Archive | 2. Przepisy i porady RSS feed for this section

Dubajskie burgery śniadaniowe :)

16 Aug

Burgery opanowały ostatnio Polskę, przynajmniej z tego, co donoszą znajomi blogerzy :). Ta moda dotarła najwyraźniej również do Emiratów. W piekarni, pod moim domem w Dubaju, od niedawna zaczęto wypiekać bułki burgerowe, co zainspirowało mnie do zrobienia burgerów śniadaniowych. Są przepyszne, proste, a do tego świetnie wyglądają i sprawiają, że weekendowe śniadanie staje się ucztą, czyli tak jak lubimy. Do tego nie są niezdrowe, bo do środka wkładamy warzywa, jajko i plasterek szynki dla mięsożerców.

burgery

Składniki dla 2 osób

2 bułki burgerowe

Kremowy serek do smarowania, a dla wegan – dojrzałe awokado

Szynka

Pomidory koktajlowe

Szpinak lub sałata

Szparagi podsmażone na oliwie z czosnkiem

2 jajka sadzone

Do picia – kawa i świeżo wyciskany sok pomarańczowy.

Smacznego i miłego  długiego weekendu!

burgery 2

Trzy przepisy: fantazyjne ziemniaki, frytki marchewkowe i prosta pieczona ryba.

10 Aug

Miał być wpis o Iftarze i o końcu Ramadanu, ale postanowiłam go zostawić na później. Po tym, jak wczoraj na mojego Fanpage’a wrzuciłam zdjęcie pieczonej rybki, wszyscy zapragnęliście przepisu, a więc bardzo proszę :). Zanim jednak przejdę do samego przepisu, napiszę trochę o rybach.

rybka

Ci, którzy czytają mojego bloga na bieżąco wiedzą, że ryby lubię, ale tylko gdy są świeże, dlatego w Dubaju się nimi zajadam. Od niedawna zaczęłam zwracać też uwagę na coś innego, a to za sprawą Slow Foodu, organizacji, której convivium, wraz ze znajomą, założyłyśmy w Emiratach (o czym możecie przeczytać tutaj). Oprócz tego, że ryba musi być świeża, zaczęłam też zwracać uwagę na to, czy należy do gatunku zagrożonego. W Emiratach, kraju pustynnym, nie za dużo jest owoców, czy warzyw, które można uznać za lokalne. Są natomiast ryby, które odławia się tutaj na potęgę. Hammour, najbardziej popularna i lubiana, w tym momencie jest na liście gatunków zagrożonych, pomimo to jest serwowana w restauracjach, a na targu rybnym stanowi ok. 40%  (jeśli nie więcej) wszystkich sprzedawanych ryb.

Można powiedzieć, że będąc w sklepie, czy na targu, czy w restauracji nic już nie możemy zrobić, bo przecież ta ryba i tak została złowiona, więc nie ma znaczenia, czy ją kupimy, czy nie. Otóż ma to wielkie znaczenie. To my jesteśmy konsumentami i my dyktujemy sprzedawcom, co chcemy kupować. Jeśli nie zgadzacie się na wspieranie GMO, nie kupujcie produktów GMO, jeśli nie chcecie jeść nafaszerowanych antybiotykami kurczaków, zapłaćcie nieco więcej i kupcie te ze znanego źródła. Sklepy sprzedają nam to, co chcemy kupować.

Wybór należy do NAS.

Gatunki ryb zagrożonych znajdziecie na stronach takich jak:

http://www.wwfpl.panda.org

http://www.greenpeace.org

http://www.msc.org

Ryby

hammoury na targu rybnym w Dubaju

A teraz przepis :)

Składniki dla 2 osób

– 2 filety z białej ryby (lub ryby w całości, wypatroszone)

– 8 marchewek (3 z nich pokrojone metodą julienne, czyli w wąskie słupki, pozostałe kroimy w grubsze kawałki, na frytki)

– 1/2 dużego pora, pokrojonego w wąskie słupki

– świeże liście pietruszki

– świeże liście bazylii (opcjonalnie, ale dodają ciekawego aromatu)

– cytryna do polania

– 4 ziemniaki

– 2 łyżki masła

– oliwa z oliwek

– sól i pieprz

Ziemniaki

Zaczynamy od ziemniaków, bo one wymagają najdłuższego pieczenia. Myjemy je dokładnie, nie obierając skórki i nacinamy tak jak na zdjęciu. Kładziemy na folii aluminiowej, polewamy oliwą z oliwek i posypujemy solą. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy przez 20 minut.

