Ramadan w Dubaju

26 Jul

Ramadan Kareem

***Będąc w krajach muzułmańskich w okresie Ramadanu, wszędzie będziecie widzieć napis “Ramadan Kareem”, jest to pozdrowienie, którym witają i żegnają się wszyscy w tym czasie. “Kareem” oznacza “Hojny”, podczas Świętego Miesiąca oprócz poszczenia, każdy ma obowiązek pomagać, dlatego organizowane są imprezy charytatywne i zbiórki dla najbiedniejszych.***

No i po wielu tygodniach wyczekiwania nadszedł Ramadan. Nie mogłam się go doczekać, bo zawsze to jakieś nowe doświadczenie. Wszyscy mówili i ostrzegali “Na co Ty się tak cieszysz!? Przecież w Ramadanie nic się nie dzieje!”, “Ramadan to najgorszy okres w Dubaju”, itp. itd. Nie słuchałam i dalej nie mogłam się doczekać. W końcu zaczęło się. Pierwszego dnia byłam bardzo szczęśliwa. Trzeciego już nie mogłam się doczekać aż się skończy, dlaczego? Zacznijmy od początku.

Ramadan to największe święto muzułmańskie. Trwa miesiąc i co roku wypada w innym czasie, ponieważ jest wyznaczany według faz księżyca. Wg. kalendarza arabskiego wypada w 9 miesiącu. Przez cały jego okres wyznawcy poszczą od świtu do zmierzchu i w tym czasie nie mogą spożywać żadnych pokarmów, ani przyjmować napojów, nie można też palić papierosów. Post przerywa się po zachodzie słońca, po modlitwie, i wtedy, tradycyjnie, rodziny zasiadają do wspólnej kolacji – Iftar. Na początek serwowane są daktyle, które dzięki swoim właściwościom wpływają na lepsze trawienie i później można już jeść do woli. Wpis o Iftarze już niebawem.

W Dubaju oprócz zakazu jedzenia i picia dochodzi jeszcze kilka innych. Należy się odpowiednio ubierać, to znaczy, ramiona i dekolt powinny być zasłonięte. Oczywiście część osób tego nie przestrzega i jeszcze nie widziałam, żeby ktokolwiek został za to ukarany. Nie można słuchać głośnej muzyki ani w czasie postu, ani wieczorem, dlatego w tym czasie nie wybierzecie się na żadne ciekawe imprezy.

ramadan

***Kupując jedzenie lub nawet kawę czy wodę, na wynos z restauracji, dostaniecie opakowanie z taką właśnie naklejką***

W ciągu dnia wszystkie restauracje są zamknięte, a jeśli nawet są otwarte, to można tylko kupić jedzenie na wynos, więc nie usiądziecie. Jeśli chodzi o jedzenie, to nie można jeść nawet we własnym samochodzie, chyba że ukryjecie się pod siedzeniem ;). Ostatnio dwa razy byłam świadkiem, jak w sklepie ktoś próbował napić się wody i jedna osoba dostała ostrzeżenie od ochroniarza, a druga oberwała w twarz od stojącej obok kobiety, także lepiej uważać. Kary za nieprzestrzeganie zasad to 2000-2500 AED (ok. 2000 zł) lub 1-2 lat więzienia. Do 20:00 nie napijecie się też alkoholu, bo sprzedaż zaczyna się dopiero po zakończeniu Iftaru.

ramadan2

***Restauracje i kawiarnie z zewnątrz wyglądają na zamknięte, w środku jednak można kupić jedzenie na wynos***

Jednak Ramadan nie jest aż taki straszny jak mogłoby się wydawać. Część firm skraca godziny pracy i nawet osoby, które nie poszczą kończą dwie godziny wcześniej (czyli ok. 15).

Sami Muzułmanie lubią ten okres. Rozmawiałam o tym z moimi znajomymi, którzy go obchodzą i mówią, że pierwsze kilka dni są najgorsze, później się przyzwyczajają. To co najbardziej lubią w Ramadanie, to czas, który mogą spędzić ze znajomymi i rodzinami wieczorem podczas wspólnych kolacji. Dla nich to takie nasze Święta Bożego Narodzenia, tylko bez prezentów i w lecie.

Czy podczas Ramadanu da się schudnąć? O to zapytałam moją koleżankę. Wręcz przeciwnie. Przez to, że wieczorem obiadają się do granic możliwości, a w ciągu dnia wykonują jak najmniej ruchów, pod koniec miesiąca mało kto mieści się w spodnie.

