(Foto)relacja z Omanu

7 Sep

W Omanie byliśmy już raz, o czym możecie przeczytać tutaj. Tym razem wybraliśmy się do centralnej części kraju,  40 km przez góry od stolicy, Muskatu. Z opowiadań wielu osób słyszałam, że Oman to wspaniały kraj, różniący się od gorących, pustynnych i płaskich Emiratów wspaniałym klimatem, dużą zielonością i wysokimi górami. Rzeczywiście tak jest. Już na granicy zaczynają się piękne góry, które towarzyszą nam przez całą podróż. Temperatura na miejscu wynosiła 10 stopni mniej niż w Dubaju, dzięki czemu bez problemu można było leżeć na plaży, czy przy basenie i się opalać. Muskat, przez który, tym razem, tylko przejeżdżaliśmy, okazał się bardzo zielony, czemu nie mogliśmy się napatrzeć, po piaskowym Dubaju, gdzie praktycznie nie ma żadnej zieleni.

Jadąc z Emiratów do Muskatu, trzeba uważać, bo przez drogę szybkiego ruchu, którą tam jedziemy, na której ograniczenie prędkości wynosi 120 km/h, co chwilę na ulicę wybiegają ludzie. Ktoś budując tamtejsze drogi, nie pomyślał o pieszych i nie zrobił przejść, czy wiaduktów. Szczególnie niebezpieczne jest to w nocy, bo słabe światło sprawia, że często ktoś wybiega pod koła w ostatniej chwili.

Jeśli chodzi o kulturę, Oman jest bardziej restrykcyjny w stosunku do kobiet, niż Dubaj, co widać, bo jadąc na ulicach widać wyłącznie mężczyzn. Dlatego dobrze jest się ubrać w coś co osłoni ramiona i niezbyt krótkie spodnie/spódniczkę.  Ja miałam koszulkę i krótkie spodenki i nikt mi nie zwrócił uwagi, ale sądząc po tym, jak wszyscy mnie obserwowali, następnym razem ubiorę długie spodnie.

Ta wycieczka nie była zbyt ciekawa kulinarnie, nie trafiliśmy tym razem na żadne lokalne knajpki. Na pewno wybierzemy się tam jeszcze nie raz i będzie więcej okazji do spróbowania tamtejszej kuchni.

Tymczasem zapraszam do oglądania zdjęć :)

plaża

plaża

plaża

palma

statek

Marina

miasto nocą

strzałka

Kto zgadnie, co wskazuje ta strzałka? :)

kozy

Po drodze,w małych wioskach spotkaliśmy lokalne zwierzęta, głównie kozy i dzikie osły.

Kozy biegały po ulicach, nie przejmując się samochodami, wyjadały jedzenie z koszy, nie patrząc, czy jest to butelka, kanapka, czy kawałek papieru.

osły

mały osiołek

Jedno z najsłodszych zwierząt, jakie widziałam. Gdyby dorobić mu róg z przodu, wyglądałby jak jednorożec :)

droga

Dziki Zachód? Nie, to góry w Omanie! Niesamowite, puste, wypalone przez słońce, wysokie i robiące ogromne wrażenie!

góry

las

Ten widok przypomina mi Chorwację, gdzie żeglowaliśmy rok temu. Tutaj, to dalej Oman, jest to część morza, osłonięta wyspami, co sprawia, że wygląda jak wielkie jezioro. Przy wodzie powstał piękny las, który jest pod ochroną.

morze

morze

muszle

A to ja z muszlami, które znalazłam nad brzegiem morza :)

Pozdrawiam Was i życzę każdemu wycieczki do tego pięknego kraju!

A.

Diabeł ubiera się u Prady, ale jeździ Maserati

29 Aug

 Maserati

Najdroższe samochody, Rolls Royce, Porsche, Ferrari, Maserati, itp. Wszystkie te marki znajdziecie na ulicach Dubaju w ilości, która przyprawia o zawrót głowy. Porsche jeżdżą dzieciaki w college’ach, Rolls Royce’ami starsi panowie, Ferrari przeróżne grupy wiekowe (oczywiście nie mówię tutaj o wszystkich mieszkańcach miasta, tylko o tych, którzy zarabiają dobre pieniądze, a jest ich tu całkiem sporo). Dzięki stosunkowo wysokich zarobkach i niewygórowanych cenach, dużo osób stać na zakup lansiarskich aut. Jak więc wyróżniają się bardzo bogate osoby?