W międzyczasie przygotowujemy rybę i marchewkowe frytki.

7 marchewek kroimy w grubsze słupki, kładziemy na folii, polewamy oliwą z oliwek, solimy i odkładamy na bok, to będą nasze frytki.

Wyjmujemy dwa osobne kawałki folii i układamy na nich umytą rybę. Wrzucamy na nią warzywa: marchewkę, pora, pietruszkę, bazylię oraz łyżkę masła. Całość posypujemy solą i pieprzem dla smaku i zawijamy dokładnie w folię.

Temperaturę w piekarniku zmniejszamy do 180 stopni, zostawiamy w nim ziemniaki, wkładamy marchewki i rybę i pieczemy przez 25-30 minut.

Wyjmujemy z piekarnika i układamy na talerzu, tak jak poniżej.

Zajadamy ze smakiem! :)

Smacznego!

rybka

Ciasto z orzeszków ziemnych i czekolady

19 Jul

Dziwna sprawa, podczas kiedy w Polsce zaczyna się lato, wszyscy zajadają się czereśniami, borówkami, truskawkami, w Emiratach zaczyna się Ramadan, upały i nie ma żadnych ciekawych owoców. Oczywiście można kupić amerykańskie, naładowane chemią, które przetrwają nawet rok w lodówce, ale kto chciałby się tak truć!? Dlatego też ostatnio sięgnęłam po przepis z najnowszego magazynu Gourmet i wypróbowałam marokańskie ciasto Rokhama. Składa się z czekolady i orzechów ziemnych. Jest obłędnie słodkie, chociaż nie ma w nim ani grama cukru (nie licząc tego zawartego w białej czekoladzie).


ciasto orzechowe

Składniki:

  • 500 g orzeszków ziemnych
  • 1 łyżka ekstraktu z wanilii
  • pół szklanki miodu
  • 400 g roztopionej gorzkiej czekolady
  • 100 g roztopionej białej czekolady

Orzeszki prażymy na niewielkiej ilości oleju, aż będą lekko brązowe. Zdejmujemy z ognia i zostawiamy do ostygnięcia.

Następnie wrzucamy je do blendera i mielimy, aż powstanie konsystencja proszku. Dodajemy miód i ekstrakt z wanilii i mieszamy dokładnie.

Wyjmujemy prostokątną formę i wykładamy ją papierem do pieczenia, układamy na niej masę orzechową i polewamy gorzką czekoladą. Wkładamy na min. 15 minut do zamrażarki, żeby czekolada stwardniała. Wyjmujemy, obracamy i wylewamy drugą część gorzkiej czekolady, zdobimy w dowolny sposób białą czekoladą i wstawiamy do zamrażarki na kolejne min. 15 minut.

Smacznego!

 ciasto orzechowe

Mąż gotuje: Tosty francuskie z limonkowym mascarpone i puree malinowym

6 Jul

Rany, ale dawno mnie tu nie było. Muszę przyznać, że ostatnio jestem strasznie zajęta, ale obiecuję się już poprawić. W przyszłym tygodniu zaczyna się Ramadan, więc wszyscy trochę zwolnią, a czas stanie w miejscu. Tymczasem ostatni weekend przed Ramadanem, więc wykorzystujemy go do granic możliwości i najadamy się pysznościami. Ten przepis, to dzieło O. Deser BARDZO wysokokaloryczny, niezbyt słodki dzięki kwaśnym limonkom i malinom. Znika z talerza w dwie minuty i chce się jeszcze. Drogie Panie, namówcie swoich Panów, żeby Wam coś takiego przygotowali :).