Dla nas, przybyszów z Europy i innych części świata, nie jest to zbyt ekscytujący okres. W weekendy nic się nie dzieje, aż do wieczora. Co robimy w takim razie? Czytamy książki, oglądamy seriale, gramy w gry, chodzimy na siłownię, gotujemy, spotykamy się ze znajomymi w domach…i czekamy na 10 sierpnia, kiedy ten Święty Miesiąc się nareszcie skończy…;)

ramadan

Ciasto z orzeszków ziemnych i czekolady

19 Jul

Dziwna sprawa, podczas kiedy w Polsce zaczyna się lato, wszyscy zajadają się czereśniami, borówkami, truskawkami, w Emiratach zaczyna się Ramadan, upały i nie ma żadnych ciekawych owoców. Oczywiście można kupić amerykańskie, naładowane chemią, które przetrwają nawet rok w lodówce, ale kto chciałby się tak truć!? Dlatego też ostatnio sięgnęłam po przepis z najnowszego magazynu Gourmet i wypróbowałam marokańskie ciasto Rokhama. Składa się z czekolady i orzechów ziemnych. Jest obłędnie słodkie, chociaż nie ma w nim ani grama cukru (nie licząc tego zawartego w białej czekoladzie).


ciasto orzechowe

Składniki:

  • 500 g orzeszków ziemnych
  • 1 łyżka ekstraktu z wanilii
  • pół szklanki miodu
  • 400 g roztopionej gorzkiej czekolady
  • 100 g roztopionej białej czekolady

Orzeszki prażymy na niewielkiej ilości oleju, aż będą lekko brązowe. Zdejmujemy z ognia i zostawiamy do ostygnięcia.

Następnie wrzucamy je do blendera i mielimy, aż powstanie konsystencja proszku. Dodajemy miód i ekstrakt z wanilii i mieszamy dokładnie.

Wyjmujemy prostokątną formę i wykładamy ją papierem do pieczenia, układamy na niej masę orzechową i polewamy gorzką czekoladą. Wkładamy na min. 15 minut do zamrażarki, żeby czekolada stwardniała. Wyjmujemy, obracamy i wylewamy drugą część gorzkiej czekolady, zdobimy w dowolny sposób białą czekoladą i wstawiamy do zamrażarki na kolejne min. 15 minut.

Smacznego!

 ciasto orzechowe

Mąż gotuje: Tosty francuskie z limonkowym mascarpone i puree malinowym

6 Jul

Rany, ale dawno mnie tu nie było. Muszę przyznać, że ostatnio jestem strasznie zajęta, ale obiecuję się już poprawić. W przyszłym tygodniu zaczyna się Ramadan, więc wszyscy trochę zwolnią, a czas stanie w miejscu. Tymczasem ostatni weekend przed Ramadanem, więc wykorzystujemy go do granic możliwości i najadamy się pysznościami. Ten przepis, to dzieło O. Deser BARDZO wysokokaloryczny, niezbyt słodki dzięki kwaśnym limonkom i malinom. Znika z talerza w dwie minuty i chce się jeszcze. Drogie Panie, namówcie swoich Panów, żeby Wam coś takiego przygotowali :).

Tosty francuskie

Składniki:

  • pieczywo tostowe
  • maliny (ilość wg. uznania)
  • 1 łyżka cukru brązowego
  • 1 paczka mascarpone
  • sok z limonki + starta skórka
  • 2 jajka
  • 1 szklanka mleka
  • 1 łyżka masła do smażenia

Mleko mieszamy z jajkiem, moczymy w nim pieczywo tostowe z jednej i z drugiej strony i posypujemy brązowym cukrem. Smażymy na maśle, aż się zarumienią. W międzyczasie przygotowujemy mascaropone, dodajemy do niego 1 łyżkę brązowego cukru, sok z limonki i startą skórkę, a maliny rozgniatamy widelcem.

Podajemy ciepłe tosty polane mascarpone i puree malinowym.

Smacznego!

Tosty francuskie

Tabbouleh – dla nielubiących pietruszki

18 Jun

Odkąd pamiętam, nigdy nie lubiłam pietruszki. Moja Mama zawsze próbowała ją przemycić w zupach i innych daniach, ale nie udało jej się mnie do niej przekonać. Musiałam wyjechać tysiące kilometrów od domu, żeby spróbować jej zupełnie w innej odsłonie i polubić, chociaż “polubić” to chyba za duże słowo. Tabbouleh to sałatka, której głównym składnikiem jest właśnie pietruszka, ale dzięki intensywnym dodatkom, jej smak jest niewyczuwalny. W kuchni arabskiej jest to jeden z najbardziej lubianych dodatków, znajdziecie go w większości dań, przystawek, czy zupach.