Tablicami rejestracyjnymi.

Sheikh Dubaju – Mohammed Bin Rashid Al Maktoum – ma zarezerwowaną tablicę z numerem “1”. Jeśli więc jesteście w Dubaju i jedziecie główną drogą – Sheikh Zayed Road – rozglądajcie się, ja już kilkakrotnie widziałam go śmigającego po ulicach. Łatwo jest rozpoznać nie tylko samochód Sheikha ale też całej jego rodziny. Podobno numery 1-100 z literami M, O, S, U, X na początku są zarezerwowane dla rodziny królewskiej, im niższy numer – tym wyżej w hierarchii, im mniej spotykane litery na początku – droższa tablica.

tablica

 

Najbardziej poszukiwanymi są tablice z jak najmniejszą liczą cyfer, ale też z jak bardziej powtarzającymi się, albo ustawionymi w kolejności, przykładowo: 111, 666, 99999, 1234. Poza cyframi, liczą się też litery. A, B, czy C już nie są zbyt modne, teraz poszukuje się tych mniej spotykanych z końca alfabetu.

Niedawno w mediach pojawił się artykuł, w którym mężczyźni opowiadali jak podrywają dziewczyny – nie na najnowsze modele samochodów, ale na numery tablic rejestracyjnych. Jeden z mężczyzn żalił się, że pomimo wspaniałego, nowego i drogiego samochodu, ciężko jest mu zdobyć uwagę kobiet. Drugi z mężczyzn z kolei miał samochód średniej kategorii, ale jego rejestracja była dwucyfrowa. Ilekroć zostawiał go w jednej z galerii handlowych, po kilku godzinach znajdował na szybie 3-4 karteczki z imionami dziewczyn i numerami telefonów.

tablica

Wygląda na to, że posiadanie ładnego samochodu, jachtu, czy złotego pałacu przestało być wystarczającym wyznacznikiem statusu. Ludzie są w stanie zapłacić miliony za kawałek metalu z numerem, żeby jeżdżąc ulicami wszyscy wiedzieli z kim mają do czynienia.

Co jakiś czas organizowane są aukcje, na których można kupić mało spotykane tablice, ceny sięgają milionów dolarów. Niedawno za tablicę z numerem 1 w emiracie Abu Dhabi, zapłacono 14,5 mln dolarów. Najbliższa aukcja odbywa się 8 września, może się na nią wybiorę i zdam Wam relację, czy tym razem padnie jakiś rekord.

Jedno jest pewne – ja póki co jeżdżę z pięciocyfrową, niezbyt ciekawą tablicą, z tylko dwoma powtórzonymi cyframi ;). Nie spodziewam się żadnych liścików z numerami telefonów pozostawionymi na mojej szybie. Co więcej, wydaje mi się, że w tym wypadku granica została już lekko przekroczona i wydawanie tak wielkich sum, na coś, co w produkcji kosztuje najwyżej 5$ jest po prostu wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Jedyną tablicą, na którą mogłabym wydać trochę więcej pieniędzy (ale bez przesady), byłaby taka z cyferkami “666”.  Obowiązkowo w razie gdybym została właścicielką Maserati ;).

 tablica

Dubajskie burgery śniadaniowe :)

16 Aug

Burgery opanowały ostatnio Polskę, przynajmniej z tego, co donoszą znajomi blogerzy :). Ta moda dotarła najwyraźniej również do Emiratów. W piekarni, pod moim domem w Dubaju, od niedawna zaczęto wypiekać bułki burgerowe, co zainspirowało mnie do zrobienia burgerów śniadaniowych. Są przepyszne, proste, a do tego świetnie wyglądają i sprawiają, że weekendowe śniadanie staje się ucztą, czyli tak jak lubimy. Do tego nie są niezdrowe, bo do środka wkładamy warzywa, jajko i plasterek szynki dla mięsożerców.

burgery

Składniki dla 2 osób

2 bułki burgerowe

Kremowy serek do smarowania, a dla wegan – dojrzałe awokado

Szynka

Pomidory koktajlowe

Szpinak lub sałata

Szparagi podsmażone na oliwie z czosnkiem

2 jajka sadzone

Do picia – kawa i świeżo wyciskany sok pomarańczowy.

