe i pozwala zrozumieć kulturę arabską. Więcej informacji o godzinach i cenach znajdziecie tutaj. Oprócz posiłków organizowane jest też zwiedzanie meczetu.

12) Dubai Museum - czyli Muzeum Dubaju. Jest to jedna z najtańszych atrakcji, bo kosztuje 3AED. Wszyscy się nim zachwycają, więc polecam się tam wybrać. Można poznać historię tego wspaniałego miasta, zobaczyć jak powstała jego potęga.

13) Souki – czyli arabskie bazary. Znajdują się obok Dubai Museum jak i po drugiej stronie portu. Możecie tam kupić szale, przyprawy, złoto. Pamiętajcie, żeby się targować. Zazwyczaj można zejść z ceny ok. 30-40%. Najlepszą techniką negocjacyjną jest zapoznanie się ze sprzedawcą, wypytanie o jego rodzinę itp., po tym zapoznaniu przyjacielsko zaczynamy rozmawiać o rabacie. Jeśli będziecie negocjować ostro od początku, to najlepiej na tym nie wyjdziecie, tutaj wszystko polega na relacjach.

Na ulicy możecie wypić sok z trawy trzcinowej, który doda Wam siły potrzebnej do negocjacji i zakupów. Na obiad możecie się wybrać do nowej restauracji Creekside. Rozciąga się z niej piękny widok na port, statki i pływające w tę i z powrotem abry.

Koniecznie przepłyńcie się abrą na drugą stronę portu. Koszt to tylko 1AED, a wrażenia niezapomniane. Pamiętajcie, żeby powiedzieć, że chcecie płynąć do Gold Souk, bo inaczej Was wywiozą za daleko.

Gold Souk i Spice Souk znajdują się po drugiej stronie portu. Jak nazwy wskazują, można tam kupić złoto i przyprawy. Można też spróbować lodów z mleka wielbłąda.

14) Nielansiarskie restauracje: polecam wybranie się do Bu Qtair, jest to “restauracja” z rybami, znajdująca się przy ul. Jumeirah. Piszę “Restauracja”, bo jest to zwykła blaszana buda ze smażonymi rybami. Je się rękami z plastikowych talerzy. Restauracja jest podzielona na dwie części: część gdzie się je i część gdzie się czeka na swoją kolej. Otwiera się o 18 i warto jest przyjść jak najwcześniej. Niezależnie od dnia tygodnia zawsze ustawia się tam “kilometrowa” kolejka. Czas czekania w najgorszym przypadku to 45-godziny w kolejce, a później drugie tyle w oczekiwaniu na jedzenie. Nie zapomnijcie zamówić sobie dodatkowo chleba i sosu. Krewetki też są pyszne. Nie jedzcie ryby hamour, bo jest ona na wyginięciu, przez zbyt duże odławianie.

Special Ostadi, to kolejne miejsce na mapie nielansiarskiego Dubaju. Jest to najstarsza restauracja w mieście, w której można spróbować kuchni irańskiej. Jedzenie jest pyszne, właściciel jest zawsze na miejscu.

Eat&Drink, to restauracja, w której stołują się głównie taksówkarze. Jest bardzo tanio, serwują pyszne świeże soki za 3 AED oraz shawarmy. Jeśli chcecie zamówić jedzenie tak jak robią to lokalsi, to musicie wynająć lansiarski samochód np. Ferrari albo jakiegoś 4×4, podjechać i nie wysiadając z samochodu zatrąbić. Po chwili pan kelner podbiegnie do Was z menu i przyniesie zamówione danie. Później z jedzeniem w ręku wybierzcie się na Jumeirah Road pościgać się z Emiratczykami lub Irańczykami w fajnych samochodach :).

15) Plaże: The Beach przy JBR, o której już pisałam.

Kite Beach, która niedawno została wyremontowana (tak, tutaj plaże się remontuje :) ). Dzięki temu jest tu dużo miejsca, są knajpki, boiska do grania w piłkę plażową i paletki. Jak nazwa wskazuje można tu uprawiać kite surfing, ale też paddleboarding. Wzdłuż plaży niedawno zrobiono ścieżkę do biegania i spacerowania. Wieczorami można tu spotkać dużo ludzi uprawiających sporty. Są też przyrządy do ćwiczeń.

Al Mamzar – wszyscy się nią zachwycają, ja za nią nie przepadam, ponieważ będąc dziewczyną można się tam czuć osaczoną. Niemniej jednak, znajduje się tam park, w którym można zrobić grilla, a sama plaża jest całkiem ładna, z palmami.

16) Ladies night – coś dla dziewczyn i na tanią randkę dla chłopaków ;). W każdy wtorek we wszystkich klubach organizowane są Ladies Nights, kiedy to kobiety dostają darmowe: drinki, czasem jedzenie, czasem jest wszystko 2 w cenie 1. Nie zdziwcie się więc, że we wtorki ciężko złapać jest jakąkolwiek taksówkę – wszyscy jadą do klubów! Osobiście polecam Ladies Night w Embassy Club w hotelu Grosvenor House w Marinie, w Sofitelu na Palm Jumeirah i w Yacht Clubie.

17) Brunch – brytyjska tradycja jedzenia i picia od 12:30 w południe w weekend przeniosła się i tutaj. Co piątek we wszystkich restauracjach od godz. 12:30 serwowany jest brunch. Zazwyczaj polega to na nieograniczonej ilości jedzenia z bufetu oraz napoi, w tym procentowych.

17) W każdą środę na torze Autodrome w dubajskim Motor City, gdzie ścigają się samochody, organizowane są noce sportowe – można przyjechać i pobiegać/pojeździć na rowerze (do wynajęcia na miejscu)/rolkach.

18) Miracle Garden Dubai – czyli piękny park z różnymi instalacjami kwiatowymi.

19) Joga na plaży – są dwa miejsca o których wiem, gdzie odbywają się zajęcia jogi na plaży. Polecę Wam jedno, gdzie czasem można mnie spotkać: Talise Spa przy Madinat Jumeirah. Jest pięknie, jest widok na Burj Al Arab. Najlepsza jest joga przy zachodzie słońca. Jest też joga przy pełni księżyca, niestety nigdy nie udało mi się na nią trafić. Więcej informacji tutaj.

joga

20) Wyjazd z Dubaju:

  • Dzień w Abu Dhabi: oczywiście do zobaczenia jest Meczet. Jest to piękny meczet z największym na świecie ręcznie robionym dywanem. Naprawdę warto się tam wybrać, wstęp jest bezpłatny, należy się jednak odpowiednio ubrać: kobiety długie spodnie/spódnica i sweter do zakrycia rąk. W przeciwnym razie możecie wypożyczyć abayę. Mężczyźni długie spodnie i koszulka.

abu dhabi

Tor F1 na Yas Island, gdzie możecie podryftować i zobaczyć tor. Czasami odbywają się tam wyścigi w tygodniu i weekendy. We wtorki i środy odbywają się eventy: Train i GoYas, w trakcie których można pojeździć na rowerze dookoła toru albo pobiegać/pochodzić. Uwaga – GoYas to event tylko dla kobiet, na który przychodzą m.in. lokalne kobiety, więc mężczyźni nie mają wstępu.