Tabbouleh

Składniki:

  • 1/4 szklanki kaszy burghul/burgul/ lub kus kus, może też być quinoa
  • 2 szklanki drobno pokrojonej świeżej pietruszki
  • 1/2 kg drobno pokrojonych pomidorów
  • 1/2 szklanki drobno pokrojonej świeżej mięty
  • 1/4 szklanki drobno pokrojonej szalotki
  • 1/2 szklanki soku z cytryny
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 szklanki oliwy z oliwek
  • odrobina ziela angielskiego
Kaszę namoczyć wg. instrukcji, aż będzie gotowa. Następnie wymieszać ze sobą wszystkie składniki, polać oliwą, sokiem z cytryny, przyprawić solą i zielem angielskim.

Tabbouleh

Pasterska Jagnięcina z Basilicaty

11 Jun

Uwielbiam książki z serii “Culinaria”, wspominałam już o tym kiedyś przy okazji przepisu na zupę Sop ayam. Uwielbiam je nie tylko ze względu na wspaniałe przepisy, ale przede wszystkim za opisy regionów, przysmaków jakie tam występują, czy przyborów kuchennych jakich ludzie tam używają itp. Zdecydowanie najbardziej lubię tom poświęcony kuchni włoskiej, zajmuje ona szczególne miejsce w moim kulinarnym sercu i na pewno nie jestem w tym osamotniona. Włochy to jeden z moich ulubionych krajów i obiecałam sobie, że emeryturę spędzę w domku w Toskanii, codziennie pijąc wino z własnej winnicy :). Póki co, muszę zadowolić się winem z Duty Free, ale za to mogę do woli gotować włoskie wspaniałości, z których jeden Wam dzisiaj przedstawiam. Jest to przepis na jagnięcinę, której w Dubaju jest pod dostatkiem, w przeciwieństwie do wieprzowiny ;). Pochodzi z części Włoch – Basilicata – która znajduje się na śródstopiu włoskiego buta. Południe i centralna część kraju są znane z hodowli owiec i tym samym z wspaniałego mięsa, ale również mleka i lubianego sera pecorino.

jagnięcina

Składniki

  • 800 g jagnięciny
  • 500 g ziemniaków
  • 300 g pomidorków przekrojonych na pół lub drobno pokrojonych dużych pomidorów
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • 2 łyżki drobno pokrojonej pietruszki
  • 1 gałązka rozmarynu
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1 drobo pokrojona cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • sól i pieprz
  • 50 g utartego pecorino

Jagnięcinę kroimy w kawałki. Obieramy ziemniaki, kroimy je w plastry lub kostkę i umieszczamy w naczyniu żaroodpornym wraz z jagnięciną. Pokrojone pomidory umieszczamy w misce wraz z oliwą, ziołami, cebulą i pokrojonym czosnkiem. Posypujemy solą i pieprzem i polewamy ziemniaki i mięso. Posypujemy utartym pecorino i zakrywamy folią aluminiową. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni i pieczemy przez ok. 2 godziny.

Smacznego!

jagnięcina

Jak to jest z alkoholem w Dubaju

7 Jun

“Jak to jest z alkoholem w Dubaju?”, to jedno z pytań, które bardzo często pada podczas rozmów ze znajomymi z Polski. Będąc narodem niestroniącym od “procentów” przylatując tutaj musimy się przygotować, że nie dostaniemy piwa w każdym sklepie, nie mówiąc nawet o innych trunkach. “Okropne! Jak żyć w takim kraju!?” chciałoby się rzec, “Biedaki”, słyszę bardzo często. Nie martwcie się, nie jest tak źle, jak mówi stare przysłowie “Polak potrafi”, więc nie jest trudno odnaleźć się w tutejszej rzeczywistości.

drink

Przylatując do Emiratów można przywieźć maksymalnie 4 litry alkoholu. Jeśli zapomnicie tego zrobić na lotnisku w Polsce, czy porcie przesiadkowym, możecie zawsze zaopatrzyć się na lotnisku w Dubaju. Nie jest to jednak zbyt opłacalne, bo ceny są około dwukrotnie wyższe.