Smacznego i miłego  długiego weekendu!

burgery 2

Trzy przepisy: fantazyjne ziemniaki, frytki marchewkowe i prosta pieczona ryba.

10 Aug

Miał być wpis o Iftarze i o końcu Ramadanu, ale postanowiłam go zostawić na później. Po tym, jak wczoraj na mojego Fanpage’a wrzuciłam zdjęcie pieczonej rybki, wszyscy zapragnęliście przepisu, a więc bardzo proszę :). Zanim jednak przejdę do samego przepisu, napiszę trochę o rybach.

rybka

Ci, którzy czytają mojego bloga na bieżąco wiedzą, że ryby lubię, ale tylko gdy są świeże, dlatego w Dubaju się nimi zajadam. Od niedawna zaczęłam zwracać też uwagę na coś innego, a to za sprawą Slow Foodu, organizacji, której convivium, wraz ze znajomą, założyłyśmy w Emiratach (o czym możecie przeczytać tutaj). Oprócz tego, że ryba musi być świeża, zaczęłam też zwracać uwagę na to, czy należy do gatunku zagrożonego. W Emiratach, kraju pustynnym, nie za dużo jest owoców, czy warzyw, które można uznać za lokalne. Są natomiast ryby, które odławia się tutaj na potęgę. Hammour, najbardziej popularna i lubiana, w tym momencie jest na liście gatunków zagrożonych, pomimo to jest serwowana w restauracjach, a na targu rybnym stanowi ok. 40%  (jeśli nie więcej) wszystkich sprzedawanych ryb.

Można powiedzieć, że będąc w sklepie, czy na targu, czy w restauracji nic już nie możemy zrobić, bo przecież ta ryba i tak została złowiona, więc nie ma znaczenia, czy ją kupimy, czy nie. Otóż ma to wielkie znaczenie. To my jesteśmy konsumentami i my dyktujemy sprzedawcom, co chcemy kupować. Jeśli nie zgadzacie się na wspieranie GMO, nie kupujcie produktów GMO, jeśli nie chcecie jeść nafaszerowanych antybiotykami kurczaków, zapłaćcie nieco więcej i kupcie te ze znanego źródła. Sklepy sprzedają nam to, co chcemy kupować.

Wybór należy do NAS.

Gatunki ryb zagrożonych znajdziecie na stronach takich jak:

http://www.wwfpl.panda.org

http://www.greenpeace.org

http://www.msc.org

Ryby

hammoury na targu rybnym w Dubaju

A teraz przepis :)

Składniki dla 2 osób

– 2 filety z białej ryby (lub ryby w całości, wypatroszone)

– 8 marchewek (3 z nich pokrojone metodą julienne, czyli w wąskie słupki, pozostałe kroimy w grubsze kawałki, na frytki)

– 1/2 dużego pora, pokrojonego w wąskie słupki

– świeże liście pietruszki

– świeże liście bazylii (opcjonalnie, ale dodają ciekawego aromatu)

– cytryna do polania

– 4 ziemniaki

– 2 łyżki masła

– oliwa z oliwek

– sól i pieprz

Ziemniaki

Zaczynamy od ziemniaków, bo one wymagają najdłuższego pieczenia. Myjemy je dokładnie, nie obierając skórki i nacinamy tak jak na zdjęciu. Kładziemy na folii aluminiowej, polewamy oliwą z oliwek i posypujemy solą. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy przez 20 minut.

W międzyczasie przygotowujemy rybę i marchewkowe frytki.

7 marchewek kroimy w grubsze słupki, kładziemy na folii, polewamy oliwą z oliwek, solimy i odkładamy na bok, to będą nasze frytki.

Wyjmujemy dwa osobne kawałki folii i układamy na nich umytą rybę. Wrzucamy na nią warzywa: marchewkę, pora, pietruszkę, bazylię oraz łyżkę masła. Całość posypujemy solą i pieprzem dla smaku i zawijamy dokładnie w folię.

Temperaturę w piekarniku zmniejszamy do 180 stopni, zostawiamy w nim ziemniaki, wkładamy marchewki i rybę i pieczemy przez 25-30 minut.

Wyjmujemy z piekarnika i układamy na talerzu, tak jak poniżej.