F1blog

Ferrari World - park rozrywki z superszybką kolejką. Nie byłam, zdania są mocno podzielone, jedni mówią, że straszna nuda, inni, że bardzo fajnie. Spróbujcie i zobacznie sami :).

Central Market – to galeria handlowa w Abu Dhabi. Piszę o niej dlatego, bo zainteresuje osoby, które lubią dobrą architekturę. Budynek został zaprojektowany przez Sir Normana Fostera. Polecam wybrać się do jednej z kawiarni na dachu.

  • Pustynia: możecie się wybrać na safari z jednym z biur podróży. Polecam przed wyjazdem przeglądanie ofert na grouponie dubajskim – często trafia się coś fajnego. Najbardziej popularne i sprawdzone biuro, to Arabian Adventures (przy okazji też jedno z droższych – niestety).

Mam nadzieję, że ten wpis będzie dla Was przydatny. Będę go update’ować regularnie :)

A.

2 nights in Bangkok, Tajlandia cz.1

3 Feb

Dzisiaj obiecany wpis o Tajlandii.

Będę szła po kolei wg. tego jak podróżowaliśmy. Zaczęliśmy od stolicy, czyli Bangkoku.

Happy Bangkok

Mieliśmy spędzić tam 3 noce, ale niestety linie Qatar zafundowały nam 7 godzin opóźnienia na trasie Dubaj – Doha (sądzę, że samochodem dojechalibyśmy w jakieś dwie), a później kolejne 3 na trasie Doha-Bangkok. Tym samym, zamiast przylecieć o 18 w niedzielę, dolecieliśmy o 9 rano w poniedziałek. Szybko musieliśmy zmienić plany zwiedzania. Jak na tak krótki czas uważam, że zobaczyliśmy bardzo dużo i nawet udało nam się wyskoczyć na mały shopping :).

Zaczęliśmy od okolicy, w której mieszkaliśmy. Dzięki temu, że O. dużo podróżuje z pracy, mieliśmy darmowy pobyt w Hiltonie. Okolica Hiltona to osiedle ekspatów, szczególnie Japończyków. Wszędzie można znaleźć japońskie restauracje. Lecąc do Tajlandii poznaliśmy Japończyka mieszkającego w Bangkoku i polecił nam spróbować tam japońskiego jedzenia, bo podobno jest lepsze niż u niego w kraju :). Następnym razem!

Wieczorem wybraliśmy się do hotelu z Kac Vegas, a raczej, tak nam się wydawało. Wylądowaliśmy w Banyan Hotel (do końca byłam przekonana, że to właśnie ten z filmu :D ) i nie żałuję. Niesamowity był nie tylko widok, ale też sam bar i restauracja, które rozciągają się na długości całego dachu. Byłam na Burj Khalifa w Dubaju i już myślałam, że widoki z wysokich budynków są wszędzie podobne, ale nie. W Dubaju z jednej strony mamy morze, z drugiej pustynię, a pomiędzy nimi miasto. W Bangkoku otacza nas miasto. Bezkres miasta. Budynki zajmują cały horyzont, robi to niesamowite wrażenie. Ceny drinków są podobne jak w Dubaju, czyli ok. 50-60 PLN, fajne są podświetlane menu.

Banyan Tree Hotel

Widok z Banyan Tree Hotel

Następnego dnia wybraliśmy się zobaczyć świątynie. Pojechaliśmy metrem, które wszystkim bardzo polecam.

Bangkok

Bangkok

Poszliśmy do świątyni, gdzie znajduje się złoty Budda i muszę przyznać, że zarówno świątynia jak i muzeum, które znajduje się w tym samym budynku, są bardzo ciekawe i warte zobaczenia.

Świątynia Złoty Budda Bangkok

świątynia Złotego Buddy

Złoty Budda

Złoty Budda

Następnie wybraliśmy się pozwiedzać okolicę, która nie była zbyt ciekawa, chociaż trafiliśmy na bardzo fajny hostel Riverview, z którego (jak nazwa wskazuje), rozciąga się widok na rzekę ale też miasto. Bardzo dobre jedzenie i zimne piwko wprawiło nas w jeszcze lepszy nastrój :). Swoją drogą hostel wyglądał na bardzo fajny i jest dobrze położony, bo blisko świątyń i China Town.

Riverview hostel

Kolejnym przystankiem była jedna z najpopularniejszych świątyń – Wat Pho, gdzie znajduje się ogromny leżący Budda. Szczerze mówiąc uciekaliśmy stamtąd czym prędzej. Masa turystów nas przytłoczyła i zupełnie odechciało nam się zwiedzać. Do pałacu, który nam wszyscy polecali, nawet nie zajrzeliśmy, bo wszędzie w przewodnikach informowano, że tam jest jeszcze więcej turystów.

mnisi w Wat Pho

moje ulubione zdjęcie ze świątyni :)

Bangkok

Leżący Budda w świątyni Wat Pho

Wat Pho Bangkok

Gentlemani w Bangkoku ;)

Wat Pho świątynia

Zmęczeni po całym dniu chodzenia, poszliśmy do China Town. Pora była idealna, bo zbliżała się 19, a to najlepszy czas, żeby się tam przejść, bo rozstawiają się budki z jedzeniem, a China Town słynie z najlepszego. Postanowiliśmy się nie oszczędzać i jeść jak najwięcej, chociaż zamawialiśmy po jednej porcji wszystkiego, żeby nie pęknąć. Zaczęliśmy od tradycyjnego Pad Thai, które uwielbiam i nie mogłam go nie spróbować na ulicy Bangkoku. Było obłędne!

 blogerka jedząca Pad Thai

Blogerka jedząca Pad Thai

Pad Thai w Bangkoku

Pyszny Pad Thai

Zaspokoiwszy pierwszy głód wybraliśmy się na poszukiwania zupy z jaskółczych gniazd – hitu China Town. Znaleźliśmy restaurację poleconą przez znajomego, gdzie do wyboru było kilkanaście opcji cenowych tejże zupy. Zdecydowaliśmy się na cenę średnią, czyli 300 batów czyli ok. 30 PLN i całe szczęście, że nie chcieliśmy poszaleć, bo zupa smakowała jak rozgotowany grysik. Słodkie okropieństwo, ale na pewno ma swoich zwolenników. Uważam, że trzeba próbować wszystkiego, więc polecam Wam mimo wszystko.