Tosty francuskie

Składniki:

  • pieczywo tostowe
  • maliny (ilość wg. uznania)
  • 1 łyżka cukru brązowego
  • 1 paczka mascarpone
  • sok z limonki + starta skórka
  • 2 jajka
  • 1 szklanka mleka
  • 1 łyżka masła do smażenia

Mleko mieszamy z jajkiem, moczymy w nim pieczywo tostowe z jednej i z drugiej strony i posypujemy brązowym cukrem. Smażymy na maśle, aż się zarumienią. W międzyczasie przygotowujemy mascaropone, dodajemy do niego 1 łyżkę brązowego cukru, sok z limonki i startą skórkę, a maliny rozgniatamy widelcem.

Podajemy ciepłe tosty polane mascarpone i puree malinowym.

Smacznego!

Tosty francuskie

Pasterska Jagnięcina z Basilicaty

11 Jun

Uwielbiam książki z serii “Culinaria”, wspominałam już o tym kiedyś przy okazji przepisu na zupę Sop ayam. Uwielbiam je nie tylko ze względu na wspaniałe przepisy, ale przede wszystkim za opisy regionów, przysmaków jakie tam występują, czy przyborów kuchennych jakich ludzie tam używają itp. Zdecydowanie najbardziej lubię tom poświęcony kuchni włoskiej, zajmuje ona szczególne miejsce w moim kulinarnym sercu i na pewno nie jestem w tym osamotniona. Włochy to jeden z moich ulubionych krajów i obiecałam sobie, że emeryturę spędzę w domku w Toskanii, codziennie pijąc wino z własnej winnicy :). Póki co, muszę zadowolić się winem z Duty Free, ale za to mogę do woli gotować włoskie wspaniałości, z których jeden Wam dzisiaj przedstawiam. Jest to przepis na jagnięcinę, której w Dubaju jest pod dostatkiem, w przeciwieństwie do wieprzowiny ;). Pochodzi z części Włoch – Basilicata – która znajduje się na śródstopiu włoskiego buta. Południe i centralna część kraju są znane z hodowli owiec i tym samym z wspaniałego mięsa, ale również mleka i lubianego sera pecorino.

jagnięcina

Składniki

  • 800 g jagnięciny
  • 500 g ziemniaków
  • 300 g pomidorków przekrojonych na pół lub drobno pokrojonych dużych pomidorów
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • 2 łyżki drobno pokrojonej pietruszki
  • 1 gałązka rozmarynu
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1 drobo pokrojona cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • sól i pieprz
  • 50 g utartego pecorino

Jagnięcinę kroimy w kawałki. Obieramy ziemniaki, kroimy je w plastry lub kostkę i umieszczamy w naczyniu żaroodpornym wraz z jagnięciną. Pokrojone pomidory umieszczamy w misce wraz z oliwą, ziołami, cebulą i pokrojonym czosnkiem. Posypujemy solą i pieprzem i polewamy ziemniaki i mięso. Posypujemy utartym pecorino i zakrywamy folią aluminiową. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni i pieczemy przez ok. 2 godziny.

Smacznego!

jagnięcina

Kalafior w wersji arabskiej – zakochacie się!

24 May

W środę zostałam zaproszona na spotkanie z autorką kasiążki “When Suzanne Cooks”, Suzanne Husseini. Suzanne pochodzi z Palestyny, ale całe swoje życie spędziła w Kanadzie, a teraz mieszka w Dubaju, gdzie stała się kulinarną celebrytką. Muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem, kiedy z widowni słyszałam parę razy komentarze kobiet arabskich, że książkę już mają i wypróbowały wszystkich przepisów.

Suzanne w swojej książce prezentuje potrawy szeroko pojętej kuchni arabskiej, z tym, że nieco je urozmaica i dodaje zawsze coś od siebie. Przemienia również dania innych kuchni na arabskie, dodając np. typowe dla regionu warzywa, czy owoce.