Zajadamy ze smakiem! :)

Smacznego!

rybka

Ramadan w Dubaju

26 Jul

Ramadan Kareem

***Będąc w krajach muzułmańskich w okresie Ramadanu, wszędzie będziecie widzieć napis “Ramadan Kareem”, jest to pozdrowienie, którym witają i żegnają się wszyscy w tym czasie. “Kareem” oznacza “Hojny”, podczas Świętego Miesiąca oprócz poszczenia, każdy ma obowiązek pomagać, dlatego organizowane są imprezy charytatywne i zbiórki dla najbiedniejszych.***

No i po wielu tygodniach wyczekiwania nadszedł Ramadan. Nie mogłam się go doczekać, bo zawsze to jakieś nowe doświadczenie. Wszyscy mówili i ostrzegali “Na co Ty się tak cieszysz!? Przecież w Ramadanie nic się nie dzieje!”, “Ramadan to najgorszy okres w Dubaju”, itp. itd. Nie słuchałam i dalej nie mogłam się doczekać. W końcu zaczęło się. Pierwszego dnia byłam bardzo szczęśliwa. Trzeciego już nie mogłam się doczekać aż się skończy, dlaczego? Zacznijmy od początku.

Ramadan to największe święto muzułmańskie. Trwa miesiąc i co roku wypada w innym czasie, ponieważ jest wyznaczany według faz księżyca. Wg. kalendarza arabskiego wypada w 9 miesiącu. Przez cały jego okres wyznawcy poszczą od świtu do zmierzchu i w tym czasie nie mogą spożywać żadnych pokarmów, ani przyjmować napojów, nie można też palić papierosów. Post przerywa się po zachodzie słońca, po modlitwie, i wtedy, tradycyjnie, rodziny zasiadają do wspólnej kolacji – Iftar. Na początek serwowane są daktyle, które dzięki swoim właściwościom wpływają na lepsze trawienie i później można już jeść do woli. Wpis o Iftarze już niebawem.

W Dubaju oprócz zakazu jedzenia i picia dochodzi jeszcze kilka innych. Należy się odpowiednio ubierać, to znaczy, ramiona i dekolt powinny być zasłonięte. Oczywiście część osób tego nie przestrzega i jeszcze nie widziałam, żeby ktokolwiek został za to ukarany. Nie można słuchać głośnej muzyki ani w czasie postu, ani wieczorem, dlatego w tym czasie nie wybierzecie się na żadne ciekawe imprezy.

ramadan

***Kupując jedzenie lub nawet kawę czy wodę, na wynos z restauracji, dostaniecie opakowanie z taką właśnie naklejką***

W ciągu dnia wszystkie restauracje są zamknięte, a jeśli nawet są otwarte, to można tylko kupić jedzenie na wynos, więc nie usiądziecie. Jeśli chodzi o jedzenie, to nie można jeść nawet we własnym samochodzie, chyba że ukryjecie się pod siedzeniem ;). Ostatnio dwa razy byłam świadkiem, jak w sklepie ktoś próbował napić się wody i jedna osoba dostała ostrzeżenie od ochroniarza, a druga oberwała w twarz od stojącej obok kobiety, także lepiej uważać. Kary za nieprzestrzeganie zasad to 2000-2500 AED (ok. 2000 zł) lub 1-2 lat więzienia. Do 20:00 nie napijecie się też alkoholu, bo sprzedaż zaczyna się dopiero po zakończeniu Iftaru.

ramadan2

***Restauracje i kawiarnie z zewnątrz wyglądają na zamknięte, w środku jednak można kupić jedzenie na wynos***

Jednak Ramadan nie jest aż taki straszny jak mogłoby się wydawać. Część firm skraca godziny pracy i nawet osoby, które nie poszczą kończą dwie godziny wcześniej (czyli ok. 15).

Sami Muzułmanie lubią ten okres. Rozmawiałam o tym z moimi znajomymi, którzy go obchodzą i mówią, że pierwsze kilka dni są najgorsze, później się przyzwyczajają. To co najbardziej lubią w Ramadanie, to czas, który mogą spędzić ze znajomymi i rodzinami wieczorem podczas wspólnych kolacji. Dla nich to takie nasze Święta Bożego Narodzenia, tylko bez prezentów i w lecie.