Blogerka i zupa z jaskółczych gniazd

vs. Blogerka jedząca zupę z jaskółczych gniazd ;)

zupa z jaskółczych gniazd

Zupa z jaskółczych gniazd

Później spróbowaliśmy jeszcze won tonów, kaczki chińskiej (doskonała) i naszego ulubionego (już) deseru tajskiego, czyli mango sticky rice – ryż z mlekiem kokosowym (słodkim) i kawałkami mango.

10922636_686305281486390_13529574106917998_n

won tony (pycha)

10277601_686305321486386_1746726375141964242_n

obłędna ale bardzo tłusta kaczka

10906041_686305341486384_1521786570290999227_n

mango sticky rice – najlepszy deser w Tajlandii

Za całość zapłaciliśmy ok. 60PLN :). Do tego piwko kupione w 7Eleven (podobno w samym Bangkoku tych sklepów jest ponad 2000 (!)).

W drodze powrotnej do hotelu postanowiliśmy jeszcze zahaczyć o centrum handlowe, polecone nam przez kolegę: Siam Center. Znajdują się tam sklepy azjatyckich projektantów (głównie koreańskich) i kilka zachodnich marek. Można kupić bardzo fajne, oryginalne rzeczy, ceny są raczej średnio wysokie.

Następnego dnia wsiedliśmy w samolot i polecieliśmy do Krabi.

Bangkok wywarł na nas bardzo dobre wrażenie. Wszyscy mnie ostrzegali przed panującym tam chaosem, ale nic mnie nie zszokowało.

Cenowo – najlepiej jeść na ulicy. Street food jest bardzo tani jak już pisałam. Wszystko jest świeże, chociaż może się wydawać, że wcale takie nie jest.

Soki świeżo wyciskane – piłam i nic mi się nie stało.

Należy uważać na wodę, pić tylko tą z butelek i nią płukać zęby.

Nie korzystajcie z tuktuków, nie opłaca się to w ogóle, ceny wysokie, a tuktukarze próbują naciągnąć na każdym kroku. Nas jeden wywiózł, chcieliśmy dopłynąć na drugi brzeg rzeki jedną z tanich łódek, a on nas podwiózł do miejsca, gdzie wypożyczali prywatne… Dużo bardziej opłacają się taksówki i metro. Taksówki są bardzo tanie. Unikajcie godzin porannych i 17, kiedy wszyscy wychodzą z pracy i są straszne korki.

tuktuk Bangkok

oszukańczy tuktukarz

To tyle na dzisiaj. Następne wpisy będą o wyspach, które odwiedziliśmy :)

A.

Spóźniony wpis o Jordanii

13 Dec

Ten wpis zaczęłam 2 tygodnie po powrocie z Jordanii i w końcu go nie opublikowałam, więc robię to dzisiaj :). Spędziłam tam tylko 2 dni ale było warto i na pewno wrócę!

Morze Martwe

Jak informowałam na bieżąco na moim Fanpage’u (na który z resztą wszystkich zapraszam, znajdziecie tam dużo informacji z moich codziennych przygód w Emiratach i nie tylko :) ), prawie spóźniłam się na samolot. Taksówkarz z którym jechałam, wybrał drogę, którą nie chciałam jechać i utknęliśmy w korku. Dojechałam na lotnisko na godzinę przed odlotem (nie, nie zrobiłam wcześniejszego check in’u oczywiście ;) ) a tam kolejka do nadania bagażu! Podbiegłam i zapytałam, czy w związku z tym, że za godzinę mam lot do Ammanu mogę wejść bez kolejki i pani czym prędzej otworzyła osobne okienko. Po chwili dołączył się do mnie jeden z pasażerów, który też był spóźniony na ten sam lot. Od razu zapytał panią czy nie udało by się znaleźć dla nas miejsc w klasie biznes, a ta odpowiedziała, że akurat są dwa :). Następnie w Duty Free okazało się, że akurat tego dnia była promocja -20% na wszystko, a więc wyjazd zaczął się wręcz wspaniale.

Z szampanem w ręku rozpoczęłam moją podróż.

Lotnisko w Ammanie jest nowe (jak się okazało, wybudowali i zarządzają nim Francuzi) chociaż w porównaniu z dubajskim zupełnie na takie nie wygląda. Pierwszym szokiem była dla mnie pogoda, niby kraj leży niedaleko Emiratów, a tu deszcz i 9 stopni, więc przeżyłam mały szok termiczny.

Drugiego szoku doznałam w hotelu. Wjeżdżając na parking pan parkingowy sprawdził dokładnie nasz samolot, a wchodząc do hotelu musieliśmy przejść przez bramki niczym na lotnisku i skaner bagaży. W sumie, patrząc na mapę nic dziwnego, sąsiedzi Jordanii są w dość nieciekawej sytuacji politycznej: Syria, Irak, Izrael, Palestyna i – najspokojniejsza z całego towarzystwa – Arabia Saudyjska.

Jordania

Jordania

Sprawdzanie bagaży w hotelach

Trzeci nadszedł kolejnego dnia, kiedy wybrałam się sama na spacer po mieście, bo O. pracował. Zaczęłam od tzw. Rainbow street, jednej z najbardziej popularnych uliczek w mieście, pełnej knajpek, restauracyjek i małych designerskich sklepów. Stamtąd postanowiłam wybrać się do starej części, bo miałam akurat 3 godziny na zwiedzanie. Zeszłam po schodach dzielących Rainbow street ze starym miastem i znalazłam się w zupełnie innym świecie. Ludzie wyglądali inaczej, ulice też, wszędzie chaos, szum i miliony spojrzeń (męskich), gwizdów, zaczepek, zagadywanie, itp. W Dubaju, pomimo, że to miasto arabskie, nikt nikogo nie zaczepia, a już na pewno nie spotkacie się z gwizdami czy pokrzykiwaniem. Zupełnie nieprzyzwyczajona najpierw starałam się nie przejmować i nawet byłam miła, kiedy ktoś pytał mnie czy pomóc mi znaleźć drogę, ale po którejś z rzędu ofercie pomocy, gdy kończyło się na tym, że pomoc była tylko okazją do wypytania mnie o całe życie prywatne i możliwość pójścia na: spacer, obiad, kolację, itp. zaczęłam szukać drogi powrotnej do spokojnej Rainbow street. W skrócie: jeśli jesteś dziewczyną – nie wybieraj się do centrum Ammanu sama. Nie chodzi nawet o to, że jest niebezpiecznie, ale po prostu cała przyjemność zwiedzania gdzieś ginie. Jeśli już – ubierz abayę, może nikt się nie zorientuje, że jesteś turystką :).