W samym Dubaju  sklepy alkoholowe, należą do dwóch sieci: African+Eastern MMI. Nie łatwo jest je znaleźć, zazwyczaj są dobrze poukrywane. Nawet jeśli znajdziecie taki sklep nie kupicie w nim alkoholu, ponieważ wymagana jest LICENCJA. Turyści muszą zadowolić się drinkami w klubach i barach (które zazwyczaj znajdują się w hotelach), a rezydenci mogą wyrobić licencję. Żeby to zrobić trzeba mieć powyżej 21 lat i należy przedstawić dokumenty: kopię paszportu, wizy, kontraktu pracy, kontraktu na wynajem mieszkania, zdjęcie i wypełnić formularz dostępny w każdym sklepie, albo na stronie internetowej i przekazać go do podpisania pracodawcy. Do tego dochodzi opłata 160 AED i gotowe. Będąc niepracującą kobietą, przebywającą w Emiratach na wizie męża nie trzeba aplikować o licencję, można korzystać z licencji męża. Muzułmanie w ogóle nie mogą o nią aplikować nawet jeśli nie są zbyt wierzący.

Nie mając licencji na alkohol nie można go ani spożywać, ani kupować, ani przetrzymywać w domu. “Wstrętni Arabowie, ale wymyślili!”, spokojnie. Czy wszyscy się tego trzymają? Oczywiście, że nie. W klubach i barach nikt nigdy nie zapyta czy ją mamy, czy nie. Nie słyszałam też o sytuacji, żeby policja wtargnęła do czyjegoś domu i sprawdziła, czy nie przetrzymuje w nim nielegalnego alkoholu. Tak naprawdę, może się ona przydać w momencie kiedy np. chcemy zorganizować imprezę, a tu okazuje się, że nie mamy czym poczęstować gości.

Zaopatrzenie sklepów African+Eastern i MMI jest świetne, a ceny na półkach wyglądają na niewysokie. “Wyglądają”, bo w momencie kiedy podejdziemy do kasy naszym oczom ukaże napis, że do cen na półkach nie został doliczony 30% podatek…

Ceny w barach, restauracjach i klubach są dość wysokie. Za drinka zapłacimy +/- 40 AED, za piwo ok. 30 AED, dlatego warto jednak mieć alkohol w domu.

Dla kobiet raz w tygodniu, we wtorki, odbywają się “Ladies nights”, czyli wieczory, kiedy kobiety mogą przyjść na imprezę i kluby oferują im np. 3 drinki za darmo albo 2 w cenie jednego, niekedy zdarza się też darmowe jedzenie.

Pewnie zastanawia Was gdzie zaopatrują się muzułmanie, bo przecież to też ludzie i od czasu do czasu też muszą się napić. Poza tym, że na lotnisku, to jeszcze istnieją takie miejsca, gdzie nikt nie zapyta o licencję, ani o wiarę. Są dobrze ukryte i tylko dla wtajemniczonych. Wszyscy o nich wiedzą, ale nikt o nich nie wie. Ja też Wam o nich nic nie powiem, bo nic nie wiem :).

Podsumowując – można się napić alkoholu w Dubaju i nie cierpimy aż tak bardzo jak wszystkim by się mogło wydawać. Fakt, że wino stało się dla nas większym rarytasem niż w Polsce, bo na lotnisku jego cena jest wyższa niż rumu, czy wódki, i staram się omijać przepisy z jego użyciem.

Ale tak poza tym, to która z Was moje drogie Czytelniczki dostała ostatnio tak romantyczny prezent od męża jak ja!? :

alkohol

Slow Food w Dubaju i Tarta z karmelizowaną cebulą, sumakiem i kurczakiem

3 Jun

Na Fanpage’u zamieściłam już kilka zdjęć tej tarty, teraz podaję w końcu przepis.Tak jak pisałam, pochodzi on z książki Suzanne Husseini “When Suzanne Cooks”. Autorkę poznałam podczas pokazu gotowania dwa tygodnie temu. Okazała się być niezwykle ciepłą osobą, której poglądy na temat gotowania bardzo odpowiadają moim. Zdrowe jedzenie, przygotowywane w domu z najbliższymi i dla najbliższych z użyciem świeżych i w miarę możliwości, lokalnych produktów oraz szczypty miłości, bez której żadne danie nie będzie smakować.

Jak wiecie, dwa miesiące temu założyłam w Dubaju convivium organizacji Slow Food (możecie nas polubić na Fanpage’u). Mieszkając w Dubaju ciężko jest dostać lokalne produkty, no bo co w końcu można uprawiać na pustyni? Jednak przez te ostatnie miesiące wraz ze znajomymi, z którymi tworzymy organizację, odkryliśmy, że jest tutaj wielu lokalnych producentów i rolników, którzy uprawiają warzywa i owoce w etyczny sposób, poza tym, jest ocean, źródło wspaniałych owoców morza i ryb. Przy odrobinie wysiłku można odżywiać się i zdrowo i sezonowo.