Czy podczas Ramadanu da się schudnąć? O to zapytałam moją koleżankę. Wręcz przeciwnie. Przez to, że wieczorem obiadają się do granic możliwości, a w ciągu dnia wykonują jak najmniej ruchów, pod koniec miesiąca mało kto mieści się w spodnie.

Dla nas, przybyszów z Europy i innych części świata, nie jest to zbyt ekscytujący okres. W weekendy nic się nie dzieje, aż do wieczora. Co robimy w takim razie? Czytamy książki, oglądamy seriale, gramy w gry, chodzimy na siłownię, gotujemy, spotykamy się ze znajomymi w domach…i czekamy na 10 sierpnia, kiedy ten Święty Miesiąc się nareszcie skończy…;)

ramadan

Ciasto z orzeszków ziemnych i czekolady

19 Jul

Dziwna sprawa, podczas kiedy w Polsce zaczyna się lato, wszyscy zajadają się czereśniami, borówkami, truskawkami, w Emiratach zaczyna się Ramadan, upały i nie ma żadnych ciekawych owoców. Oczywiście można kupić amerykańskie, naładowane chemią, które przetrwają nawet rok w lodówce, ale kto chciałby się tak truć!? Dlatego też ostatnio sięgnęłam po przepis z najnowszego magazynu Gourmet i wypróbowałam marokańskie ciasto Rokhama. Składa się z czekolady i orzechów ziemnych. Jest obłędnie słodkie, chociaż nie ma w nim ani grama cukru (nie licząc tego zawartego w białej czekoladzie).


ciasto orzechowe

Składniki:

  • 500 g orzeszków ziemnych
  • 1 łyżka ekstraktu z wanilii
  • pół szklanki miodu
  • 400 g roztopionej gorzkiej czekolady
  • 100 g roztopionej białej czekolady

Orzeszki prażymy na niewielkiej ilości oleju, aż będą lekko brązowe. Zdejmujemy z ognia i zostawiamy do ostygnięcia.

Następnie wrzucamy je do blendera i mielimy, aż powstanie konsystencja proszku. Dodajemy miód i ekstrakt z wanilii i mieszamy dokładnie.

Wyjmujemy prostokątną formę i wykładamy ją papierem do pieczenia, układamy na niej masę orzechową i polewamy gorzką czekoladą. Wkładamy na min. 15 minut do zamrażarki, żeby czekolada stwardniała. Wyjmujemy, obracamy i wylewamy drugą część gorzkiej czekolady, zdobimy w dowolny sposób białą czekoladą i wstawiamy do zamrażarki na kolejne min. 15 minut.

Smacznego!

 ciasto orzechowe

Mąż gotuje: Tosty francuskie z limonkowym mascarpone i puree malinowym

6 Jul

Rany, ale dawno mnie tu nie było. Muszę przyznać, że ostatnio jestem strasznie zajęta, ale obiecuję się już poprawić. W przyszłym tygodniu zaczyna się Ramadan, więc wszyscy trochę zwolnią, a czas stanie w miejscu. Tymczasem ostatni weekend przed Ramadanem, więc wykorzystujemy go do granic możliwości i najadamy się pysznościami. Ten przepis, to dzieło O. Deser BARDZO wysokokaloryczny, niezbyt słodki dzięki kwaśnym limonkom i malinom. Znika z talerza w dwie minuty i chce się jeszcze. Drogie Panie, namówcie swoich Panów, żeby Wam coś takiego przygotowali :).

Tosty francuskie

Składniki:

  • pieczywo tostowe
  • maliny (ilość wg. uznania)
  • 1 łyżka cukru brązowego
  • 1 paczka mascarpone
  • sok z limonki + starta skórka
  • 2 jajka
  • 1 szklanka mleka
  • 1 łyżka masła do smażenia

Mleko mieszamy z jajkiem, moczymy w nim pieczywo tostowe z jednej i z drugiej strony i posypujemy brązowym cukrem. Smażymy na maśle, aż się zarumienią. W międzyczasie przygotowujemy mascaropone, dodajemy do niego 1 łyżkę brązowego cukru, sok z limonki i startą skórkę, a maliny rozgniatamy widelcem.

Podajemy ciepłe tosty polane mascarpone i puree malinowym.

Smacznego!