Amman

Amman

Mój mały przewodnik, który wyprowadził mnie na górę i chciał pieniędzy :) dostał dopiero jak mi zrobił kilka zdjęć

Amman

modlitwy w Ammanie

Amman

Modlitwy pod głównym meczetem

Amman

Ulica Ammanu, ci chłopcy sami chcieli, żebym im zrobiła zdjęcie :)

Amman

panorama Ammanu

Amman

Amman

Amfiteatr

Amman

Po kilku godzinach kiedy dołączył do mnie O. poszliśmy w te same miejsca w starym mieście i był to już przyjemny spacer, bez zaczepek i nawet bez spojrzeń.

W Ammanie byłam jeden dzień, więc to co polecam:

1) Rainbow street i przejście się po tamtejszych kawiarniach i restauracjach. Jedzenie w Ammanie jest wyśmienite w wielu miejscach (arabska kuchnia), polecam też jedzenie uliczne, szczególnie kanapki z falafelami – pychotka. Na Rainbow street trafiłam też przypadkiem do sklepu Jordan River Foundation (http://www.jordanriver.jo/), można w nim kupić różne rzeczy do domu zaprojektowane przez lokalnych designerów, również biżuterię i akcesoria. My kupiliśmy poduszkę (tą z panią na wielbłądach) i świeczki, które widzicie na zdjęciu z moją choinką :).

Jordan River Foundation

dubajska choinka

moja choinka :)

2) Centrum Ammanu – polecam wybrać się w okolice meczetu w piątek ok. godziny 12 kiedy zaczyna się modlitwa. Tutaj w Emiratach wszyscy modlą się w meczetach, tam zamknięto ulicę i wszyscy się na niej modlili, co uważam za ciekawe. Poza tym, rzymski amfiteatr – w piątki otwarty do 16, cytadela – do której nie dotarłam, ale byłam blisko. Jordania jest też znana z najlepszych arabskich słodyczy, co mogę spokojnie potwierdzić. Są pyszne i nie przesłodzone. Dodatkowo w okolicznych sklepikach – bazarkach można niedrogo kupić piękne szale.

Amman

Tego samego dnia wieczorem wybraliśmy się nad Morze Martwe.

Czy zastanawialiście się kiedyś jak wygląda Morze Martwe (jeśli jeszcze nie byliście)? Ja się zastanawiałam przed wyjazdem i muszę przyznać, że nie skorzystałam z internetu, żeby to sprawdzić. Ponieważ wszyscy zawsze mówią i opowiadają o błocie z Morza Martwego i tego, że nie da się w nim pływać, bo jest zbyt słone, tylko się unosi na wodzie. Poza tym, sama nazwa i fakt, że poza bakteriami nic w nim nie żyje sprawiły, że wydawało mi się, że będzie wyglądać zupełnie inaczej niż jakiekolwiek morze. Byłam dość zaskoczona, kiedy zobaczyłam jezioro, z falującą błękitną wodą! Niesamowite jest wrażenie kiedy woda unosi nas na powierzchni! Oprócz tego – pogoda nad Morzem Martwym jest zupełnie inna od tej w Ammanie – jest cieplej (pomimo, że odległość to tylko 60 km), w Ammanie było w ciągu dnia ok. 13 stopni, a nad morzem ok. 20 (!).

Morze Martwe

Morze Martwe

Morze Martwe

Morze Martwe

Morze Martwe

Przy plaży stała “beczka” z błotem, którym można się wysmarować, ma ono niesamowite właściwości zdrowotne i jest wspaniałe dla skóry. Oprócz tego, na każdym kroku są sprzedawane kosmetyki z dodatkiem błota, maski błotne itp. do wyboru do koloru.

Cenowo Jordania mnie zaskoczyła, bo jest dość drogo, zarówno ceny hoteli, jedzenia, restauracji czy w normalnych sklepach.

Poza tym, pomimo że jest dość zniszczona, jest piękna – przyroda, góry, Morze Martwe.

Więcej na pewno napiszę jak wybierzemy się tam ponownie na nieco dłużej, żeby zobaczyć Petrę.

Jedna uwaga, jeśli będziecie się przemieszczać – drogi nie są wspaniałe, poza tym co ok. 20 km napotkacie wspomniane kontrole, więc żeby się gdziekolwiek dostać potrzeba dużo czasu. Jadąc znad Morza Martwego na lotnisko prawie nie zdążyliśmy na samolot, bo GPS wyprowadził nas na drogę między górami, gdzie widoki co prawda były wspaniałe, ale sama droga bardzo wijąca się i ciągle pod górę, więc jazda nie szła zbyt dobrze.

Następny wpis będzie o Tajlandii :)

Zabieram się do wybierania zdjęć!

A.

Ras Al Khaimah: Jabal al Jais i moja ulubiona restauracja

14 Nov

Jebel Al Ais

3 tygodnie temu wybraliśmy się na weekend do Ras Al Khaimah, w skrócie: RAK. Jest to jeden z 7 emiratów położony blisko granicy z Omanem (Musandam). Dojazd z Dubaju zajmuje ok. 1,5 godziny samochodem. Jest to zdecydowanie jeden z moich ulubionych emiratów, bo są w nim piękne widoki – niesamowite omańskie góry, sporo zieleni i piękna pomarańczowa pustynia. Nie ma tam wielkich budów, bo (jak mówią lokalni) nie ma aż tyle pieniędzy co w Dubaju czy Abu Dhabi.

Ras Al Khaimah

Był to nasz drugi wypad do tego emiratu i tym razem chcieliśmy zakosztować trochę natury, wyjechaliśmy na jeden z tamtejszych szczytów: Jabal al Jais. Jest to najwyższy szczyt w Emiratach (1910 m n.p.m.), na który wyjechać można samochodem wspaniałą drogą. Jest to jedno z ulubionych miejsc lokalnych, gdzie przyjeżdżają na grilla czy na weekendowy kemping. Droga jest idealnie płaska, więc do drodze minęliśmy kilka Maserati, czy Ferrari – taki obrazek idealnie oddaje tutejszy klimat (pisali o tym nawet w lokalnej gazecie, link jest: tutaj).