Jaki związek ma ze sobą Suzanne i Slow Food? Taki, że właśnie dołączyła do naszej organizacji :). Bardzo mnie to cieszy i dlatego chciałam się tym z Wami podzielić. Mamy w planach ciekawe projekty, o których na pewno będę Was informować. Tymczasem trzymajcie kciuki, bo właśnie jesteśmy na etapie rejestracji. W Emiratach nic nie można robić nie będąc zarejestrowanym, więc nawet organizacja taka jak Slow Food musi zostać zaakceptowana przez odpowiednie organy :).

A teraz przepis na pyszną i zdrową tartę, która idealnie będzie smakować o tej porze roku.

 

tarta z karmelizowaną cebulą

Składniki na dwie duże tarty

CIASTO

  • 375 g mąki
  • 2 łyżeczki świeżo zmielonego pieprzu
  • szczypta soli
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 jajko
  • 200 g zimnego masła
  • 40 ml zimnej wody

NADZIENIE

  • pół szklanki oliwy
  • 8 średnich cebuli, poszatkowanych
  • 4 drobno pokrojone ząbki czosnku
  • sól i pieprz
  • 1 łyżka cukru brązowego
  • świeży tymianek
  • 1 łyżeczka sumaku
  • 6 piersi z kurczaka
  • 2 łyżki sumaku
  • oliwa z oliwek
  • sól i pieprz
  • nasiona granatu
  • orzechy pini/płatki migdałowe

Zaczynamy od ciasta mieszając ze sobą mąkę, sól, pieprz oraz cukier. Następnie dodajemy zimne masło i wyrabiamy ciasto palcami, aż utworzą się grudki. Na końcu dodajemy wodę oraz jajko i wszystko szybko ugniatamy. Zawijamy w folię i wkładamy na godzinę do lodówki.

W międzyczasie przygotowujemy nadzienie. Cebulę i czosnek podsmażamy na oliwie, posypujemy solą i cukrem, mieszamy i zmniejszamy ogień. Dodajemy świeży tymianek i gotujemy mieszając od czasu do czasu, przez 40 minut, lub do momentu, aż cebula będzie miękka i słodka. Na końcu posypujemy łyżeczką sumaku.

Piersi kurczaka polewamy oliwą, posypujemy solą, pieprzem i dwoma łyżkami sumaku. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni i pieczemy przez ok. 40 minut.

Wyjmujemy ciasto z lodówki, rozwałkowujemy, wkładamy do foremki i nakłuwamy widelcem. Wkładamy jeszcze na 20 minut do lodówki. Piekarnik nagrzewamy do 190 stopni. Na ciasto kładziemy papier do pieczenia i wsypujemy na niego ryż lub suchą fasolę i pieczemy je przez 15 minut. Następnie zdejmujemy papier z ryżem/fasolą i pieczemy ciasto jeszcze przez kolejne 15 minut.

Na cieście układamy na początku cebulę, a na nią pokrojone kawałki kurczaka. Całość posypujemy nasionami granatu, świeżym tymiankiem i prażonymi orzechami pini lub platkami migdałów.

Smacznego!

P.S. Sumak możecie kupić np. tutaj; ponieważ roślina ta rośnie w Polsce, możecie też sami ususzyć nasiona, a jak to zrobić zobaczycie tutaj.

tarta z karmelizowaną cebulą

Przesiadka w Dubaju, co tu robić? Czyli Dubaj w jeden dzień.

27 May

Burj Al Arab

Burj Al Arab – zdjęcie zrobione z Medinat Jumeirah

Odkąd linie Emirates zaczęły latać z Warszawy, Dubaj stał się miejscem przesiadkowym i pasażerowie często muszą czekać jeden lub kilka dni na kolejny lot. Dostaję od Was pytania, co można robić i zobaczyć w mieście w tak krótkim czasie, dlatego postanowiłam zamieścić to na blogu. Zaczniemy od najkrótszej przesiadki, czyli jednodniowej.

Zanim napiszę Wam plan działania, przypomnę tylko, że lecąc do Emiratów potrzebujecie wizy. W przypadku krótkich przesiadek będzie to wiza tranzytowa. Żeby ją otrzymać musicie zadzwonić do linii Emirates i poprosić, żeby pomogli Wam ją załatwić. Będzie to tańsza opcja niż gdybyście załatwiali ją przez agencję. Koszt to ok. 250 PLN. Oprócz wizy będziecie też potrzebowali hotelu, lub miejsca, gdzie się zatrzymacie na ten dzień.