Podczas spotkania ugotowała 5 dań, spośród których to, które zaraz Wam przedstawię, wywarło na mnie największe wrażenie. Kalafior jest wg. mnie dość trudnym warzywem. W Polsce serwowany jest głównie ugotowany i posypany bułką tartą z masłem. Nigdy za nim nie przepadałam, bo faktycznie, bułka tarta była pyszna, ale samo warzywo – fuj! Tutaj jednak został zaprezentowany w zupełnie innej formie – pieczony w piekarniku, a do tego podany z sosem na bazie sezamowego tahini. Cudownie chrupiący, z orientalną nutką. Rewelacja!

Kalafior

Składniki

  • 1 kalafior (spory)
  • 1/4 szklanki oliwy

Sos

  • sok z dwóch cytryn
  • skórka+sok z pomarańczy
  • 1 szklanka wody
  • 3/4 szklanki tahini
  • sól
  • 3 łyżki oliwy (u mnie olej słonecznikowy)
  • 2 ząbki czosnku -zgniecione
  • 2 średnie cebule, pokrojone na cieniutkie plasterki
  • do ozdoby: orzechy pini/płatki migdałów (podsmażone na patelni/podpieczone w piekarniku), granat

Piekarnik: 220 stopni
Kalafiora kroimy na 4 grube plastry (chyba, że będzie mniejszy to na 3). Układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. polewamy oliwą z oliwek i posypujemy solą. Pieczemy aż będzie lekko brązowy i chrupiący, czyli ok. 20 minut. W połowie pieczenia przewracamy na drugą stronę.
Sos: mieszamy w miseczce sok z cytryny, pomarańczy+skórkę z pomarańczy, wodę i tahini. Może Wam się wydawać, że jest za rzadki, ale zostawcie go, po chwili zgęstnieje.

Na patelni podgrzewamy oliwę, wrzucamy na nią cebulę a następnie czosnek i smażymy, aż będą miękkie i lekko brązowe, dodajemy sos i doprowadzamy do wrzenia. Mieszamy, żeby sos się nie przypalił. Kiedy smaki się wymieszają, a sos zgęstnieje, zdejmujemy z ognia i doprawiamy w razie potrzeby.
Podajemy kalafora polanego sosem, posypanego prażonymi orzechami pini/płatkami migdałów, granatem, odrobiną skórki pomarańczowej. Może być serwowany zarówno na zimno, jak i na ciepło.

Smacznego!

Kalafior

Kuchnia egipska – Molokhia/Muluhija najzdrowsza zupa na świecie!

21 May

Mulukhiyah, mloukhiya, molohiya, mulukhiyya, malukhiyah lub moroheiya – tyle nazw na określenie jednej zupy.

Molokhia

Niedawno przygotowywałam prezentację o kuchni egipskiej. Tak naprawdę na początku nic o niej nie wiedziałam, jak z resztą, podejrzewam, większość osób. Egipt kojarzy się z tanimi wakacjami all-inclusive, bufetami wypełnionymi po brzegi różnościami i bakhlavą. Tymczasem kuchnia tego kraju jest bardzo ciekawa, szczególnie dla wegetarian, oraz bardzo zdrowa.

Roślina – Molokhia zainteresowała mnie, ponieważ jest bogactwem witamin (ponad 32), magnezu, potasu i wapnia. Szpinak może się schować ze wstydu! Ponadto, ma właściwości afrodyzjaku, dlatego jeden z dawnych władców Egiptu zabronił jej spożywania. Na szczęście te czasy już minęły i teraz możemy cieszyć się jej smakiem.

Zazwyczaj podawana z ryżem, niektórzy nawet twierdzą, że jest to bardziej danie ryżowe niż zupa. Inni mówią, że ryż może być dodatkiem, ale nie jest konieczny. Tyle wersji, ile osób. Do tego można dodać ugotowanego kurczaka.