Jebel al Jais

 

 

Jebel al Jais

Super-samochody w drodze na szczyt

Na samą górę wyjeżdża się ok. 40 minut (35km) , co jakiś czas są tarasy widokowe, ale oczywiście nikogo nie zdziwi, jeśli zatrzymamy samochód na środku drogi, żeby zrobić zdjęcia. Polecam też wycieczkę rowerem, ale to raczej w terminie listopad-marzec, bo później będzie za gorąco, należy uważać, bo kierowcy w Emiratach należą do szalonych.

Jebel al Jais

 

Taras widokowy

 

Jebel Al Jais

 

Arabowie siedzący w otwartych oknach samochodów wyjeżdżając na górę

Jeśli wybierzecie się tam tylko na jeden dzień bez zamiaru spania w namiocie, najlepsze będą godziny popołudniowe, bo zachód słońca wygląda niesamowicie. Na kemping ubierzcie się ciepło – temperatura w nocy w górach spada bardzo szybko i naprawdę zmarzniecie. W 2009 roku zanotowano tam opady śniegu, więc nie ma żartów ;). Nie zapomnijcie: zatankować samochodu, zaopatrzyć się w duże ilości wody i jedzenie, bo w górach nie ma ani stacji, ani sklepów.

 Jebel Al Jais

Lokalsi na szczycie

Jebel al Jais

Zachód słońca na Jebel al Jais

Jebel al Jais

Droga na górę

Jebel al Jais

Zachód słońca

Jebel al Jais

Jeśli wracacie na noc do miasta, to w drodze powrotnej wpadnijcie na kolację do mojej ulubionej restauracji – Al Safina.

Trafiliśmy na nią z O. zupełnym przypadkiem przy okazji naszego pierwszego wypadu do RAK-u. Nie mając ochoty na hotelowe jedzenie, zaczęliśmy szukać czegoś na TripAdvisorze. Jedyna restauracja, która miała pięć gwiazdek była opisana, jako mała, niedroga, przydrożna knajpka z kuchnią indyjską. Pięć gwiazdek? Postanowiliśmy wypróbować. Był to strzał w dziesiątkę i teraz jest to nasz stały punkt programu ilekroć jesteśmy w okolicy. Właściciel – przemiły pan z Indii, prowadził tę restaurację w Dubaju przez długi czas, ale tamtejsze ceny go wykończyły i postanowił się przenieść do tańszej Ras Al Khaimah. Do dzisiaj dowozi jedzenie do swoich stałych klientów w całych emiratach. Jak podkreśla za każdym razem – jedzenie jest robione tylko z lokalnych produktów i chwali się tym, że jako jeden z niewielu nie dodaje do swoich potraw glutaminianu sodu. Dodatkowo, wyuczył swoich kucharzy, że gotując nie potrzeba dodawać aż tak dużo oleju czy soli. Jedzenie jest przepyszne i pomimo, że za każdym razem zamawiamy dużo dań z karty, nigdy nie wychodzimy przejedzeni. Do tego, za każdym razem rozmawiamy z właścicielem albo jego żoną, oboje są przesympatyczni. Przy okazji ostatniej wizyty, zostaliśmy poczęstowani słodyczami, które zostały przygotowane z okazji hinduskiego święta al Diwali – święto światła. Dotychczas uważałam, że słodycze indyjskie omdlewająco słodkie i bez smaku, te którymi zostaliśmy poczęstowani, były wyśmienite, faktycznie bardzo słodkie, ale do zjedzenia i można było rozróżnić z czego są zrobione. Moim faworytem było ciastko zrobione z masy z orzechów nerkowca – pycha!

Al Safina RAK

Przystawka

Al Safina RAK

Indyjski chlebek – najlepszy

Al Safina RAK

Najlepszy na świecie butter chicken

Al Safina RAK

No i wspomniane desery

Jeśli więc będziecie w Ras Al Khaimach, olejcie drogie restauracje i wybierzcie się do Al Safina. Nasz rachunek za dwie osoby, w skład którego weszły: przystawka, dwa dania główne, woda mineralna oraz dwa lassi kosztował ok. 60 AED, co jak na tutejsze warunki jest porównywalne do cen z naszych barów mlecznych.

Al Safina Indian Restaurant

E 18 | Oman/Shell Pump Road, Near Lantern Roundabout, Ras Al Khaimah 12671, United Arab Emirates

+971 7 227 3900

Pozdrowienia!

Asia.

Z Dubaju do Musandam na weekend na łódce

24 Oct

Kiedyś już pisałam o wyjeździe do Musandam: tutaj, wtedy wybraliśmy się tylko na ląd, do miasteczka Khasab. Tym razem z grupą znajomych wybraliśmy się na wycieczkę łodzią. Oman po raz kolejny nas zachwycił i po raz kolejny zadaję sobie pytanie, dlaczego nigdzie nie jest reklamowany jako destynacja dla podróżników. Pomimo tego, że jest to kraj arabski, pustynny, jest tam zupełnie inny klimat niż w Emiratach. Dużo zieleni, niesamowite góry, trasy trekkingowe, piękne życie podwodne, delfiny i kolorowe rybki.

Musandam, czyli mała część Omanu znajdująca się na północy Emiratów. Jest to część bardzo górzysta, poza jedną drogą z Ras Al Khaimah (w Emiratach) do Khasab, nie ma tam innych tras. Góry omańskie są strome, wysokie i budzące grozę, pomarańczowe i puste, tylko okazjonalnie rosną na nich niewielkie trawy.

Jeśli nie macie ochotę na całonocne wycieczki łodzią, możecie zatrzymać się w hotelu Golden Tulip. Sama jeszcze tam nie byłam, ale zamierzam się wybrać, bo widok z okien musi być nieziemski. Hotel jest położony na klifie, przy samym morzu.

W samym Khasab można zatrzymać się na jedzenie i krótki spacer po mieście. Za wiele tam nie ma i będąc kobietą polecam się trochę zakryć, ponieważ na ulicach chodzą nie widać za dużo innych kobiet, a większość mieszkańców to Pakistańczycy i Hindusi, którzy bez obciachu będą się przyglądać.

My mieliśmy wynajętą dużą łódkę na 20 osób, z pełnym wyżywieniem i noclegiem.

Na kadłubie zrobiono coś w rodzaju arabskiego majilisu z dywanem, gdzie można było leżeć i się opalać, albo spać.