Kiedy już przyjedziecie do hotelu i zostawicie walizki wsiądźcie do taksówki i wybierzcie się do Dubai Mall. Jest to największa galeria handlowa. Nie zapomnijcie, że jesteście w mieście, w którym galerie handlowe są jednymi z najważniejszych miejsc. Dlaczego? Bo są tu kawiarnie, jest klimatyzacja, masa sklepów i innych atrakcji, które urozmaicają życie mieszkańców podczas niewyobrażalnych upałów, które zaczynają się w czerwcu, a kończą pod koniec września. W Dubai Mall polecam zobaczenie Akwarium, robi ono wielkie wrażenie, bo pływają w nim rekiny, płaszczki i masa innych ryb. Jest wysokie na dwa piętra i jak macie dużo pieniędzy, to możecie ponurkować sami, lub z instruktorem i dać radość oglądającym. Ceny: nurkowanie w klatce (jeśli boicie się rekinów) 290 AED, nurkowanie jeśli macie licencję 675 AED, nurkowanie z instruktorem 875 AED. Możecie też przejść pod spodem akwarium i pooglądać ryby od dołu (najtańsza opcja 70 AED), lub wybrać opcję bezpłatną i pogapić się na nie stojąc na przeciwko. Więcej informacji znajdziecie tutaj.

Akwarium

Następnie zjedźcie na najniższy poziom i wyjdźcie przed galerię. Zobaczycie Burj Khalifa, najwyższy budynek na świecie. Jest imponujący i piękny. Jeśli będziecie wieczorem, to warto zostać i zobaczyć pokaz fontann, który odbywa się od 18 co pół godziny. Jest bezpłatny.

Burj Khalifa

Burj Khalifa – zdjęcie zrobione od strony metra, ładniejszy widok jest jak podejdziecie od tej strony, o której pisałam.

Po tych atrakcjach wsiądźcie w metro, w kierunku Jebel Ali i pojedźcie zobaczyć stok narciarski w drugiej galerii handlowej, czyli Mall of the Emirates. Dlaczego metrem? Po pierwsze jest naziemne, więc zobaczycie miasto, po drugie jest to najczystsze metro jakie widziałam w życiu, można w nim jeść z podłogi ;), po trzecie macie okazję przejechać się w Złotej Klasie (Gold Class) – wcześniej musicie kupić odpowiedni bilet – i siedzieć na wygodnych krzesłach, a kobiety i dzieci mogą wsiąść do wagonu przeznaczonego specjalnie dla nich, panowie zostaną wyproszeni. Wydaje Wam się, że to dyskryminacja? Bynajmniej. Sama najczęściej korzystam z części dla kobiet, ponieważ nie mam na sobie tysiąca spojrzeń, jest mniejszy tłok w godzinach szczytu i dużo ciszej.

Japończyk w metrze

Jeżeli zamierzacie kręcić filmik z jazdy metrem, polecam najpierw zajrzeć na YouTube, gdzie na pewno jest ich już około miliona.
Za każdym razem, jak gdzieś jadę, to widzę kogoś kto akurat stoi z kamerą w ręku ;)

W Mall of the Emirates wybierzcie się zobaczyć stok narciarski. Możecie też z niego zjechać, cały strój dostaniecie. Jeśli nie lubicie jeździć na nartach, możecie pójść zobaczyć pingwiny, na to jednak lepiej jest wcześniej się umówić. Informacje o cenach znajdziecie tutaj.

Będąc w Mall of the Emirates polecam przejść się do kawiarni Al Nassma, która znajduje się na pierwszym piętrze i spróbować czekolady z mleka wielbłąda. Jeśli nie chcecie jej kupować, zamówcie kawę i poproście, żeby Wam dali kawałek do spróbowania do kawy. Pychotka!

Stok narciarski

Stok narciarski

Stok narciarski zza szyby

Po zobaczeniu pingwinów i kilku szalonych zjazdach, wsiądźcie w taksówkę i pojedźcie na Palm Jumeirah, pod hotel Atlantis. Macie dwie możliwości, albo podjechać taksówką pod Atlantis, nie pod wejście główne tylko albo do beach baru – Nassimi, albo od strony parku wodnego i pojedziecie przez środek Palmy kolejką (Monorail), dzięki czemu będziecie mieć piękny widok na hotel, oraz wybrzeże, zobaczycie też jak mieszkają ludzie. Możecie też poprosić taksówkarza, żeby zatrzymał się na początku wjazdu na Palmę, przy stacji kolejki i wtedy możecie się nią przejechać w dwie strony. Warto, bo widok jest piękny, a ta przyjemność jest niedroga – 25 AED w dwie strony, 15 AED w jedną.