To co jest zdecydowanie najgorsze w tej zupie, to jej konsystencja. Liście molokhii podczas gotowania robią się śliskie, więc ciągnie się, kiedy nabieramy ją łyżką. Do tego jest totalnie niefotogeniczna! Musiałam się bardzo namęczyć, żeby jakoś ładnie wyszła na zdjęciach, mam nadzieję, że docenicie ;). Na szczęście smak i jej właściwości wynagradzają obrzydliwą, dla niektórych, konsystencję i niezbyt atrakcyjny wygląd.

Ach! No i najważniejsze! Koniecznie powinna być podana z dużą ilością cytryny. Cytryna i molokhia bardzo się lubią i żyć bez siebie nie mogą, a doznania smakowe będą o niebo lepsze!

Molokhia

Składniki

  • litr rosołu (ja robię z przepisu z Kwestii Smaku, tylko cebulę wcześniej zapiekam w piekarniku, żeby była aromatyczna, sztucznym kostkom rosołowym mówimy – NIE!)
  • 1 opakowanie  mrożonych liści molokhii
  • 2 łyżki drobno pokrojonego czosnku
  • 2 łyżki drobno pokrojonej świeżej kolendry
  • 1 łyżka masła

Zaczynamy od rosołu. W międzyczasie rozmrażamy molokhię, podobno można kupić też suszoną, ja użyłam świeżej, bo akurat udało mi się znaleźć. Molokhia mrożona jest już zazwyczaj poszatkowana, więc nie trzeba jej dodatkowo kroić, ale jeśli macie suszoną lub świeżą, to polecam użycie blendera.

Z rosołu wyjmujemy warzywa i kurczaka. Na patelni topimy masło i podsmażamy połowę czosnku (jedną łyżkę) i kolendrę, aż nabiorą lekko brązowego koloru. Do rosołu dodajemy molokhię, czosnek, chwilę podgotowujemy (jeśli rosół był zimny, to do momentu, aż zrobi się gorący) i na końcu wlewamy podsmażoną kolendrę z czosnkiem i jeszcze chwilę podgotowujemy.

Serwujemy z dużą ilością ryżu i kurczakiem lub bez, może też być z mniejszą ilością ryżu. Wyciskamy cytrynę do środka i zajadamy te witaminy!

Smacznego!

P.S. Jedna z moich Czytelniczek – Lula – doniosła, że w Polsce można kupić suszoną molokhię w sklepach arabskich, sądzę, że znajdziecie ją też w Kuchniach Świata.

Molokhia

Brioszki z wodą różaną, dżemem daktylowym i kokosem

11 May

Brioszki

Nie zaskoczę Was mówiąc, że brioszki kojarzą mi się z Francją. Moje uwielbienie do nich nie bierze się jednak stąd, że są jednym z typowych francuskich przysmaków. Kiedy mieszkałam przez pół roku we Francji, praktycznie codziennie jadłam je na śniadanie. Biegnąc spóźniona na zajęcia, kupowałam jeszcze ciepłą brioszkę w piekarni, która stała na przeciwko przystanku i następnie wpadałam z nią do tramwaju. Był to też jeden z naszych przysmaków, kiedy wracając nad ranem z imprezy dopadała nas ochota na coś do jedzenia.

Brioszki

Spróbowałam zrobić je sama. Co prawda brioszki, które kupowałam we Francji posypane były tylko ziarenkami cukrowymi, ja do moich dodałam dżem, wiórki kokosowe, a do ciasta dodałam wodę różaną, żeby nadać ładnego aromatu. Nie chciałam odtwarzać smaku moich franuskich wspomnień, ale muszę przyznać, że wyszły bardzo udane.

Przepis na ciasto znalazłam na blogu Kwestii Smaku, który znajdziecie tutaj.