Przyjechaliśmy po południu, a więc akurat załapaliśmy się na piękny zachód słońca.

Musandam, Khasab

 

 

Musandam, Khasab

 

 

Musandam, Khasab

 

 

Musandam, Khasab

 

Nasza łódź

 

Następnego dnia od rana wypłynęliśmy, zatrzymując się co jakiś czas na pływanie. Wypłynęliśmy dość wcześnie, żeby zobaczyć delfiny i udało się! Jeden przyłączył się do nas i płynął wzdłuż łodzi przez ok. pół godziny, co jakiś czas wyskakując z wody. Później znudzony zniknął w otchłani wody, a my przemieszczaliśmy się dalej, otoczeni przez fiordy Bliskiego Wschodu.

Musandam, Khasab

 

Delfin – Dave, niestety tylko takie zdjęcie udało mi się zrobić :)

Musandam, Khasab

Wspaniałe góry Omanu o poranku

Musandam, Khasab

Musandam, Khasab

Skała z “twarzą” żółwia

Na jednym z przystanków wyciągnęliśmy maski i spojrzeliśmy co kryje się pod wodą, okazało się, że trafiliśmy na miejsce z milionami kolorowych rybek. Zaczęliśmy je karmić, na co one zareagowały bardzo żywiołowo i stąd te piękne zdjęcia:

 

 

Musandam, Khasab

 

 

Musandam, Khasab

Jeśli więc chcecie urozmaicić swój pobyt w Emiratach, polecam Musandam.

Co należy zrobić wcześniej? Wynajmując samochód nie zapomnijcie o ubezpieczeniu do Omanu, kosztuje ok. 100 zł, a bez tego nie przejedziecie przez granicę.

Dzięki temu, że teraz wizy do Emiratów dostaje się przy wjeździe, do Omanu możecie się wybrać w każdym momencie.

Jadąc do Omanu pamiętajcie, żeby się trochę zakryć – dziewczyny – koszulki jeśli już to t-shirty.

Polecam zatankować w Omanie, bo tam benzyna jest tańsza.

Przewożenie alkoholu jest zabronione, co nie oznacza, że jest niemożliwe. Na granicy często sprawdzają, ale niezbyt dogłębnie, więc jeśli schowacie na dnie bagażu, to nikt tego nie zauważy. Pamiętajcie tylko, żeby nie wypakować całego bagażnika piwem, bo celnicy lubią do nich zaglądać.

Wynajęcie łódki, polecam skorzystać z usług Khasab Tours. łódki może nie są szczytem luksusu, ale obsługa jest bardzo miła i niewidzialna, jedzenie świeże i pyszne, a poza tym, dużo miejsca. Strona www: http://www.khasabtours.com/.

Koszt: my pojechaliśmy w 20 osób i płaciliśmy 700 AED od osoby (czyli ok. 650 PLN) bez dojazdu. W skład wycieczki wchodził: wynajem łodzi, 3 posiłki (ogromne), napoje (bezalkoholowe). Dojazd we własnym zakresie, do tego dochodzi opłata za wizę ok. 70 AED od osoby.

Kiedy najlepiej jechać? My wybraliśmy się 2 tygodnie temu i było jeszcze dość gorąco, ale woda była idealna. Najlepszy jednak będzie okres koniec października-połowy kwietnia. Pamiętajcie o używaniu kremów z filtrem, żebyście nie przypiekli sobie nosów, tak jak ja ;).

Miłego weekendu!

A.

Co nowego w Dubaju? 2.

18 Oct

Minął Ramadan, lato zbliża się pomału do końca (ufff) i wreszcie można zacząć żyć! Wczoraj otworzyliśmy sezon balkonowy i w końcu można siedzieć w domu przy wyłączonej klimatyzacji!

Co się działo u mnie przez te kilka miesiące ciszy?

W tym roku pracowałam nad wieloma ciekawymi projektami. W kwietniu dla Chanel przy organizacji pierwszego pokazu mody Chanel w Dubaju. Było to spełnienie jednego z moich marzeń. Chanel dwa razy do roku organizuje tzw. pokazy Boat Cruise, co roku w innym miejscu, w tym roku został wybrany właśnie Dubaj. Na pokaz przyjechało ponad 1000 gości z całego świata, wśród nich celebryci, artyści, stali klienci Chanel, wszyscy managerowie i media. Pokaz odbył się na wyspie, gdzie specjalnie na tę okazję zbudowano wielki “namiot”. Na wyspę goście byli dowożeni abrami – czyli lokalnymi drewnianymi łodziami. Po pokazie uczestniczyłam w after-party. Wszystko było dopracowane w najmniejszych detalach, goście ubrani od stóp do głów w Chanel – niesamowity widok :). No i najważniejsze – widziałam Karla Lagerfelda, którego bardzo podziwiam za wszystko co robi. Pomimo ciężkiej pracy (przez 2 tygodnie przed pokazem pracowaliśmy po ok 20 godzin dziennie), niedoboru snu i mieszkaniu w hotelu, żeby nie marnować czasu na dojazdy – był to dotychczas mój ulubiony projekt.

chanel

 

 

aferparty

 

w drodze na afer party

afterparty

after party i miejsce gdzie odbył się pokaz mody

Zaraz po nim, “wskoczyłam” na kolejny, którym było otwarcie kampusu Uniwersytetu Nowego Jorku na Saadiyat Island. Kampus jest imponujący, bo może na nim mieszkać 4000 studentów. Wygląda jak miasteczko, przepiękny, chociaż jak organizowaliśmy imprezę, wyglądał jeszcze trochę jak plac budowy. Na otwarcie przyleciał ze Stanów Prezydent Clinton, który wygłosił przemowę dla studentów.

clinton

Teraz pracuję na torze Formuły 1 na Yas Island, gdzie organizuję dwie imprezy w każdym tygodniu. Są to wydarzenia sportowe: we wtorki – TrainYas, czyli impreza, na którą może przyjść każdy, wynająć rower i albo jeździć na nim albo biegać/chodzić dookoła toru. Tygodniowo przychodzi na nią ok. 2-3 tysiące osób, więc nie najgorzej. W środy z kolei, podobna impreza – GoYas – jest organizowana ale tylko dla kobiet. żaden mężczyzna nie może pojawić się na torze, ponieważ kobiety, które przychodzą w tym dniu, to głównie Emiratki. Jak wiadomo, większość z nich nosi abaye, czyli czarne szaty zakrywające ubranie i włosy, nie mogą być widziane bez nakrycia przez mężczyzn. Bardzo ciekawa jest różnica między tymi dwoma imprezami. We wtorki przychodzą głównie zapaleńcy sportowi, przygotowujący się do maratonów, triatlonów itp. oraz turyści, w środy, jest to bardziej spotkanie koleżanek, jeżdżenie na rowerach, spacery, siedzenie na trawie. Jest to też kolejna atrakcja, dla tych z Was, którzy zamierzają się wybrać na tor F1.