Palm Jumeirah

Palm Jumeirah (zdj. google.com)

Kolejka na Palmę

Monorail na Palm Jumeirah (zdj. z google.com)

Hotel Atlantis

Hotel Atlantis nocą, zdjęcie zrobione w barze Nassimi, który bardzo polecam!

Ostatnim punktem programu jest Madinat Jumeirah. Dotrzeć tam można taksówką. Jest to piękne miejsce, wybudowane w stylu arabskim. Znajduje się w nim nastawiony na turystów souk, masa kawiarni, restauracji i barów, gdzie można zjeść, napić się alkoholu i zapalić shishę. Ponadto, jest stamtąd piękny widok na Burj Al Arab i najlepiej jest tam przyjechać tuż przed zachodem słońca, bo złapiecie wspaniałe światło i zdjęcia wyjdą nieziemskie. Madinat jest bajkowy, możecie tam spacerować, przepłynąć się wenecką łodzią. Jeśli macie czas na imprezę, to wybierzcie się to Trader Vic’s i spróbujcie drinka Tiki Puka Puka, jest różowy, ale bardzo mocny.

Medinat Jumeirah

 

Madinat Jumeirah (zdj. google.com)

Medinat Jumeirah

Kanały wodne w Madinat Jumeirah

Po tym maratonie możecie być bardzo z siebie zadowoleni i wrócić do hotelu, bo zobaczyliście większość lokalnych atracji. Po więcej trzeba wrócić.

Mój rekord na tej trasie to 5 godzin. Było męcząco, ale się udało.

No to kto z Was się wybiera w najbliższym czasie do Dubaju? :)

Kalafior w wersji arabskiej – zakochacie się!

24 May

W środę zostałam zaproszona na spotkanie z autorką kasiążki “When Suzanne Cooks”, Suzanne Husseini. Suzanne pochodzi z Palestyny, ale całe swoje życie spędziła w Kanadzie, a teraz mieszka w Dubaju, gdzie stała się kulinarną celebrytką. Muszę przyznać, że byłam pod wrażeniem, kiedy z widowni słyszałam parę razy komentarze kobiet arabskich, że książkę już mają i wypróbowały wszystkich przepisów.

Suzanne w swojej książce prezentuje potrawy szeroko pojętej kuchni arabskiej, z tym, że nieco je urozmaica i dodaje zawsze coś od siebie. Przemienia również dania innych kuchni na arabskie, dodając np. typowe dla regionu warzywa, czy owoce.

Podczas spotkania ugotowała 5 dań, spośród których to, które zaraz Wam przedstawię, wywarło na mnie największe wrażenie. Kalafior jest wg. mnie dość trudnym warzywem. W Polsce serwowany jest głównie ugotowany i posypany bułką tartą z masłem. Nigdy za nim nie przepadałam, bo faktycznie, bułka tarta była pyszna, ale samo warzywo – fuj! Tutaj jednak został zaprezentowany w zupełnie innej formie – pieczony w piekarniku, a do tego podany z sosem na bazie sezamowego tahini. Cudownie chrupiący, z orientalną nutką. Rewelacja!

Kalafior

Składniki

  • 1 kalafior (spory)
  • 1/4 szklanki oliwy

Sos

  • sok z dwóch cytryn
  • skórka+sok z pomarańczy
  • 1 szklanka wody
  • 3/4 szklanki tahini
  • sól
  • 3 łyżki oliwy (u mnie olej słonecznikowy)
  • 2 ząbki czosnku -zgniecione
  • 2 średnie cebule, pokrojone na cieniutkie plasterki
  • do ozdoby: orzechy pini/płatki migdałów (podsmażone na patelni/podpieczone w piekarniku), granat

Piekarnik: 220 stopni
Kalafiora kroimy na 4 grube plastry (chyba, że będzie mniejszy to na 3). Układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. polewamy oliwą z oliwek i posypujemy solą. Pieczemy aż będzie lekko brązowy i chrupiący, czyli ok. 20 minut. W połowie pieczenia przewracamy na drugą stronę.
Sos: mieszamy w miseczce sok z cytryny, pomarańczy+skórkę z pomarańczy, wodę i tahini. Może Wam się wydawać, że jest za rzadki, ale zostawcie go, po chwili zgęstnieje.