Składniki, których będziemy potrzebować to:

  •  370 g mąki pszennej tortowej
  •  50 g drobnego cukru
  •  50 g świeżych drożdży/ ja użyłam 11 g suszonych
  •  1 łyżeczka soli
  •  100 ml ciepłego mleka
  •  3 jajka
  •  170 g miękkiego masła
  • 2 łyżki wody różanej
  • dżem daktylowy
  • wiórki kokosowe

Zaczynamy od drożdży: mieszamy je z ciepłym mlekiem, 1 łyżką mąki i 1 łyżkeczką cukru, odstawiamy na 15 minut, aż zaczną pojawiać się bąbelki. Do dużej miski wsypujemy mąkę, cukier, sól, wbijamy jajka i dodajemy drożdże. Mieszamy przez 5 minut robotem kuchennym (u mnie KitchenAid). Następnie dodajemy masło i mieszamy przez kolejne 5 minut. Odkładamy ciasto na godzinę do wyrośnięcia. Następnie dodajemy wodę różaną, mieszamy całość ręką i dzielimy ciasto na wg. Kwestii Smaku 12 części, ja zrobiłam 8 większych. Tworzymy kulki, do środka których wkładamy dżem daktylowy i wiórki kokosowe. Układamy jedną obok drugiej na blaszce posmarowanej masłem i wyłożonej papierem do pieczenia. Odkładamy na pół godziny do wyrośnięcia, a następnie wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy przez 30 minut.

Polecam zjedzenie jeszcze ciepłych! Są najlepsze i wcale nie boli brzuch!

Trzymamy je przykryte ściereczką, takim sposobem przetrwają nawet 3 dni.

Smacznego!

A.

Brioszki

Chleb bananowy z mąki ryżowej

25 Apr

Chleby bananowe to moja specjalność. Odkąd rok temu zaczęłam z nimi eksperymentować, nie mogę przestać i ciągle wynajduję nowe sposoby, żeby sprawić by były jeszcze zdrowsze i jeszcze smaczniejsze. (wcześniejsze przepisy znajdziecie tu, tu, tu i tu)

Chleb bananowy z mąką ryżową

Ostatnio często korzystam z mąki ryżowej, do smażenia kalmarów na przykład jest idealna.

Problem z nią jest taki, że niekoniecznie nadaje się do ciast. Mąka ryżowa ma właściwości rozklejające, a więc przy złych proporcjach ciasto nie będzie się trzymać. Pamiętam jak raz zrobiłam naleśniki ryżowe, które się całe łamały.

Niektórzy radzą sobie z tym problemem w taki sposób, że dodają np. maślankę. Ja dodałam więcej bananów. Zamiast standardowych trzech, użyłam sześciu.

Uwaga, ta wersja chleba bananowego jest prawie w ogóle niesłodka. Cała słodycz jest zawarta w bananach i miodzie. Jak dla mnie rewelacja, ale tym, którzy wolą bardzo słodką opcję, polecałabym dodanie albo cukru, albo na przykład daktyli.

Składniki, które będą potrzebne to:

  • 260 g mąki ryżowej
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 0,5 łyżeczki gałki muszkatułowej
  • 4 łyżki wiórków kokosowych
  • migdały i nerkowce pokrojone
  • 3 łyżki miodu
  • 6 bananów
  • 2 jajka
  • 120 ml oleju kokosowego

Białka ubijamy na sztywno. W osobnej misce mieszamy mąkę z proszkiem do pieczenia, sodą oczyszczoną, solą, cynamonem, gałką muszkatułową, wiórkami kokosowymi, migdałami i drobno pokrojonymi nerkowcami. Do białek dodajemy żółtka, miód, banany, olej kokosowy i wszystko ze sobą mieszamy. Do mieszanki bananowej dodajemy suche składniki i mieszamy dokładnie.

Przelewamy całość do nasmarowanej odrobiną oleju foremki i pieczemy ok. 40 minut (lub do suchego patyczka) w 180 stopniach.

Smacznego!

chleb bananowy z mąki ryżowej

Sop ayam – malezyjska zupa na randkę (rozbieraną ;) )

12 Apr

Parę lat temu, kiedy w miejscu Stadionu Narodowego stał Stadion Dziesięciolecia, a przy nim bazar, wybraliśmy się tam ze znajomymi, żeby znaleźć Małe Hanoi nazywane też VietTown. Była to niewielka “uliczka”, wyglądająca jak żywcem wyjęta z Wietnamu lub Tajlandii, na której w małych klitkach sprzedawano jedzenie dla handlarzy (głównie Wietnamczyków). Na samym początku stołowali się tam wyłącznie handlarze, z czasem zaczęli przychodzić i snobować się Warszawiacy. Poza rewelacyjną atmosferą, było też fantastyczne azjatyckie jedzenie, m.in. Zupa Pho, którą teraz można dostać na ulicy Chmielnej i tym podobne smakołyki. Oprócz tego niewielki sklep z azjatyckimi przyprawami, makaronami, ryżami i warzywami.