GoYas

 

Train/GoYas zdjęcie z dubayblog

Za miesiąc już zaczyna się Formuła, ostatni wyścig, więc będzie się działo! Relację na pewno napiszę po :).

Niedawno też w polskim Elle ukazał się wywiad ze mną, przeczytać możecie go tutaj: http://www.elle.pl/lifestyle/artykul/pokoj-z-widokiem-na-sukces

Trzymajcie kciuki, żebym teraz wróciła do blogowania na nowo! :)

Pozdrawiam słonecznie!

Asia

Asia w BBC Good Food Middle East – artykuł

6 Apr

BBC Good Food

Ci z Was, którzy czytają mojego Fanpage’a na Facebooku widzieli już wczoraj zapowiedź tego wpisu. W kwietniowym BBC Good Food Middle East ukazał się artykuł o kuchni polskiej, do którego udzielałam wywiadu i gotowałam polskie dania. Odkąd przyjechałam do Dubaju i zobaczyłam na półce tę gazetę, marzyłam, żeby napisać dla nich artykuł lub żeby mój blog ukazał się na ostatniej stronie, gdzie promowani są blogerzy. Sądziłam, że będzie to niemożliwe, bo mimo wszystko mój blog jest w języku polskim i nie zamierzam tego zmieniać. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie, kiedy 3 tygodnie temu w mojej skrzynce mailowej zauważyłam wiadomość z zaproszeniem na wywiad i prośbą o przygotowanie trzech tradycyjnych polskich dań. Mieszkając w Dubaju zadanie było nieco utrudnione, bo nie mam tu niektórych istotnych składników, więc musiałam dostosować menu do panujących warunków. W wyborze pomogła mi moja niezawodna Mama, za co bardzo jej dziękuję.

Artykuł znajdziecie w poniższym linku, za miesiąc będzie również dostępny na stronie BBC Good Food ME. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Muszę przyznać, że miałam wielką tremę, bo jestem świadoma, że wpłynie on w jakiś sposób na postrzeganie Polski przez obcokrajowców mieszkających na Bliskim Wschodzie. Po drugie wiem, że z moimi spostrzeżeniami może nie zgodzić się część Polonii mieszkająca na Bliskim Wschodzie. Cieszę się jednak, że artykuł powstał, i że polska kuchnia została w jakiś sposób wypromowana.

Miłego czytania i czekam na Wasze wrażenia!

Asia

BBC Good Food Article

Nocne dubajskie niebezpieczeństwa

3 Apr

IMG_0430

Pustynia wygląda niepozornie

środek nocy, jestem pogrążona we śnie, dookoła cisza, tylko z budowy na dole dolatują ciche odgłosy pracy, do których już zdążyłam się przyzwyczaić. Nagle huk! Budzę się, słyszę mocne podmuchy wiatru, mocne, czegoś takiego jeszcze nie było! Patrzę za jedno okno, nic. Patrzę na balkon i wydaje mi się, że śnię. Widzę latające poduszki, jedna już prawie wypada, po chwili kolejny podmuch i nasza kanapa unosi się w powietrzu i zatrzymuje na balustradzie, chwiejąc się to w jedną to w drugą stronę. Budzę krzykiem O.! Co robimy??? O. chce wyjść łapać kanapę. W pierwszym momencie mówię, że nie ma takiej możliwości, bo coś mu się stanie. W drugim, ukazuje mi się przed oczami wizja jak nasza kanapa leci z 26 piętra i zabija kogoś, albo wlatuje naszym sąsiadom do mieszkania rozbijając okno – wybiegamy, żeby ją łapać! O. ją trzyma, ja zbieram poduszki, wynoszę kwiatki. Kolejny podmuch – kanapa znowu się unosi! Musimy ją jakoś zaklinować. Udało się. Patrzę w dół ulicy, widzę jak robotnicy walczą z plastikowymi “murkami”, odgradzających budowę od drogi, które latają bezwładnie.

Pomimo, że mieszkamy w jednym z najnowocześniejszych miast świata, natury nie da się przewidzieć. Mieszkamy na pustyni, która od czasu do czasu daje o sobie znać. Nadchodzi weekend burz piaskowych, mam nadzieję, że taki wiatr jak dzisiaj w nocy się nie powtórzy.

IMG_2182

W miejscu czerwonej strzałki, znajdowała się w nocy kanapa! Przerażające, co?!

IMG_2180

Tak balkon wygląda dzisiaj rano

Sri Lanka cz. 1

1 Apr

Sri Lanka i po Sri Lance. Tydzień minął niepostrzeżenie.

Wyjazd ten był prezentem urodzinowym z okazji 30tki O. Prezentem niespodzianką.

Dlaczego akurat to miejsce wybrałam? Jest blisko od Dubaju – 4 godziny lotu; wszyscy mówili, że jest niesamowicie piękna i jeszcze stosunkowo nieskażona przez turystów; jest w miarę tania, zielona, pyszne jedzenie, tuktuki i słonie. Liczyłam na wyjazd, który byłby na miarę zeszłorocznej Indonezji, a konkretnie Bali. No i nie zawiodłam się. Co prawda, chyba wciąż wolę Bali, szczególnie część wschodnią – Alampurę, w której spędziliśmy większość naszego wyjazdu, ale Sri Lanka ma duży potencjał i na pewno jeszcze tam wrócimy. W końcu odległość jest taka, że możemy się tam wybrać na przedłużony weekend. Bilety bardzo tanie, na miejscu ceny nie za wysokie (ale wyższe niż w Indonezji), nocleg można znaleźć na miejscu, albo przez kierowcę.

Nie mieliśmy za dużo czasu, więc tym razem zaliczyliśmy największe atrakcje w 3 dni, a pozostałe 3 spędziliśmy wylegując się na plaży w Unawatuna.