Na patelni podgrzewamy oliwę, wrzucamy na nią cebulę a następnie czosnek i smażymy, aż będą miękkie i lekko brązowe, dodajemy sos i doprowadzamy do wrzenia. Mieszamy, żeby sos się nie przypalił. Kiedy smaki się wymieszają, a sos zgęstnieje, zdejmujemy z ognia i doprawiamy w razie potrzeby.
Podajemy kalafora polanego sosem, posypanego prażonymi orzechami pini/płatkami migdałów, granatem, odrobiną skórki pomarańczowej. Może być serwowany zarówno na zimno, jak i na ciepło.

Smacznego!

Kalafior

Kuchnia egipska – Molokhia/Muluhija najzdrowsza zupa na świecie!

21 May

Mulukhiyah, mloukhiya, molohiya, mulukhiyya, malukhiyah lub moroheiya – tyle nazw na określenie jednej zupy.

Molokhia

Niedawno przygotowywałam prezentację o kuchni egipskiej. Tak naprawdę na początku nic o niej nie wiedziałam, jak z resztą, podejrzewam, większość osób. Egipt kojarzy się z tanimi wakacjami all-inclusive, bufetami wypełnionymi po brzegi różnościami i bakhlavą. Tymczasem kuchnia tego kraju jest bardzo ciekawa, szczególnie dla wegetarian, oraz bardzo zdrowa.

Roślina – Molokhia zainteresowała mnie, ponieważ jest bogactwem witamin (ponad 32), magnezu, potasu i wapnia. Szpinak może się schować ze wstydu! Ponadto, ma właściwości afrodyzjaku, dlatego jeden z dawnych władców Egiptu zabronił jej spożywania. Na szczęście te czasy już minęły i teraz możemy cieszyć się jej smakiem.

Zazwyczaj podawana z ryżem, niektórzy nawet twierdzą, że jest to bardziej danie ryżowe niż zupa. Inni mówią, że ryż może być dodatkiem, ale nie jest konieczny. Tyle wersji, ile osób. Do tego można dodać ugotowanego kurczaka.

To co jest zdecydowanie najgorsze w tej zupie, to jej konsystencja. Liście molokhii podczas gotowania robią się śliskie, więc ciągnie się, kiedy nabieramy ją łyżką. Do tego jest totalnie niefotogeniczna! Musiałam się bardzo namęczyć, żeby jakoś ładnie wyszła na zdjęciach, mam nadzieję, że docenicie ;). Na szczęście smak i jej właściwości wynagradzają obrzydliwą, dla niektórych, konsystencję i niezbyt atrakcyjny wygląd.

Ach! No i najważniejsze! Koniecznie powinna być podana z dużą ilością cytryny. Cytryna i molokhia bardzo się lubią i żyć bez siebie nie mogą, a doznania smakowe będą o niebo lepsze!

Molokhia

Składniki

  • litr rosołu (ja robię z przepisu z Kwestii Smaku, tylko cebulę wcześniej zapiekam w piekarniku, żeby była aromatyczna, sztucznym kostkom rosołowym mówimy – NIE!)
  • 1 opakowanie  mrożonych liści molokhii
  • 2 łyżki drobno pokrojonego czosnku
  • 2 łyżki drobno pokrojonej świeżej kolendry
  • 1 łyżka masła

Zaczynamy od rosołu. W międzyczasie rozmrażamy molokhię, podobno można kupić też suszoną, ja użyłam świeżej, bo akurat udało mi się znaleźć. Molokhia mrożona jest już zazwyczaj poszatkowana, więc nie trzeba jej dodatkowo kroić, ale jeśli macie suszoną lub świeżą, to polecam użycie blendera.

Z rosołu wyjmujemy warzywa i kurczaka. Na patelni topimy masło i podsmażamy połowę czosnku (jedną łyżkę) i kolendrę, aż nabiorą lekko brązowego koloru. Do rosołu dodajemy molokhię, czosnek, chwilę podgotowujemy (jeśli rosół był zimny, to do momentu, aż zrobi się gorący) i na końcu wlewamy podsmażoną kolendrę z czosnkiem i jeszcze chwilę podgotowujemy.

Serwujemy z dużą ilością ryżu i kurczakiem lub bez, może też być z mniejszą ilością ryżu. Wyciskamy cytrynę do środka i zajadamy te witaminy!

Smacznego!

P.S. Jedna z moich Czytelniczek – Lula – doniosła, że w Polsce można kupić suszoną molokhię w sklepach arabskich, sądzę, że znajdziecie ją też w Kuchniach Świata.

Molokhia