Tosty francuskie

Tabbouleh – dla nielubiących pietruszki

18 Jun

Odkąd pamiętam, nigdy nie lubiłam pietruszki. Moja Mama zawsze próbowała ją przemycić w zupach i innych daniach, ale nie udało jej się mnie do niej przekonać. Musiałam wyjechać tysiące kilometrów od domu, żeby spróbować jej zupełnie w innej odsłonie i polubić, chociaż “polubić” to chyba za duże słowo. Tabbouleh to sałatka, której głównym składnikiem jest właśnie pietruszka, ale dzięki intensywnym dodatkom, jej smak jest niewyczuwalny. W kuchni arabskiej jest to jeden z najbardziej lubianych dodatków, znajdziecie go w większości dań, przystawek, czy zupach.

Tabbouleh

Składniki:

  • 1/4 szklanki kaszy burghul/burgul/ lub kus kus, może też być quinoa
  • 2 szklanki drobno pokrojonej świeżej pietruszki
  • 1/2 kg drobno pokrojonych pomidorów
  • 1/2 szklanki drobno pokrojonej świeżej mięty
  • 1/4 szklanki drobno pokrojonej szalotki
  • 1/2 szklanki soku z cytryny
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/2 szklanki oliwy z oliwek
  • odrobina ziela angielskiego
Kaszę namoczyć wg. instrukcji, aż będzie gotowa. Następnie wymieszać ze sobą wszystkie składniki, polać oliwą, sokiem z cytryny, przyprawić solą i zielem angielskim.

Tabbouleh

Pasterska Jagnięcina z Basilicaty

11 Jun

Uwielbiam książki z serii “Culinaria”, wspominałam już o tym kiedyś przy okazji przepisu na zupę Sop ayam. Uwielbiam je nie tylko ze względu na wspaniałe przepisy, ale przede wszystkim za opisy regionów, przysmaków jakie tam występują, czy przyborów kuchennych jakich ludzie tam używają itp. Zdecydowanie najbardziej lubię tom poświęcony kuchni włoskiej, zajmuje ona szczególne miejsce w moim kulinarnym sercu i na pewno nie jestem w tym osamotniona. Włochy to jeden z moich ulubionych krajów i obiecałam sobie, że emeryturę spędzę w domku w Toskanii, codziennie pijąc wino z własnej winnicy :). Póki co, muszę zadowolić się winem z Duty Free, ale za to mogę do woli gotować włoskie wspaniałości, z których jeden Wam dzisiaj przedstawiam. Jest to przepis na jagnięcinę, której w Dubaju jest pod dostatkiem, w przeciwieństwie do wieprzowiny ;). Pochodzi z części Włoch – Basilicata – która znajduje się na śródstopiu włoskiego buta. Południe i centralna część kraju są znane z hodowli owiec i tym samym z wspaniałego mięsa, ale również mleka i lubianego sera pecorino.

jagnięcina

Składniki

  • 800 g jagnięciny
  • 500 g ziemniaków
  • 300 g pomidorków przekrojonych na pół lub drobno pokrojonych dużych pomidorów
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • 2 łyżki drobno pokrojonej pietruszki
  • 1 gałązka rozmarynu
  • 1 łyżeczka oregano
  • 1 drobo pokrojona cebula
  • 1 ząbek czosnku
  • sól i pieprz
  • 50 g utartego pecorino

Jagnięcinę kroimy w kawałki. Obieramy ziemniaki, kroimy je w plastry lub kostkę i umieszczamy w naczyniu żaroodpornym wraz z jagnięciną. Pokrojone pomidory umieszczamy w misce wraz z oliwą, ziołami, cebulą i pokrojonym czosnkiem. Posypujemy solą i pieprzem i polewamy ziemniaki i mięso. Posypujemy utartym pecorino i zakrywamy folią aluminiową. Wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 170 stopni i pieczemy przez ok. 2 godziny.