Nasza wycieczka wyglądała tak: wylądowaliśmy w Colombo, skąd pojechaliśmy do Negombo na śniadanie w Pancake house, fajna knajpka z pysznymi naleśnikami, poza może jedną propozycją, którą zamówili O. z kolegą – naleśniki z boczkiem i miodem (ohyda). Stamtąd wyruszyliśmy do Sigiriya, gdzie znajduje się Lwia Skała, czyli ogromna skała, która stanowi ruiny starożytnego pałacu i twierdzy. Wyjście na górę jest bardzo strome i męczące, ale podobno widok zapierający dech w piersiach. My, tym razem, się nie wybraliśmy, bo byliśmy po locie i ponad 24 godzinach bez snu. W Sigiriya mieszkaliśmy w bungalowach w środku dżungli, właściciel mówił, że codziennie przechodzą tamtędy słonie do wodopoju, ale do słoni jeszcze wrócę.

Następnego dnia pojechaliśmy do Kandy, miasteczka znanego ze świątyni Zęba – Dalada Miligawa. Skąd nazwa? Znajduje się w niej relikwia – ząb Buddy. Raz do roku jest wystawiana na widok publiczny i przybywają pielgrzymki wiernych z całej wyspy. Idąc do świątyni, trzeba się odpowiednio ubrać. Panowie w krótkich spodenkach i podkoszulkach nie będą mieli problemów. Kobiety muszą mieć zakryte nogi i ramiona, niestety nie wypożyczają sari na miejscu, ale można kupić w sklepie obok świątyni, co też zrobiłam.

I ciekawostka, w Kandy niedawno zamknięto więzienie, które mieściło się w centrum miasta i otwarto je dla publiczności. Oczywiście nie mogliśmy przegapić takiej okazji! Myślałam, że będziemy osamotnieni, bo był środek tygodnia, godzina ok. 10 rano, ale nie na Sri Lance. Tłumy rodzin, dzieci, kobiet, mężczyzn, pielgrzymki chcące zobaczyć jak od wewnątrz wygląda to, do niedawna, drugie największe w kraju więzienie o podwyższonym rygorze. Weszliśmy, żeby zobaczyć cele, w jednej  z nich był ołtarzyk Buddy.

Następnego dnia pojechaliśmy na południe i zobaczyliśmy plantację herbaty. Plantacji, jak pewnie się spodziewacie, jest na Sri Lance bardzo dużo, ta którą my zwiedzaliśmy nazywa się Blue Field, została otwarta ponad 100 lat temu. W środku fabryki można zobaczyć stare piece i kobiety (widziałam tylko jednego mężczyznę), które pracują codziennie po 14 godzin, za marne pieniądze zbierając, mieląc itp. herbatę. Zwiedzanie fabryki jest darmowe, ale oczywiście pod koniec dobrze jest dać przewodniczce jakąś niedużą kwotę za oprowadzanie.

Po zwiedzeniu plantacji, wsiedliśmy w pociąg i pojechaliśmy w stronę Yala, ale o podróży pociągiem i o Parku Yala będzie w następnym wpisie.

A.

 Małpa, Sigiriya

Małpa przed Lwią Skałą

 Lwia Skała, Sigiriya

Lwia Skała, Sigiriya

sprzedawca lotusu

Sprzedawca lotosów przed świątynią Zęba w Kendy

Świątynia Zęba

Świątynia Zęba, Kendy

Świątynia Zęba, Kendy

Dziecko z kwiatem lotosu, Świątynia Zęba, Kendy

Świątynia Zęba

Modlitwy, Świątynia Zęba, Kendy

Świątynia Zęba

Świątynia Zęba, Kendy

Kolejka, więzienie Kendy

Kolejka do wejścia do więzienia, Kendy

Więzienie, Kendy

Sala do pracy, więzienie, Kendy

Cela z Buddą

Cela z Buddą, więzienie Kendy

Panowie na pace

Panowie na pace, ulica w Kendy

liście herbaty

Liście herbaty

Przewodnik

Nasza Pani Przewodnik, fabryka herbaty

Nadchodzą zmiany, czyli trochę o wizach dla Polaków jadących do Emiratów

12 Mar

Jak niektórzy z Was widzieli ostatnio na moim Fanpage’u, nadchodzą zmiany dla nas, Polaków. Zmiany na lepsze.

Wiza

Od 22 marca zmienia się system wizowy i od tego momentu turysta wybierający się tutaj na wakacje będzie otrzymywał tzw. visa on arrival, czyli pieczątkę w paszporcie przy wjeździe do kraju. Dotychczas, system wizowy wyglądał tak, że każdy, kto przylatywał musiał załatwić taką wizę ok. 2 tygodnie wcześniej i wiązało się to z opłatą ok. 400 PLN od osoby. Biorąc pod uwagę, że bilety lotnicze nie są tanie, to jeszcze taki wydatek był dość duży.

Skąd ta zmiana? Obywatele Zjednoczonych Emiratów dogadali się z Unią Europejską i nie będą już potrzebowali wiz przyjeżdżając do krajów, wchodzących w skład Schengen. W zamian za to my, oraz pozostałe kraje “Nowej Unii Europejskiej” dostaliśmy przywilej, którym kraje “Starej Unii” cieszą się już od dawna.

Jak długo ważna będzie nowa wiza?

Wiza turystyczna będzie, tak jak dotąd, ważna 30 dni i za jej przedłużenie trzeba będzie dodatkowo zapłacić, ile? Tego jeszcze nie wiem, ale dam znać jak się dowiem.

Czy ta wiza pozwoli na pracę w Emiratach?

Nie. Nadal chcąc pracować w Emiratach trzeba być rezydentem i wtedy firma jest naszym sponsorem. Można też założyć własną firmę, co wiąże się z dużym wydatkiem i często potrzebny jest do tego lokalny partner. Jeśli macie tutaj kogoś z rodziny, to ta osoba może Was sponsorować, czyli zapłacić za Waszą wizę (ok. 7000 PLN) i wtedy możecie już na miejscu szukać pracy.

Czy da się mieszkać w Emiratach mając tylko wizę turystyczną?

Nie da się, ponieważ bez wizy nic się nie da załatwić. Nie wynajmiecie mieszkania, nie założycie konta, nie dostaniecie ID. Poza tym, bez wizy nie możecie pracować, a życie w Emiratach jest bardzo drogie, więc musicie przylecieć z workiem pieniędzy.

No i na koniec informacja, o którą wielu z Was pytało już wcześniej, czy będzie można wjechać do Omanu? Tak! Wcześniejsza wiza do Emiratów była tylko jednokrotnego wjazdu, co oznaczało, że wizyta w Omanie nie była możliwa, bo trzeba by było załatwiać nową. W Omanie również działa system wizy wjazdowej dla Polaków, a więc wizyta w Musandam, czy w Muskacie będzie już możliwa.

Pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia w Emiratach! :)