Był to pierwszy raz kiedy jadłam prawdziwie azjatycką zupę. Za zupami, jak już wiecie, nie przepadam, ale znajomi mnie namawiali, więc się skusiłam.

W zupie Pho zakochałam się od razu. Tysiące smaków, zapachów, które rozgrzewają i zachęcają nas do dalszego próbowania.

Stadionu X-lecia już nie ma, a wraz z nim bazaru, na szczęście pozostało wspomnienie i moja miłość do azjatyckich zup.

Niedawno kupiłam książkę Culinaria East Asia z cyklu Culinaria wydawnictwa Ullmann, jeśli jeszcze nie macie żadnej pozycji z tej kolekcji, to biegnijcie szybko do księgarni! Znalazłam w niej przepis na zupę Sop ayam, zupę z kurczakiem. Wyszła fantastyczna! Przenikające się smaki rozgrzewającego imbiru,  orzeźwiającej kolendry i trawy cytrynowej, chlapiący makaron!

P.S. Ta zupa nie nadaje się na randkę, bo szybko będziecie cali brudni ;) (no chyba, że na randkę rozbieraną).

Sop ayam

No to do dzieła!

Potrzebujemy do niej:

  • 2 piersi z kurczaka
  • 3 łyżki oleju
  • 1 małą cebulę pokrojoną w krążki
  • 1 laskę cynamonu
  • 4 ziarna kardamonu
  • 4 ząbki czosnku
  • 1 1/4 l wody
  • 2 gałązki trawy cytrynowej (dolną część, lekko rozgniecioną w moździerzu)
  • makaron ryżowy
  • 2 ziemniaki (ja nie dodałam, ale jest w przepisie)

marynata do kurczaka:

  • 1 kawałek (5 mm) imbiru
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 mała garść kolendry
  • 1/2 łyżeczki kminku
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 1/2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
  • 1/2 szklanki wody

do posypania:

  • 3 szalotki pokrojone w krążki i podsmażone na oleju
  • drobno pokrojona cebula dymka
  • kolendra do posypania wg. uznania

Zaczynamy od marynaty. W moździerzu rozgniatamy imbir wraz z czosnkiem. Dodajemy kolendrę, kminek, kurkumę, pieprz i wodę i mieszamy dokładnie i polewamy marynatą kurczaka. Odkładamy na 15 minut do lodówki.

Podgrzewamy olej i podsmażamy krążki cebuli, laskę cynamonu, kardamon i ząbki czosnku. Kiedy cebula zacznie brązowieć, dodajemy kurczaka i podsmażamy krótko, aż zacznie się unosić się przyjemny zapach. Dodajemy trawę cytrynową i zalewamy wodą. Doprowadzamy zupę do wrzenia i zmniejszamy ogień. Gotujemy do momentu, aż kurczak będzie gotowy w środku. Wyjmujemy kurczaka, odstawiamy go na bok, żeby ostygł, a następnie kroimy. Do zupy wrzucamy makaron, zwiększamy ogień, żeby woda się zagotowała i gotujemy wg. instrukcji.

Serwujemy z kawałakami kurczaka, ugotowanymi ziemniakami, posypujemy podsmażoną cebulką, świeżą kolendrą i drobno pokrojoną dymką.

SMACZNEGO!

UWAGI

* ja dodałam trochę soli i łyżeczkę pieprzu cayenne dla wzmocnienia smaku, możecie zrobić podobnie;

** zjedzcie od razu całą zupę, lub wyjmijcie z niej makaron, bo w przeciwnym razie cała zupa w niego wsiąknie.

Sop ayam