Smacznego!

jagnięcina

Jak to jest z alkoholem w Dubaju

7 Jun

“Jak to jest z alkoholem w Dubaju?”, to jedno z pytań, które bardzo często pada podczas rozmów ze znajomymi z Polski. Będąc narodem niestroniącym od “procentów” przylatując tutaj musimy się przygotować, że nie dostaniemy piwa w każdym sklepie, nie mówiąc nawet o innych trunkach. “Okropne! Jak żyć w takim kraju!?” chciałoby się rzec, “Biedaki”, słyszę bardzo często. Nie martwcie się, nie jest tak źle, jak mówi stare przysłowie “Polak potrafi”, więc nie jest trudno odnaleźć się w tutejszej rzeczywistości.

drink

Przylatując do Emiratów można przywieźć maksymalnie 4 litry alkoholu. Jeśli zapomnicie tego zrobić na lotnisku w Polsce, czy porcie przesiadkowym, możecie zawsze zaopatrzyć się na lotnisku w Dubaju. Nie jest to jednak zbyt opłacalne, bo ceny są około dwukrotnie wyższe.

W samym Dubaju  sklepy alkoholowe, należą do dwóch sieci: African+Eastern MMI. Nie łatwo jest je znaleźć, zazwyczaj są dobrze poukrywane. Nawet jeśli znajdziecie taki sklep nie kupicie w nim alkoholu, ponieważ wymagana jest LICENCJA. Turyści muszą zadowolić się drinkami w klubach i barach (które zazwyczaj znajdują się w hotelach), a rezydenci mogą wyrobić licencję. Żeby to zrobić trzeba mieć powyżej 21 lat i należy przedstawić dokumenty: kopię paszportu, wizy, kontraktu pracy, kontraktu na wynajem mieszkania, zdjęcie i wypełnić formularz dostępny w każdym sklepie, albo na stronie internetowej i przekazać go do podpisania pracodawcy. Do tego dochodzi opłata 160 AED i gotowe. Będąc niepracującą kobietą, przebywającą w Emiratach na wizie męża nie trzeba aplikować o licencję, można korzystać z licencji męża. Muzułmanie w ogóle nie mogą o nią aplikować nawet jeśli nie są zbyt wierzący.

Nie mając licencji na alkohol nie można go ani spożywać, ani kupować, ani przetrzymywać w domu. “Wstrętni Arabowie, ale wymyślili!”, spokojnie. Czy wszyscy się tego trzymają? Oczywiście, że nie. W klubach i barach nikt nigdy nie zapyta czy ją mamy, czy nie. Nie słyszałam też o sytuacji, żeby policja wtargnęła do czyjegoś domu i sprawdziła, czy nie przetrzymuje w nim nielegalnego alkoholu. Tak naprawdę, może się ona przydać w momencie kiedy np. chcemy zorganizować imprezę, a tu okazuje się, że nie mamy czym poczęstować gości.

Zaopatrzenie sklepów African+Eastern i MMI jest świetne, a ceny na półkach wyglądają na niewysokie. “Wyglądają”, bo w momencie kiedy podejdziemy do kasy naszym oczom ukaże napis, że do cen na półkach nie został doliczony 30% podatek…

Ceny w barach, restauracjach i klubach są dość wysokie. Za drinka zapłacimy +/- 40 AED, za piwo ok. 30 AED, dlatego warto jednak mieć alkohol w domu.

Dla kobiet raz w tygodniu, we wtorki, odbywają się “Ladies nights”, czyli wieczory, kiedy kobiety mogą przyjść na imprezę i kluby oferują im np. 3 drinki za darmo albo 2 w cenie jednego, niekedy zdarza się też darmowe jedzenie.

Pewnie zastanawia Was gdzie zaopatrują się muzułmanie, bo przecież to też ludzie i od czasu do czasu też muszą się napić. Poza tym, że na lotnisku, to jeszcze istnieją takie miejsca, gdzie nikt nie zapyta o licencję, ani o wiarę. Są dobrze ukryte i tylko dla wtajemniczonych. Wszyscy o nich wiedzą, ale nikt o nich nie wie. Ja też Wam o nich nic nie powiem, bo nic nie wiem :).

Podsumowując – można się napić alkoholu w Dubaju i nie cierpimy aż tak bardzo jak wszystkim by się mogło wydawać. Fakt, że wino stało się dla nas większym rarytasem niż w Polsce, bo na lotnisku jego cena jest wyższa niż rumu, czy wódki, i staram się omijać przepisy z jego użyciem.

Ale tak poza tym, to która z Was moje drogie Czytelniczki dostała ostatnio tak romantyczny prezent od męża jak ja!? :

alkohol